19 obserwujących
533 notki
248k odsłon
  403   0

bł. Stefan Wincenty Frelichowski

http://www.zhppgk.org/organizacja_harcerek/egazetka_5/gazetka_5_patron_harcerstwa.htm
http://www.zhppgk.org/organizacja_harcerek/egazetka_5/gazetka_5_patron_harcerstwa.htm

Błogosławiony druh

bł. ks. Wincenty Frelichowski, patron Harcerzy Polskich

Dnia 7 czerwca 1999 roku, w czasie swojej pielgrzymki do Polski, papież Jan Paweł II beatyfikował w Toruniu ks. Wincentego Frelichowskiego (1913-1945). W 2000 roku biskupi polscy, zebrani na 303 Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski, ogłosili bł. ks. Wincentego Frelichowskiego Patronem Harcerzy Polskich "bez względu na przynależność". Dlaczego właśnie On? Kim był ten nietypowy Druh, bł. ks. Wincenty Frelichowski? Mam nadzieję, że poniższe opracowanie przybliży postać naszego Patrona.

Młodość

Bł. ks. Stefan Wincenty Frelichowski urodził się 22.01.1913 roku w Chełmży. Ojciec, Ludwik, był z zawodu piekarzem, prowadzącym własny zakład. Matka - Marta Olszewska - zajmowała się wychowaniem Wincentego i pozostałej piątki dzieci. Ten okres, podsumowany przez Matkę ks. Wincentego, ukazuje naszego Patrona jako żywego chłopca, ciekawego świata i ludzi, wesołego i skorego do płatania różnego rodzaju figli. Były jednak też chwile, w których był poważny i przeżywał głęboko wydarzenia, o których nikomu nie mówił. Od najmłodszych lat był ministrantem, a służenie do Mszy świętej traktował jako wyróżnienie i nigdy tego obowiązku nie zaniedbywał. W wieku 11 lat brał udział w prymicjach ks. Piotra Sosnowskiego. Wtedy też stało się coś dziwnego. Nigdy nikomu się ks. Wincenty z tej tajemnicy nie zwierzył. Po Mszy świętej był dziwnie zamyślony, błąkał się, nie mógł trafić do domu, mimo że było blisko. Wreszcie znajomi przyprowadzili go do domu, gdzie wydarzenie odchorował kilka dni. W rodzinnej miejscowości upłynęły jego lata szkolne i gimnazjalne. Tam też związał się z harcerstwem i Sodalicją Mariańską. Te dwie organizacje wywarły wielki wpływ na kształtowanie się jego postawy, osobowości i charakteru.

Być harcerzem...

Już w latach szkolnych związał się bardzo mocno z harcerstwem, któremu do końca życia pozostał wierny. Nigdy nie palił papierosów i nie pił alkoholu. Był najpierw zastępowym, potem drużynowym w II Drużynie Harcerskiej Związku Harcerstwa Polskiego im. Zawiszy Czarnego w Chełmży. Miał więc możliwość oddziaływania na powierzonych jego pieczy: starał się chronić od zła, a zaszczepiać dobro. To zaangażowanie wytworzyło w bł. ks. Wincentym określone, ewangeliczne ideały, plany, które stopniowo realizował najpierw w życiu seminaryjnym, a później kapłańskim i obozowym. Starał się zawsze być wrażliwy na ludzką nędzę: materialną i duchową.

Sodalicja Mariańska

Pełnił w niej przez dwa lata funkcję prezesa, dzięki czemu mógł uczynić bardzo wiele dobrego w kształtowaniu tych, którzy zostali mu powierzeni. Był wielkim czcicielem Matki Bożej. Pod opieką moderatora i wraz z innymi kolegami, po zdaniu matury, odbył rekolekcje na Jasnej Górze. Przyczyniły się one w poważnym stopniu do ugruntowania decyzji o pójściu drogą powołania kapłańskiego.

Być kapłanem...

Wybór powołania wcale nie był łatwy: lekarz-chirurg czy kapłan? Wybrał kapłaństwo i wstąpił w 1931 roku do Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. W seminarium miał bardzo pozytywne oddziaływanie na innych kleryków, a profesorowie darzyli go zaufaniem. Koledzy seminaryjni podkreślali także, że ks. Wincenty angażował się w inicjatywy charytatywne. Z tego powodu, że wszelkie zajęcia wykonywał z radością, nazwano go "Wesołkiem". Drugim charakterystycznym rysem podkreślanym, przez seminaryjnych kolegów, było jego oddziaływanie poprzez dobry przykład, pociągający do pracy nad sobą, zwalczania wad i pielęgnowania cnót. Pomocą w tym była mu modlitwa. Często można było go spotkać w seminaryjnej kaplicy na adoracji Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Jako seminarzysta i kapłan pozostał też wierny swoim zobowiązaniom harcerskim. Równie z swojej rodzinnej parafii pozostawił po sobie jak najlepsze wspomnienia pobożnego, świadomego swej drogi zmierzającej ku kapłaństwu oraz odznaczającego się zawsze serdecznością w stosunku do drugich. Po sześcioletnich studiach i przyjęciu niższych święceń, 14 marca 1937 roku został wyświęcony w Pelplinie na kapłana przez ks. bp. Stanisława Wojciecha Okoniewskiego.

Duszpasterz...

Następnie był sekretarzem ks. bp. Okoniewskiego, a od 1938 roku wikariuszem parafii Najświętszej Maryi Panny w Toruniu. Jego ówczesny proboszcz tak o nim napisał: "Jego wzrok miał coś odmiennego, nieprzeciętnego. W rozmowie nawet najbardziej codziennej i bezpośredniej, gdy patrzył swymi jasnymi oczyma na mnie, odnosiłem zawsze wrażenie, że patrzy daleko poza mną, mimo całego skupienia na przedmiocie rozmowy. Usposobienie był radosnego, szczery i wesoły w rozmowie, a subtelny i delikatny w wyrażaniu się i wydawaniu oceny. Będąc gorliwym harcerzem, miał też piękny, życzliwy stosunek do otoczenia, wyrażający się w uczynności. ... Nie spostrzegłem przez cały ten szesnastomiesięczny okres naszej współpracy, aby kiedykolwiek nie był zajęty albo oddawał się jakiemuś gnuśnemu wypoczywaniu. W pracy był wzorowo sumienny i gorliwy, ale się nigdy nie niecierpliwił ani tłumaczył, gdy go od jakiego zajęcia odwoływano, a polecano mu czynić co innego. (...) Dla każdego w każdej chwili znajdował ks. Wicek jakieś miłe słowo". Ludzie wręcz lgnęli do bł. ks. Frelichowskiego, bo do każdego umiał odpowiednio się zwrócić. Podczas pogrzeby potrafił dobrać słowa pocieszenia. Kazania nie były recytacją wyuczonego tekstu, ale dzieleniem się własnym przeżyciem wiary. Wielu chorych podkreślało także fakt, że ks. Wincenty potrafił w jakichś dziwny sposób nieść im wewnętrzny pokój, zwłaszcza tym, którzy znajdowali się na łożu śmierci. Szczególne podejście, jak harcerz, miał do dzieci i młodzieży. Doświadczenie harcerskie wykorzystywał w pracy z młodzieżą: organizował biwaki, podchody, zbiórki i wycieczki. Był księdzem bliskim, nie tylko stojącym przy ołtarzu. Świadczył o Bogu całym swoim życiem. O tym, jak przeżywał swoje kapłaństwo, mówią słowa napisane przez ks. Frelichowskiego w 2 rocznicę święceń kapłańskich: "Dziś druga rocznica mych prymicji. Dzięki Ci, Panie, za to, co doznałem przez te 2 lata. Nawet za błędy i odchylenia od Twej woli. Wracam obecnie do Ciebie, Panie, by Ci naprawdę służyć. Mam może opalone już trochę skrzydła, lecz... w głębokiej pokorze klękam przed Tobą i proszę: daj mi szczerze prowadzić życie i nigdy nie być aktorem życiowym. Daj odwagę życia według wskazań Twoich. Klękam niżej niż zwykle. ...Panie, Tobie daję me życie. Nie umiemy wyrazić mych obecnych myśli. Niech te chwile mojego wahania życiowego i odchodzenia od Ciebie staną mi się obecnie mocą. Boże, chcę być naprawdę kapłanem". Przed ważnymi uroczystościami liturgicznymi ks. Frelichowski przygotowywał dla wiernych okolicznościowe kartki ze specjalnymi obrazkami. Miało to na celu wyrobienie i pogłębienie u wiernych tego wszystkiego, co niósł ze sobą rok liturgiczny.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo