13 obserwujących
84 notki
62k odsłony
  661   0

Ale co oni w tych lasach robili?

Przyszła moda na NSZ i przyszła moda na Żołnierzy Wyklętych. Nie używam tu słowa “moda”  w sensie pejoratywnym, po prostu odkryta została dziura w historii która obecnie w ekspresowym tempie wypełniana jest przez ludzi od dawna czekających na powrót wahadła. Ta moda potrwa pewnie kilka lat i minie, więc też tym pilniej pracują ludzie sławiący owych partyzantów. Z drugiej strony barykady mamy dziennikarzy i polityków (o ile ktoś wierzy jeszcze że między tymi pojęciami jest jakaś różnica) starających się bronić, czasem w bardzo pokrętny sposób, wersji historii stworzonej przez ich “towarzyszy rodziców” i “towarzyszy dziadków”.


W tym sporze historycznym istnieje jednak wielkie niedopowiedzenie, coś co się pomija zostawiając częściowo domysłowi, częściowo staremu dobremu “no, wiadomo”. Co właściwie robili owi Żołnierze Wyklęci? I komu to robili?


Jakiś czas temu uczestniczyłem w pokazie filmu dokumentalnego “Pani Weronika i jej chłopcy”. Doskonały, przejmujący dokument o kapitan AK Weronice Sebastianowicz (podałbym link do wikipedii gdyby tylko artykuł o niej istniał tak jak nie istnieje). W dokumencie tym pokazane są spotkania z dziećmi z polskich szkół. W czasie jednego z nich uczeń w dość niezgrabny i gruboskórny sposób zadaje pytanie o stronę moralną zabijania. Zakłopotana cisza po czym kapitan Sebastianowicz odpowiada w sposób bardzo długi, oględny i pokrętny, zastrzegając się przy tym że sama nie zabijała. To nie jest jej krytyka, chwileczkę. Dalej:


W czasie spotkania z Leszkiem Żebrowskim, znanym powszechnie historykiem specjalizującym się w NSZ, zadałem pytanie o to w jaki sposób AK radziła sobie z Żydami kolaborującymi z Niemcami. Odpowiedź była długa, pokrętna i właściwie nie zawierała treści. W tym samym czasie prasa polska opisała tę sprawę i opisała egzekucje na zdrajcach żydowskiego pochodzenia dokonywane przez AK, często we współpracy z Żegotą. Takich tekstów nie jest jednak dużo.


To trochę opisuje problem który mamy z historią. Kiedy dochodzimy do walki zbrojnej z kimś innym niż Niemcami nabieramy wody w usta. Cały wspomniany wyżej dokument w ogóle słowem nie odnosi się do tego co właściwie robili żołnierze owej partyzantki, mówiąc wyłącznie o tym jaki spotkał ich los. “Nie złożyli broni” - eufemizm. Nie złożyli broni, czyli co z nią robili? Warto to sobie mówić wprost - używali tej broni do zabijania ludzi. Po 1945 w przeważającej mierze do zabijania Polaków. Kiedy sam sobie to mówię czuję wyraźny odruch oburzenia, sprzeciwu i natychmiast pojawiają się eufemizmy. Ludzie z NKWD, z Informacji Wojskowej, z UB, kaci, gwałciciele, złodzieje, mordercy to w ogóle nie byli ludzie, to były dzikie zwierzęta które należy zlikwidować jak likwiduje się wściekłego psa, stworzenia, bestie, istoty, nie ludzie. Tak? Nie. Ten odruch dehumanizacji jest naturalny ale obelżywie niemal trywializuje całą sprawę i głębokie rozdarcie które stworzyła. Ludzie zabijani przez Żołnierzy Wyklętych byli jak najbardziej ludźmi, ludźmi którzy wybrali zdradę i zło i ludźmi którym śmierć się zwyczajnie należała.

 

To jest ważna rzecz i ważna koncepcja do której trzeba się umieć przed sobą i przed innymi przyznać - przekonanie że tych ludzi należało zabić. Że Polacy zabijali Polaków (w tym również polskich Żydów) którym śmierć się należała. Że ci kaci i zdrajcy zasłużyli na egzekucję, tak jak zasłużyli na nią obecnie wciąż brylujący na salonach kaci i zdrajcy (Uniwersytet Wrocławski z dumą oganizuje właśnie spotkanie z członkiem NKWD i Informacji Wojskowej, Zygmuntem Baumanem). To była brutalna sprawiedliwość, ale jej alternatywą był zupełny brak sprawiedliwości. Kaci, sadyści, zwyrodnialcy, gwałciciele, masowi mordercy byli tym na czym Władza Ludowa się oparła. To oni stworzyli system wymiaru ludowej sprawiedliwości który posyłał Polaków dziesiątkami tysięcy do obozów koncentracyjnych. Tych ludzi należało zabijać, może bez radości ale i bez litości. To jest tak ważne, że nie można tego przemilczać i nie można się przed tym chować. Przede wszystkim o tych działaniach polskiej partyzantki antysowieckiej nie można mówić w kategoriach usprawiedliwiania, jakbyśmy się starali znaleźć okoliczności łagodzące dla czynów złych. Na zadawane o to pytania trzeba odpowiadać wprost i odczarować tę kartę naszej historii. Bez tego pozostanie nam tyleż pocieszny co absurdalny obraz ludzi którzy ze swoimi karabinami siedzieli w lesie i czasem bezkrwawo ganiali się z wojskiem, jakby to była zabawa. To nie była zabawa, to była tragedia. Ten głupawy obraz leśnego pikniku nie powinien być tym co pozostanie po obecnej modzie na Wyklętych.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura