21 obserwujących
467 notek
243k odsłony
  249   0

Co widać przez lufcik

Wśród licznych zalet Internetu jest i ta, że można dzięki niemu, niczym przez lufcik, zajrzeć w życie różnych parafii. Na przykład na poziomie ogłoszeń parafialnych. Mam znajomego, który ten rodzaj swoistego podglądania uprawia z wielkim zaangażowaniem i od czasu do czasu dzieli się swoimi spostrzeżeniami z tym, kogo akurat zdoła przydybać oraz nakłonić do słuchania.

Kilka dni temu udało mu się znaleźć kilku słuchaczy naraz. Nie zmarnował okazji i podzielił się obserwacją wraz refleksją dotyczącą Bożego Ciała. „Zastanowiło mnie, dlaczego tak często ogranicza się spontaniczność wiernych” – zaczął na wysokim poziomie uogólnienia. Zauważył jednak oznaki zniecierpliwienia na twarzach odbiorców, więc szybko przeszedł do konkretów. „Chodzi mi o to, dlaczego tak wielu księży zachęca do udekorowania okien tylko na trasie procesji” – wyłożył istotę zagadnienia i potoczył wzrokiem po kolejnych twarzach. „W czym problem?” – wykazał się kompletnym niezrozumieniem tegoroczny maturzysta, który przypadkiem znalazł się w gronie słuchaczy. „To chyba dobrze, żeby ci, którzy mieszkają przy trasie procesji, jakoś ozdobili okna, nie? To buduje atmosferę” – brnął.

Znajomy, który mógłby być dziadkiem młodzieńca, zrobił taką minę, jakby właśnie cytował sobie w myślach zdanie z „Odprawy posłów greckich” Kochanowskiego „By rozum był przy młodości”. W sukurs pospieszyła mu nieco młodsza pani, która znana była z aktywności w różnych kościelnych gremiach i wspólnotach. „Faktycznie, dziwne” – zdiagnozowała zjawisko i od razu przeszła do wspomnień. „Jak byłam mała, to zawsze stroiliśmy okna na Boże Ciało, chociaż procesja nigdy nawet się nie zbliżyła do naszej ulicy, bo władze nie pozwalały”. Maturzysta gapił się na nią, jakby opowiadała o dinozaurach albo bitwie pod Grunwaldem.

„Mamo, to były inne czasy” – odezwała się córka autorki wspomnień. „Dzisiaj nikt nie narzuca trasy procesji”. „Nie o to chodzi” – żachnęła się kobieta. „Taka dekoracja okna to też jakieś świadectwo” – dodała z determinacją.

„Ale po co?” – maturzysta wciąż nie pojmował. „Jak chcę dać świadectwo wiary, to idę na procesję” – oświadczył kategorycznie. „Nie widzę powodu, aby czepiać się księży i mówić o ograniczaniu spontaniczności” – wsparła go córka kościelnej aktywistki. „Przecież nikomu nikt nie zabrania. Kto chce, może okno ozdobić niezależnie od tego, czy procesja będzie szła koło jego domu czy nie”.

Znajomy poczuł się bezradny. I w tym poczuciu bezradności oraz niezrozumienia całe zdarzenie mi zrelacjonował.

Tekst powstał jako felieton dla radia eM

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale