60 obserwujących
11 notek
303k odsłony
  2666   0

Lockdown tak, wypaczenia nie! - nowy epizod 'Wspomnień z przyszłości'

W tych warunkach, bez Rumunów funkcjonowanie Unii byłoby niemożliwe, a na pewno dużo droższe. Im wystarczyło dać od czasu do czasu ciepłą herbatę i jakiś rosół z torebki, albo kanapki z byle jakim serem fermentowanym chemicznie, a od miesiąca pracowali na zmiany po co najmniej 20 minut ciągiem, podczas gdy połowa jej asystentów wciąż leżała chora. Wszyscy rozchorowali się od przeciągów zimnego powietrza jakie Rumuni wywołali otwieraniem drzwi na dach, podczas wymiany ekip. Stało się to, gdy Elsa z asystentami próbowała poczęstować ich, w obecności telewizji, gorącymi napojami, gdy temperatura w ciągu dnia spadła poniżej - 25 C. Z niezrozumiałego wtedy dla Elsy powodu Rumuni upierali się, żeby podczas zmiany wrócić z dachu na ciepłe napoje ze swoimi szuflami na śnieg. Nawet gdy asystenci Elsy próbowali im pomóc i położyć je przy wyjściu na dach, ci nie pozwolili się oddzielić się od swoich narzędzi pracy. Żaden Rumun nie wypuszczał ich z ręki. Było to głupie, bo od tego robiły się tylko dodatkowe kałuże rujnujące wykładzinę w korytarzu.

Dopiero później von Fernsehen dowiedziała się, że mieli zapobiegawczo wpisaną do kontraktów odpowiedzialność za wszystko, w co wyposażono ich do wykonania pracy. I tak za utratę szufli z Chin po 5 euro za sztukę, każdy Rumun miał mieć potrąconą stawkę za trzy godziny pracy. Nic dziwnego że szarpali się z jej asystentami przed kamerami, krzycząc coś po rumuńsku. Gdy tłumacz próbował ich uspokoić ona rozglądając się bezradnie stała jak idiotka ze stygnącymi herbatami na plastikowej tacce ze stołówki. Ujęcie trzeba było powtórzyć przy kolejnej zmianie dwadzieścia minut później, oczywiście z nowo zaparzonymi herbatami. Tym razem mądrzejsi o doświadczenie asystenci pozwolili Rumunom zasiąść na specjalnie ustawionych w korytarzu krzesłach ze stołówki, z szuflami opartymi o kolana. Nakręcony tak materiał został frenetycznie okrzyknięty dowodem jej głębokiego humanizmu. Przynajmniej w wiernych mediach niemieckich i francuskich.

Raz pokazawszy całej Europie, że staje w pierwszej linii oporu, Elsa straciła zainteresowanie i Rumunami, i dachem. Więcej się tam nie zbliżała. Nie miało to sensu, gdyż helipad mimo regularnie podejmowanych prób odśnieżania, przy takiej pogodzie nie był używany. Jako była minister obronności była boleśnie świadoma, że choć Eurocoptery wg producenta miały latać do minus 45⁰C, to na ich lot wpływały też inne czynniki. Dowódca Luftwaffe osobiście zapewnił ją, że w razie konieczności przyleci po nią helikopter, nawet jeśli temperatura jeszcze spadnie i zbliży się do tej granicy, jednak przy wietrze który widocznie wzmagał się za oknem, choć bardzo chciał w to wierzyć, sama przed sobą przyznawała, że nie była już tego taka pewna. Mimo pancernych okien wyraźnie słyszała dziwny gwizd. Mocniejsze podmuchy sprawiały, że śnieg chwilami unosił się, zamiast opadać. To wycie Bestii zagłuszyło wejście jednego z jej asystentów.

Był to nominalny mężczyzna, na dodatek biały, reprezentujący ten szczęśliwie ginący już podgatunek, o imieniu Karl. Karl świadom swojej ułomności zawsze zachowywał się szalenie dyskretnie, instynktownie próbując nie zwracać na siebie niepotrzebnie uwagi ewolucji. Tym razem także zapukał i otworzył szklane drzwi najciszej jak potrafił. Dawniej, w momencie głębokiej zadumy szefowej zachrząkałby lub zakasłał znacząco, ale od roku chrząkanie i kasłanie było zdecydowanie passé. W związku z tym tam gdzie mógł, Karl zwykle szurał butami. Niestety w gabinecie von Fernsehen, na wykładzinie udanie imitującej krwisto purpurowy paszkijski dywan, szuranie butami nie było możliwe.

Gdy tak stał niepewnie, von Fernsehen bardziej wyczuła niż usłyszała jego obecność. Obróciła się z gracją patrząc na niego smutnym wzrokiem. Karl, co było przez maskę kompletnie niewidoczne, uśmiechnął się niepewnie.

Nastrój jaki panował w gmachu coraz bardziej przypominał mu opowieści pradziadka o nastroju w ostatnich dniach w der bunkrze. Co prawda znał je z drugiej ręki, ale dobrze je zapamiętał. Były, tak jak niepełny zestaw sztućców z kancelarii Rzeszy, dziedzictwem jego rodziny. Podobnie jak tam, przywódcy w minorowych nastrojach snuli się po swoich gabinetach, podczas gdy obsługa, tacy jak on, w wolnych chwilach i ukradkiem dopijali zapasy francuskiego szampana. Balując jakby nie było jutra.

Opowieści jego pradziadka były tak obrazowe, że gdy kiedyś towarzyszył niemieckiej delegacji na Ziemie Utracone, był jedyną osobą nie potrafiącą ukryć swojej ekscytacji, ze zmiany planu jej przebiegu. Polacy w jakimś amoku, albo być może słowiańskiej przebiegłości, zaprosili jego szefową do wciąż stojącej i użytkowanej kopii budynku Kancelarii Rzeszy. Było to równie taktowne, jak zaciąganie wampira do gotyckiej katedry. Karl w przeciwieństwie do szefowej, która osłupiała przed wejściem, wypatrując ze strachem czy niemieckie fundusze remontowe z pietyzmem restaurujące wszystkie dawne niemieckie napisy aby nieopatrznie się nie rozpędziły. Zdjęcie na tle pełnego przywrócenia do dawnej postaci kopii Kancelarii mogłoby się dla niej skończyć skandalem. Tego typu prowokacja była możliwa ze strony niechętnej jej opozycji we własnej partii. Z powodu jakiejś rocznicy, po obu stronach wejścia, w specjalnie do tego oryginalnie zaprojektowanych miejscach, wisiały długie od dachu po podmurówkę flagi, póki co uzupera. Poza tym jednak nic nie przypominało dawnego charakteru, co Elsa przyjęła z ulgą, a Karl z rozczarowaniem.

Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura