13 obserwujących
84 notki
62k odsłony
  628   0

Lekcja Tuska-Schrödera

 

Walizka ze szmalem i pożytek z Lisów

 

Kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, kończąc swoje rządy, wyszedł ze swojego biura i niemal bezpośrednio, nie zatrzymując się po drodze, wszedł do biura Gazpromu. Przedtem pilnie dbał o jego interesy i został sowicie nagrodzony. Putin, zupełnie otwarcie, w świetle reflektorów, dbając, aby wszyscy to widzieli, kupił sobie władcę Niemiec. Frau Merkel zamiast się pieklić i perrorować, po prostu przyswoiła sobie lekcję.

 

Oczywiście Niemcy ogrywali Polaków jak chcieli od dawna. Przejęcie całości dostępnej wówczas (u początków transformacji) prasy, silna władza nad sektorem mediów elektronicznych i w związku z tym nieograniczone właściwie możliwości kształtowania opinii Polaków, do tego założenie licznych think tanków, sponsorujących uległych polityków i “ekspertów” (tych, co to “eksperci alarmują” oraz “eksperci są zgodni”): wszystko to przyczyniło się mocno do uczynienia Polski krajem potulnym wobec Niemiec. Bezpośrednia, jawna korupcja, jak wypłacanie szefowi polskiego MSZ, “profesorowi” Bartoszewskiemu ponad stu tysięcy marek z niemieckiej fundacji, była możliwa właśnie tylko przy takiej całkowitej osłonie informacyjnej. Ale casus Schrödera wskazał na metodę najbardziej efektywną i opłacalną: skorumpowanie, kupienie sobie szefa państwa. Tusk został kupiony przez Merkel dokładnie tak samo, jak Schröder kupiony został przez Putina. Niemcy zrobili nam to, co im zrobili Rosjanie. I znowu bezsensowne jest tu jakiekolwiek oburzanie się. Za sprawność w dbaniu o własne interesy należy Niemców podziwiać. I… należy ich naśladować.

 

Bo to naprawdę jest dla nas najważniejsza lekcja. Przez następną dekadę nie mamy nic do zaoferowania Ukrainie, Litwie, Estonii, Łotwie, Mołdawii, Białorusi – państwom niezbędnym do stworzenia jakiegoś systemu obrony przed Rosją w warunkach całkowitego opuszczenia nas przez NATO . Militarnie i ekonomicznie jesteśmy mało atrakcyjni. Możemy natomiast, i stać nas na to, zacząć wykupywać ich prasę. Zakładać think tanki. Wypłacać z nich pieniądze profesorom, redaktorom, „autorytetom” (a postawię tu tezę, że im bardziej autorytet „moralny”, tym tańszy). Sponsorować, pośrednio, przyjazne nam partie. Zaludnić owe państwa naszymi Durczokami, Olejnikami, Paradowskimi, Lisami. W końcu – bezpośrednio korumpować ich polityków. Dać im jasno do zrozumienia, że kariera, w której mocno sprzyja się Polsce, kończy się w Orlenie, albo w PGE Energia Jądrowa SA, w LOT, w dowolnym z foteli, stworzonych przez Tuska dla swoich kumpli z mafii. Te fotele mogą zostać użyte jako instrument polityki zagranicznej, w regionie świata, w którym tweety są ignorowane, ale walizka ze szmalem nie.

 

I to nad tym trzeba się zastanowić. Nie nad tym, jaką świnią lub zdrajcą jest Tusk i jak sprzedał nas Niemcom. Trzeba myśleć nad tym, jak hodować podobne świnie i zdrajców, sprzedających swoje państwa Polsce.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale