Odcinek 6 : W którym bohaterka przekonuje się o szkodliwości polskich komedii romantycznych
Pojechałam z Jamesem Stanisławem na wieś. Wuj Czesław wyjechał po nas na dworzec furmanką zaprzężoną aż w dwa konie. Potraktowałam to jako bardzo dobry znak, ponieważ ilość koni przy wozie zawsze była dla wuja swego rodzaju wyznacznikiem wartości i ważności gościa. Niestety Staszek chyba nie docenił tego gestu. Zaczął się krzywić i strzelać fochy więc musiałam go szturchnąć kilka razy i obiecać kolejną butelkę wódki w zamian za „niespodziewane niewygody”. Okazało się jednak, że chyba nie będę musiała tego robić gdyż po zajechaniu na miejsce wuj Czesiek postanowił poddać kandydata ważnemu testowi „osobowości”. Staszek musiał dotrzymać tempa wujowi w piciu domowego bimbru. Nie muszę mówić, że mój adonis jako osobnik wyjątkowo doświadczony w piciu tak mocnego trunku poradził sobie doskonale, czym zyskał niezwykłą przychylność wujowską oraz szczery podziw ciotki Leokadii.
- Jesteś synu swój chłop, pijesz lepiej jak chachary! – oceniła ciotka
Poczułam się uspokojona. Wizja małżeństwa z Mieczysławem zaczęła się coraz bardziej oddalać. Niestety nie dane mi było dotrwać spokojnie do końca weekendu gdyż zostaliśmy ze Staszkiem zaproszeni na wesele sąsiada, niejakiego Eugeniusza. Eugeniusz miał od zawsze ksywę „innowator”. Nie wynikała ona niestety z jego niezwykłych umiejętności technicznych, o nie. Gienek słynął z tego, że potrafił z praktycznie wszystkiego uzyskać alkohol i nie gardził niczym. Czy to borygo czy to denaturat, nie było to istotne. Chłopy go lubiły bo zawsze umiał poratować a i do smaku nieźle przyprawić.
Wesele odbyło się w lokalnej remizie. Jedzenie podawali strażacy ubrani w fartuchy. Przeszli nawet specjalny kurs organizowania podobnych uroczystości więc czuli się jak ryba w wodzie. Około 22 już praktycznie całe towarzystwo było pijane. Gdzieniegdzie chłopy rzygały po krzakach, aby zrobić miejsce na nową porcję alkoholi. Cóż za marnotrawstwo.Staszek również gdzieś wsiąkł więc postanowiłam go poszukać. Przechodząc koło stołów z jedzeniem potknęłam się o czyjeś cielsko. Cielskiem tym okazał się pan młody, który już zdążył nieźle się zaprawić. Nagle zobaczyłam mojego Jamesa. Obłapiał pannę młodą – Zośkę pod schodami. A następnie udali się na strych. Widowisko to zobaczył również Mieczysław. Wpadł w gniew i zaczął pokrzykiwać.
- A gdzie to się wybierasz z tym durniem Zośka?
Jak on może obrażać tak mojego ukochanego! Zbulwersowałam się-
On wcale nie jest durniem! Pracuje przy kserografie ty.. ty wypasaczu krów!Mieczysław mnie zignorował i kontynuował
- A ty Zośka jesteś pierwsza dziwka!
- O nie, nie jestem żadna dziwka. Stanisław pochodzi z miasta, więc wypraszam sobie
- Po coś więc żeniła się z Gienkiem babo?
- Jak to po co? - Zaczęła ryczeć - Bo chciałam żebyś ty się ze mną ożenił. Chciałam jeździć twoim malowanym wozem. Myślałam, że jak w tej komedii romantycznej z Korzuchowską przyjdziesz do kościoła i krzykniesz - „nie!” A ty nawaliłeś i teraz przez ciebie muszę być z tym zapijaczonym Genkiem. Wszystko twoja wina. I jeszcze sobie upodobałeś tą beznadziejną kretynkę! – tu spojrzała na mnie
- Nie jestem żadną kretynką – krzyknęłam – jestem inteligentna i studiuje Teraz znowu odezwał się Mieczysłąw
- Mnie się widzi, że ty jesteś jeszcze głupsza od Zośki skoro związałaś się z tą kreaturą z ksero, chętnie mu swoją drogą przywalę w imieniu Gienka. Gdzie ta kanalia się podziewa?
Nawet nie zauważyłam kiedy Staszek zwiał.
- Nie dość, że kanalia to jeszcze tchórz, aleś sobie chłopa przygruchała - zaśmiał się Mietek
Co miałam zrobić podeszłam do stołu wzięłam bimber i zwyczajnie się upiłam



Komentarze
Pokaż komentarze (6)