46 obserwujących
1193 notki
657k odsłon
84 odsłony

Z kobietą to grzech. Z mężczyzną – tylko słabość

Wykop Skomentuj

„Są klerycy, którzy tworzą związki, a nawet nie wierzą w Boga, ale nie podpadają przełożonym i formalnie się sprawdzają. To są pozory na użytek wewnętrzny, których łatwo można się wyuczyć. Seminarium w tej formie to nauka pozoranctwa”, mówi reporter, autor książki „Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu”.

Łukasz Pawłowski: Ilu księży nie wytrzymuje?

Marcin Wójcik: Trudno to określić. Nie ma twardych danych, a przynajmniej tak twierdzi Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. Kilka diecezji, do których się zwróciłem, także odpisało, że nie gromadzi takich danych, że to sprawa pomiędzy księdzem a biskupem.

Pan w to wierzy?

Oczywiście, że nie. Od momentu wstąpienia do seminarium każdemu jest zakładana teczka, a w niej znajdują się wszystkie ważne informacje, w tym opinie przełożonych, które warunkują wyświęcenie. Teczka personalna idzie za księdzem przez całe życie. Jeśli ktoś odchodzi, musi to zostać zaznaczone.

Czyli Kościół wie?

Uważam, że Kościół ma pełną świadomość, ilu księży odeszło z powodu celibatu. Znam też takie przypadki, gdzie biskupi wiedzą, że ksiądz prowadzi podwójne życie. Ale jest dobrym duszpasterzem, więc biskup się na to godzi.

Czy celibat to zło?

Tak myślę. Na pewno więcej w nim złego niż dobrego.

Dane socjologa profesora Józefa Baniaka z Uniwersytetu Adama Mickiewicza, które przytacza pan w swojej książce „Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu”, mówią, że 60 procent księży żyje w związkach z kobietami, a 20 procent to homoseksualiści. Baniakowi zarzucono jednak błędy metodologiczne.

Ale jest też szereg innych zagranicznych badań, które pokazują, że problem jest jeszcze większy niż przedstawia profesor Baniak.

Kiedy młodzi ludzie idą do seminarium, wiedzą, na co się piszą?

Sam spędziłem w seminarium pięć lat. Z mojej dzisiejszej perspektywy – osoby prawie czterdziestoletniej – wydaje mi się, że mając 19 lat, byłem dzieciakiem. Ci chłopcy po maturze idą prosto ze swoich wiosek – bo spory odsetek to ludzie ze wsi – do seminarium, gdzie zostają zamknięci na 6 lat i gdzie są poddawani swego rodzaju indoktrynacji. Mówi się im, że wybrał ich Bóg, że są wyjątkowi, że mają misję do spełnienia i w tej bańce podejmują decyzję – zamknięci, oddzieleni od świata. Czy podejmowana w takich cieplarnianych warunkach decyzja o celibacie jest dojrzała? Młodzi księża, tuż po święceniach, nierzadko się rozbijają. Wchodzą w związki, pragną intymności, życia rodzinnego – a z drugiej strony: mają poczucie grzechu, tego, że łamią celibat, obietnicę daną Bogu i biskupowi.

W jednej z historii opisanych w książce, dwóch seminarzystów opowiada, że związki homoseksualne rodzą się już na etapie seminarium. To wyjątkowa historia?

Po swojej książce otrzymałem sporo listów i wiadomości na Facebooku. Między innymi historię chłopaka, który był w związku homoseksualnym już w liceum – zakochał się ze wzajemnością w wikarym i tworzyli parę. Poszedł do seminarium, bo chciał wiązać swoją przyszłość z tym wikarym. Przecież taki człowiek, już kiedy trafia do seminarium, wie, że nie będzie żył w celibacie. Bo celibat to nie tylko bezżeństwo, ale i czystość seksualna.

Celibat to nakaz jednoznaczny, wydaje się, że nie da się go relatywizować. Okazuje się jednak, że można.

Są księża, którzy wszystko mają gdzieś i łamanie celibatu przychodzi im łatwo. Uważają, że modlitwa wymaże ich ewentualne winy. Są też tacy, którzy odczuwają wieczne wyrzuty sumienia. Ale są również księża niewierzący.

Ale w co? W Kościół?

W Boga! Absurdalne, wiem – ale tacy są.

Jak można być niewierzącym księdzem? Jak ktoś taki traktuje swoją pracę?

Jak pracę właśnie. Dobre źródło dochodu, wikt i opierunek, uznanie społeczne tylko dlatego, że się nosi sutannę. Są księża, którzy prowadzą biznesy – mają stacje benzynowe, firmy budowlane, hotele. Zapisane na siostrę, mamę, brata, kochankę. Znam księdza, który ma wielki pensjonat. Zarejestrowany na mamę, oczywiście.

On też jest niewierzący?

Ten akurat wierzy. Przypadki są różne. Są księża nieszanujący instytucji Kościoła, którzy mówią, że Kościół wykrzywił wolę Boga. Że Bóg nie kazał żyć w celibacie, że to wymysł Kościoła, a zatem, łamiąc nakaz celibatu, nie ranią Boga. Takie wytłumaczenia są sensowne, bo faktycznie Jezus nic nie mówił o celibacie. Wprowadzano go stopniowo dopiero od X wieku. Ten Kościół, który się rodził na początku, zaraz po śmierci Chrystusa, nie widział potrzeby wprowadzania celibatu, co znaczy, że Chrystusowi na tym nie zależało. Dopiero później pojawił się problem z okiełzaniem duchowieństwa, z ich majątkami, dziedziczeniem czy ze zgorszeniem, bo duchowni mieli po kilka żon i nałożnic.

Czy księża to ludzie lepsi niż przeciętni? O tym, że są specjalnie wybrani przez Boga słyszą w seminarium, a to samo mówi się też wiernym.

Cały wywiad na kulturaliberalna.pl

Marcin Wójcik

absolwent Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i Polskiej Szkoły Reportażu w Warszawie. Przez siedem lat w tygodniku „Gość Niedzielny”, obecnie reporter „Dużego Formatu”, magazynu reporterskiego „Gazety Wyborczej”. Autor kilku książek, m.in. „Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu” [2017].

Łukasz Pawłowski

szef działu politycznego i sekretarz redakcji „Kultury Liberalnej”. Twitter: @lukpawlowski

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale