Z jednej strony kilkanaście młodziutkich osób na rowerach, w koszulkach z nadrukowanymi łanami zboża i błękitnym niebem. Opiekun grupy, ustawiającej się właśnie do zdjęcia pod pomnikiem Stepana Bandery: „Młodzi go cenią, bo prowadził zdrowy tryb życia, nie pił alkoholu, ani nie palił papierosów”. Z drugiej strony, na granicy polsko-ukraińskiej, starsi ludzie z transparentami: „Nie wpuścimy faszystów!”. Ktoś w telewizyjnych wiadomościach: „Hitler też był jaroszem”.
Atmosfera wokół niedoszłego rajdu wyglądała tak, jakby historia stosunków polsko-ukraińskich, tak dokładnie opisana przez Łukasza Jasinę, na chwilę przestała istnieć. Albo raczej wszyscy o niej zapomnieli. Programy edukacyjne, wspólna praca historyków – nie są obecne w powszechnej świadomości ani po jednej, ani po drugiej stronie granicy.
Żadnego skutku nie odniosły również pompatyczne deklaracje przebaczenia między polskimi a ukraińskimi władzami. „Cieszę się, że jest pojednanie, jednak nie ma tu sprawiedliwości” – powiedziała mi pewna Ukrainka, z którą rozmawiałam w 2006 roku, podczas uroczystości pojednania polsko-ukraińskiego w Pawłokomie. Tymi słowami można podsumować nastroje i dziś. Po polskiej i po ukraińskiej stronie. Okoliczności rajdu młodych miłośników Bandery pokazały, że nie udało się stworzenie nowego języka, który dałby szansę młodym pokoleniom, by pracowały nad wspólną przyszłością. Polskie uprzedzenia wobec Ukraińców bowiem, podobnie jak polski antysemityzm, tkwią głęboko w codziennym języku. Na Podkarpaciu usłyszałam od Polaka zdanie: „Nic złego jej nie zrobiliśmy, CHOĆ TO BYŁA UKRAINKA”. Mówi się tam także: „Polacy szli”, ale: „Ukraińce szły”. Podobnie jak „Żydy szły” i „zwierzęta szły”. Mieszkańcy Pawłokomy, gdy zapytać ich o pojednanie, twierdzą, że krew każdy ma czerwoną, niezależnie, czy jest Polakiem, Ukraińcem, czy Żydem. Ale czyż zwierzęta także nie mają czerwonej krwi?
Mykoła Riabczuk bardzo słusznie pisze, że współpraca z Ukrainą jest bardzo trudna, bo w tamtejszym społeczeństwie trwa wojna o tożsamość. Zostawmy jednak na chwilę Ukrainę i zajmijmy się stroną polską. Stosunki polsko-ukraińskie nie mają szans stać się inne, dopóki Polacy nie wykonają dwóch, nieodłącznych od siebie zadań.
Po pierwsze, Polska musi zdecydować, czy chce, by Ukraina była państwem europejskim, czy nie. Dopóki nie dokonamy takiego wyboru, stosunki z Ukrainą nie wyjdą poza maskowanie problemów i udowadnianie na siłę własnego dobrego samopoczucia.
Państwo europejskie, przynajmniej jak należy rozumieć je dzisiaj, to takie, które stawia nie tylko na rozwój gospodarczy, ale charakteryzuje się określonym stosunkiem do własnej historii. Kraje członkowskie Unii Europejskiej budują przyszłość, patrząc na swoje błędy z przeszłości. Jak słusznie wskazuje Zdzisław Najder, nie chodzi o to, by takie podejście do historii wymuszać na naszych sąsiadach, ale by dać im możliwość wyboru takiej alternatywy.
Szansa dokonania tego zadania tkwi nie w deklaracjach pojednania, ale przede wszystkim w mądrej i dalekosiężnej polityce kulturalnej. Promowanie Polskiej kultury przez różne instytucje państwowe w Wielkiej Brytanii, Chinach, czy Maroku jest zapewne potrzebne i szczytne, ale też – paradoksalnie – dość łatwe. Znacznie trudniejsze – i znacznie bardziej potrzebne – mogłoby okazać się przygotowanie długotrwałego i rozbudowanego programu, promującego europejską, w tym polską, kulturę na Ukrainie.
Aby to stało się możliwe, Polska musiałaby jednak wykonać drugie zadanie, a to wciąż jeszcze się nie stało. Odwołam się tu ponownie do Zdzisława Najdera. Wskazuje on, że Polska, choć w strukturach Unijnych obecna ponad cztery lata, wciąż jeszcze nie wyciągnęła z tego wniosków. Nie odpowiedzieliśmy na kluczowe pytanie: jakiej Unii Europejskiej chcemy i jaką chcemy współtworzyć? Konieczne jest zatem przejście od biernej absorpcji środków UE do rozpoznania, jak współtworzyć politykę Europy i aktywnej w niej roli.
Polska ma szansę odgrywać rolę adwokata interesów państw leżących na wschodzie i nie należących (jeszcze?) do Unii Europejskiej. Musiałaby jednak najpierw zrozumieć swoją rolę i możliwości, a także przenikanie się kultury polskiej i europejskiej.
Więcej tekstów o stosunkach polsko-ukraińskich, czytaj na stronie "Kultury Liberalnej"
Polecamy też tekst Mykoły Riabczuka na blogu "Kultury eL" w Salonie 24
Inne tematy w dziale Polityka