Rzadko pisuję o książkach, ale wychodzi z moich notatek, że przeczytałem w tym roku ponad 140 tytułów. Kilka z nich było wybitnych, nieco więcej zdarzyło się tych świetnych. Niestety, były i takie, przed którymi przestrzegać trzeba. Postanowiłem wziąć to trudne zadanie na swoje barki. Oto krótka lista tego, czego nie należy brać do ręki. Jedna uwaga - to nie są książki wydane w odchodzącym roku. To książki przeze mnie przeczytane.
Maureen Jennings, Detektyw Murdoch. Biedny Tom już wystygł - może niektórzy znają serial, który początkowo i mi się podobał (przez pierwszy sezon). Przygody detektywa z Toronto początku XX wieku w wersji pisanej są jednak niestrawne. Sztampa w warstwie fabularnej, żadnej fajnej retro atmosfery i życie wewnętrzne bohaterów zrobione z jednej i mało zapisanej kartki papieru. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.
Chloe Palov, Arka Ognia - o tym pisałem akurat, bo dostałem ten gniot do recenzji od redakcji polter.pl. Jeśli uważacie, tak jak niżej podpisany, że Dan Brown jest słaby, to twórczość Palov nie mieści się w żadnej kategorii. Wiecie, są pewne granice żenady w pisaniu o templariuszach i ich skarbach i spiskach.
Agata Tuszyńska, Tyrmandowie. Romans amerykański - tym razem literatura faktu, czyli rozmowy z żoną Tyrmanda. Równie słabe jak ostatnie wystąpienia jego syna w polskiej telewizji. Strata czasu i nic ciekawego. Ani nic o twórczości ani smakowitych kąsków z życia prywatnego.
Camilla Lackberg, Niemiecki bękart - również już opisana, jest tragedią dla wszystkich miłośników kryminałów, w których nie tylko coś się dzieje, ale logika nie ustępuje miejsca akcji. A tu ani akcji ani logiki. Po prostu bardzo długie wypracowanie gimnazjalistki, w dodatku tej raczej mniej rozgarniętej. Naprawdę nie rozumiem fenomenu. A film, co ostatnio i w Polsce dostępny, jest jeszcze większym koszmarem.
Mons Kallentoff, Wodne anioły - do recenzji przymierzam się, czasu nie mam, ochoty w sumie chyba też. Ta książka to doskonały przykład na to, jak ciekawy temat i nawet znośną fabułę uczynić czytelniczym koszmarem przez stosowanie kiepskiego języka i równie marnych rozwiązań, które mają udawać jakąś wyrafinowaną pisarską sztukę .(awangardę? poetyckość?). Lepiej trzymać się z dala.
To by było na tyle, następnych kilka gniotów opisałem w tym roku, można poszperać. W nowym roku życzę i sobie i Wam, by takich lektur było jak najmniej. W końcu czyta się dla przyjemności przede wszystkim.
PS. Kolejność pojawiania się tych powieści na liście jest chronologiczna. Wszystkie są słabe, więc nie potrafię zdecydować. Choć chyba jednak Palov.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)