0 obserwujących
302 notki
479k odsłon
  1918   0

Życie to nie facebook, czyli bezradność posła Rząsy (PO)

Nie tylko premiera Donalda Tuska, lecz także szeregowych posłów PO czekają teraz niemiłe kontakty z wyborcami. Gdzie nie da się zagrać PR (po polsku "pijarem"), tam politycy PO po prostu nie istnieją. 

Świetnie zilustrował to zjawisko poseł Marek Rząsa z Krosna, który nie potrafił przekonująco odpowiedzieć na najprostsze pytania, jakie usiłował mu zadać 18-letni młody człowiek, nb. kibic Karpat Krosno, oraz starszy, chory na raka człowiek. Niewykluczone, że to ten sam 18-latek, któremu Adam Michnik doradzał wczoraj w swojej gazetce, by zagłosował przeciwko PiS, a potem spadał za granicę. 

Proste pytania młodego człowieka, który po raz pierwszy może głosować, brzmiały mniej więcej tak:

Co pan może nam zaproponować - o ile pan się z nami w ogóle liczy?

Co pan może zmienić w moim życiu?

Sprawiły one posłowi PO duży ból intelektualny, mimo że były to pytania natury ogólnej i dotyczyły tego, w jaki sposób poseł zamierza zmienić nędzną perspektywę życiową znacznej części młodzieży.

Poseł zaczął bezsensownie od tego, by 18-latek wszedł sobie na jego stronę internetową i wysłuchał jakiejś piosenki. Nic to nie dało, młody uparcie ponawiał pytanie. Potem poseł zaczął opowiadać o swojej karierze pedagogicznej, by dojść wreszcie do konkluzji, iż młody człowiek ma się uczyć, bo im bardziej będzie wykształcony, tym lepiej dla niego. Niby słusznie, ale ktoś z boku zauważył przytomnie, iż teraz jest tak, że im bardziej będzie wykształcony, tym mniej czeka na niego roboty. Tu poseł odparł, że niezupełnie, bo to dotyczy tylko kilku zawodów.

Młody nie odpuszczał i chciał się w końcu dowiedzieć, co mu może taki poseł zaoferować na przyszłość. Odpowiedź posła jest fajna, jeśli nie superfajna:

A co poseł może zrobić dla pojedynczego człowieka?

Na uwagę starszego człowieka (nb. byłego członka PZPR), że jego trójka dzieci musi pracować za granicą, poseł odparł, że jego dwójka dzieci również pracuje za granicą, chociaż nie muszą. Gdy starszy pan odrzekł, iż jego żona musi pracować po 10 godzin dziennie, poseł doradził mu przytomnie, by poszedł z tym do Państwowej Inspekcji Pracy. Wyborca odpowiedział, że w ten sposób żona może stracić pracę (bo takie są polskie realia), zaś poseł zapytał po krótkiej wymianie zdań, czego właściwie ów wyborca od posła oczekuje.

Do rozmowy włączył się znowu młody człowiek ze swoimi pytaniami. I co konkretnego w końcu usłyszał? Że poseł będzie walczył o... przedszkola.

Tak jest, panie pośle Rząsa. Ze szklanego okienka łatwiej rozmawia się z wyborcami, aniżeli osobiście. Poza tym, po wysłuchaniu nagrania ktoś mógłby wyciągnąć wniosek, że posłowie PO dbają przede wszystkim o to, by im i ich rodzinom żyło się lepiej. Ale to chyba niedopuszczalna nadinterpretacja.

 

Jeśli ktoś chce posłuchać, jak nie powinno rozmawiać się z wyborcami, to poniżej zamieszczam link:

http://www.youtube.com/watch?v=el7qAT4K4NQ&feature=player_embedded

 

 

O tym samym:

wpolityce.pl/wydarzenia/15639-posel-po-kontra-mlody-czlowiek-na-krosnienskim-rynku-obnazona-bezradnosc-ale-co-ma-zrobic-posel-dla-pojedynczego-czlowieka

 

 

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale