Przez długie lata przestrzeń była tylko miejscem. Tylko czymś zewnętrznym. Paradoksalnie, uczucie to przeżyło PRL. Wyrastałem jeszcze z totalitarnej próby stworzenia przestrzeni wyłącznie wspólnej. Taki pomysł był mi obcy – jak również w ten sposób rozumiana przestrzeń. Z kolei w III RP ważna stała się przede wszystkim przestrzeń jednostkowa. Przestrzeń wspólna była po to, by nie przeszkadzać tej jednostkowej.
I nagle usłyszałem, że w niektórych miastach rodacy nie chcą kolejnego kościoła, ale wspólnej przestrzeni edukacyjno-rekreacyjnej. Usłyszałem, że ludzi obchodzi coś takiego jak pstrokacizna reklam czy budynków. Albo to, czy w Warszawie będą pasy jezdne przeznaczone tylko dla autobusów.
Oczywiście da się to zjawisko wyjaśnić normalnie: postępującą sekularyzacją bogacących się społeczeństw, jakością dyskusji estetycznych ludzi postnowoczesnych, wzrostem roli lokalnych demokracji. Śmiem jednak twierdzić, iż krok po kroku, ludzie wchodzący w docenianie przestrzeni, wchodzą w nową rzeczywistość. Jest to trzecia droga istnienia rzeczywistości, po drodze wspólnotowej i drodze jednostkowej.
Zdecydowanie nie jest to jednak reaktywacja trzeciej drogi w polityce. Nie jest, ponieważ jest odkryciem istnienia przestrzeni jako bytu pierwocinnego wobec wszystkich innych form ludzkiej świadomości i aktywności, pierwocinnego również wobec polityki. Od trywialnego stwierdzenia, iż bez przestrzeni nasze życie nie może istnieć, po bardziej wyrafinowane szukanie sensu życia w przestrzeni. Demokracja już nie jest nasza (tylko forsy i mediów), ale pas jezdni jest nasz. Jak będzie wykorzystany, jak będzie to ustalone – oto jest nasza demokracja w działaniu i w pełnej krasie. Czyli w przestrzeni.
Postawić hipermarket czy nie postawić – oto jest pytanie! Nie można na nie odpowiedzieć językiem architektury, zagospodarowania przestrzennego, ochrony środowiska, ekonomii, socjologii, psychologii itp., a nawet nie można na nie odpowiedzieć, korzystając łącznie z tych wszystkich podejść. Da się natomiast odpowiedzieć, gdy to wszystko zobaczymy przestrzennie.
Albo inny przykład: gdy w Krakowie obok budynków klasztornych było małe boisko, nikt nie widział problemu. Jeśli jednak ma tam zostać zbudowane boisko klasy międzynarodowej, z ogromnymi trybunami i wielkim oświetleniem, to już jest problem. Jego źródłem jest przestrzenny splot sacrum i profanum, tradycji i nowoczesności, piękna i brzydoty. Żaden z elementów nie występuje tu oddzielnie. Przestrzeń nie jest tylko ładnym opakowaniem (im ładniejszym, tym lepiej) dla różnych zawartych w niej – i uwaga – niezależnych od niej treści. Przestrzeń jest językiem tych wszystkich treści. Więcej: istnieje prawo do przestrzeni publicznej. Przestrzeń publiczna jako całość powinna być punktem wyjścia dla tworzenia całego prawa. Przestrzeni nie da się „ochronić”, wydzielając z niej ochronę środowiska czy nawet tzw. prawo zagospodarowania przestrzennego.
Chińskie powiedzenie głosi, że to, co jednostkowe, istnieje tylko we wnętrzu domu. Cała przestrzeń na zewnątrz, zaczynająca się od struktury i koloru powierzchni tegoż domu, jest już publiczna. Dotychczasowe odpowiedzi pozostawiały przestrzeń poza nami, wspólnotowo lub formalnie. Dzisiaj nadszedł czas widzenia przestrzeni w nas samych. Pytanie tylko na ile będziemy otwarci, by ją dostrzec, i na ile otwarcie będziemy potrafili naszą przestrzeń tworzyć dla nas, kolejnych pokoleń i dla fizycznego źródła naszej przestrzeni, czyli naszej planety.
I jeszcze kilka słów na koniec. Słowo „architektura” zawiera wielkie greckie odkrycie „arche” jako prazasady wszystkiego. Porządna architektura to tworzenie przestrzeni wedle tego, co prawdziwe, dobre i piękne. Dodajmy: i występujące jednocześnie, bo oddzielnie w przestrzeni nic nie istnieje. Greckie słowo „nomos”, z którego powstała nasza „norma”, to nie tylko formalna reguła prawna, ale wszystkie reguły stawiania domów, ich prowadzenia jak reguły sztuki kulinarnej po reguły kosmosu. I tak kultura Zachodu zatacza powoli pętlę, odkrywając ponownie greckie źródła. Ale i nowocześnie je rozpisując, rozpisując po „przejściach” suprakomunitaryzmu i supraindywidualizmu. Dodając takie zagadnienia jak zdrowie psychiczne, fizyczne i społeczne przestrzennie (czyli również estetycznie) warunkowane. Jest to nielicha szansa dla kultury liberalnej.
* Tomasz Kozłowski, doktor nauk prawnych.
** Więcej tekstów o Warszawie na stronie Kultury Liberalnej.
Inne tematy w dziale Polityka