21 obserwujących
467 notek
243k odsłony
  305   0

Lek na zmęczenie

Jeden z bohaterów moich opowieści o spotkaniach przy kawie, ciastku, a czasami też przy czymś innym, powiedział mi, że jest zmęczony. Indagowany o bardziej szczegółowe wynurzenia wyznał, że zmęczyła go atmosfera, w jakiej musi żyć i funkcjonować. Zwłaszcza w miejscu pracy. „To wszystko jakieś takie duszne, nieszczere, pełne nieufności i walki podjazdowej” – relacjonował. „Naprawdę, człowiek człowiekowi wilkiem” – podsumował, odwołując się do pewnego schematu myślowego, który podobno jest krzywdzący dla wilków.

Wkrótce okazało się, że zmęczonych jest wokół mnie całkiem sporo. Na przykład ktoś długo, wyczerpująco i z mnóstwem przymiotników opowiadał mi o swoich doświadczeniach ze sfery mediów. Należy on do tych, których śmiało można uznać za mocno od mediów zależnych. Wykorzystuje wszelkie medialne możliwości nie tylko jako odbiorca, ale również aktywny uczestnik i twórca tego, co popularnie nazywane jest kontentem. „Wykańcza mnie ten wszechobecny hejt” – poskarżył się. Po namyśle przyznał, że raz po raz daje się sprowokować i angażując się w rozmaite pyskówki dostosowuje swój przekaz do poziomu innych uczestników. „Potem siedzę długo i zastanawiam się, dlaczego sam robię to, co mnie u innych drażni i czego po prostu nienawidzę” – przeszedł do fazy autorefleksji. Kusiło mnie, aby zachęcić go do dalszych wyznań i podzielenia się wynikami tego myślenia nad sobą, ale okoliczności nie były sprzyjające.

Mówię o tym zmęczeniu po raz pierwszy tak wprost, chociaż podobno w minionym roku wielokrotnie je pokazywałem. Krótko po wyborach ktoś złapał mnie za ramię i poinformował, że dopiero teraz uświadomił sobie, co opowiadałem w swoich felietonach w minionych miesiącach. „Zdałem sobie sprawę, że to był portret zmęczonego całą sytuacją społeczeństwa, które marzy o zmianie po to, aby odpocząć” – dokonał skrótowej analizy i interpretacji moich tekstów. Ponieważ od czasów licealnych do ulubionych zajęć zaliczam dowiadywanie się od różnych ludzi, „co autor miał na myśli”, nastawiłem uszu. „Nie ma nic bardziej męczącego, niż trwanie w sytuacji niemożności i braku perspektyw” – kontynuował mój rozmówca. „Człowiek wtedy traci nadzieję. A przecież bez nadziei żyć się nie da, prawda?” – spojrzał na mnie pytająco i sam sobie udzielił odpowiedzi: „Na szczęście nadzieja umiera ostatnia”. „Nadzieja nigdy nie umiera” – powiedziałem stanowczo i z satysfakcją odnotowałem jego kolejne spojrzenie. Tym razem pełne uznania. Poczułem się dowartościowany.

Tekst powstał jako felieton dla radia eM

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale