21 obserwujących
467 notek
243k odsłony
  806   0

Jakby nikt nie istniał

Na kanwie wydarzeń ostatnich tygodni jeden z moich znajomych postanowił wyciągnąć wnioski o charakterze nieco ogólniejszym i stwierdził: „Internet pokazał, że cała ta polityka to tak naprawdę wyłącznie rzeczywistość wirtualna. Dlatego jest on tak skutecznym politycznym narzędziem”. Swoje spostrzeżenie okrasił potężnym westchnieniem i ze smutkiem na obliczu zaczął sprawdzać w smartfonie najnowsze posty w mediach społecznościowych. Był na tym tak skupiony, że przyszło mi do głowy, aby właśnie tam zamieścić ewentualną reakcję na jego konstatację.

Od lat jestem przekonany, że coś takiego, jak „rzeczywistość wirtualna”, funkcjonująca sama dla siebie i bez jakiegokolwiek związku z tzw. realem, w sensie ścisłym nie istnieje. Uważam, że Internet, wraz z całą swoją zawartością i wszystkimi, wciąż jeszcze nie do końca poznanymi, możliwościami, to po prostu integralna część naszej współczesnej rzeczywistości. Nie ma dwóch światów – tego realnego i tego w sieci. To, co się dzieje w realu, faktycznie wpływa na to, co się dzieje w sieci. Ale także to, co się odbywa w Internecie, przynosi konsekwencje poza nim. Czasami są to konsekwencje bardzo daleko idące, zarówno w wymiarze pozytywnym, jak i negatywnym.

Bill Gates zdiagnozował, że „Internet jest jak przypływ. Zaleje przemysł komputerowy i wiele innych, zatapiając tych, którzy nie nauczą się w nim pływać”. Wystarczy się uważnie rozejrzeć, aby dostrzec, że jego przepowiednia radykalnie zaczyna się sprawdzać nie tylko w odniesieniu do „przemysłu komputerowego”, ale także w niemal każdej dziedzinie ludzkiego życia. W tym również w polityce. Moim zdaniem nie ma w tym niczego niespodziewanego, a tym bardziej niczego dziwnego.

W powieści serbskiego pisarza Davida Albahari zatytułowanej „Ludwig”, można znaleźć następujące spostrzeżenie: „Czasami myślę sobie, że nikt już nie jest żywą istotą, wszyscy jesteśmy tylko cieniami z domeny wirtualnej rzeczywistości i gdyby ktoś wyłączył prąd, wszyscy byśmy po prostu zniknęli, jakby nikt z nas nigdy nie istniał”.

Myślę, że to nieprawda. Nawet całkowite wyłączenie Internetu nie spowoduje zniknięcia ludzkości, chociaż dla niejednego jej przedstawiciela byłoby o doświadczenie niezwykle bolesne. Przepadłaby jednak ważna i potrzebna część naszego świata. Ale kompletne unicestwienie Internetu jest podobno zupełnie niemożliwe. Czyli chyba nie ma powodów do niepokoju. Nie tylko dla polityków.

Tekst powstał jako felieton dla radia eM

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale