Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej opowiedziała się za postawieniem prezesa NBP przed Trybunałem Stanu. Podtrzymała osiem zarzutów, dotyczących m.in. skupu obligacji podczas pandemii, interwencji walutowych, relacji z Radą Polityki Pieniężnej i zarzucanego naruszenia zasady apolityczności banku centralnego. Adam Glapiński zarzuty odrzuca i twierdzi, że postępowanie narusza niezależność NBP.
Nie można kwestionować, że same zarzuty powinny zostać ocenione. Prezes banku centralnego nie może być wyłączony spod odpowiedzialności tylko dlatego, że kieruje instytucją szczególnie chronioną przed naciskiem politycznym. Rzecz w tym, że sposób prowadzenia tej sprawy ma znaczenie równie duże jak jej finał.
Orzeczenie Trybunału komplikuje sytuację
Trybunał Konstytucyjny zakwestionował wcześniej część przepisów dotyczących zawieszenia prezesa NBP po decyzji Sejmu. Sporna pozostaje też większość potrzebna do skierowania sprawy do Trybunału Stanu. Jeśli kolejne etapy postępowania będą kwestionowane przez jedną ze stron, konflikt może trwać miesiącami. Tym bardziej, że orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego w obecnym składzie rząd nie uznaje i ich nie publikuje. Mamy zatem spór, można powiedzieć, kilkuwarstwowy.
Dla rynku ważniejsze od samego nazwiska prezesa i tego, czy sprawuje on swój urząd, jest jednak coś innego: czy NBP zachowuje pełną zdolność do podejmowania decyzji i czy decyzje te nie będą podważane z powodów politycznych lub prawnych.
Rynek na razie zachowuje spokój
Po decyzji sejmowej komisji nie doszło do gwałtownej przeceny złotego ani polskich akcji. To istotne, bo pokazuje, że inwestorzy nie traktują obecnego etapu sporu jako bezpośredniego zagrożenia dla stabilności finansowej kraju.
Nie znaczy to jednak, że sprawa jest obojętna dla gospodarki.
We wrześniu inflacja wyniosła 4,1 proc. rok do roku, a ceny usług były wyższe o 5,3 proc. Stopa referencyjna NBP wynosi 3,75 proc. Jednocześnie rentowność polskich obligacji dziesięcioletnich utrzymuje się powyżej 6 proc. Państwo pożycza więc pieniądze drogo, a przy bardzo wysokim deficycie każdy dodatkowy czynnik zwiększający ocenę ryzyka może mieć wymierną cenę.
Nie sposób oczywiście twierdzić, że obecne oprocentowanie polskiego długu wynika ze sporu o prezesa NBP. Decydują o nim przede wszystkim finanse publiczne, inflacja, stopy procentowe i sytuacja na światowych rynkach. Jednak wiarygodność instytucji także ma swoją wartość. Minister finansów Andrzej Domański zwracał już uwagę, że napięcia wokół banku centralnego mogą przekładać się na koszt finansowania polskiego długu.
To ważne także dlatego, że najbliższe lata nie zapowiadają się jako okres szczególnie łatwy dla finansów państwa. Komisja Europejska przewiduje spowolnienie wzrostu gospodarczego w 2027 roku do 2,8 proc. oraz dalszy wzrost długu sektora finansów publicznych. W tej sytuacji NBP powinien być instytucją, wokół której jest możliwie mało znaków zapytania.
Najgorsze, co się może wydarzyć, to wielomiesięczny stan zawieszenia. Gospodarka poradzi sobie zarówno z pozostaniem obecnego prezesa na stanowisku, jak i z jego odejściem przeprowadzonym zgodnie z przepisami. Nie wiem, czy poradzi sobie jednak z sytuacją, w której przez długi czas nie wiadomo, kto ma ostatnie słowo w banku centralnym, a linę będą przeciągać partyjni działacze. W gospodarce niepewność ma cenę. Bardzo słoną. Im dłużej trwa okres obaw, tym częściej tę cenę płacą nie politycy, lecz państwo, firmy i kredytobiorcy.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)