Skoro już wielu podjęło się sporządzenia opisu wydarzeń, które nieopodal nas się dokonały jak nam to przekazali naoczni od samego początku świadkowie a także słudzy duraczenia, postanowiłem i ja, który wszystko umem swym przenikliwym od początku przebadałem, dokładnie kolejno ci to opisać, dostojny salonie, abyś może otrzeźwiał i zaczął wierzyć w prawdziwość faktów, jakie dane było Ci zaobserwować a nie w dęte opowieści i puste deklaracje.
Pozwoliłem sobie zacząć tę notkę parafrazując słowa Pisma Świętego bo zaprawdę - boskiej zaiste trzeba interwencji żeby przedrzeć się przez Himalaje hipokryzji i cynizmu, przedrzeć się zwały bezczelności i pokonać szczyty głupoty a także aby przepłynąć morze naiwności jakimi otoczono katastrofę rządowego samolotu pod Smoleńskiem.
Pozwólcie sobie przedstawić fakty (niekoniecznie w kolejności chronologicznej).
Fakt pierwszy:
Rozbił się samolot z całkiem sporą częścią ważnych w administracji ludzi.Faktem jest, że taka katastrofa, w której ginie tak duża część "góry" państwowej administracji jest czymś we współczesnym świecie niebywałym.
Fakt drugi:
Oczywisty w takich razach (zwłaszcza że "takich razów" nie było) jest szok, niedowierzanie a i żałoba bywa przesadzona zarówno w formie jak i treści.
Nic w tym nadzwyczajnego.
Równie naturalne jest, że w takich okolicznościach różni ludzie węszą spiski, zamachy, knucia wrażych, zagranicznych państw - "bystrzaków" nigdy i nigdzie na świecie nie brakuje, więc nie byłoby się czym przejmować...
Fakt trzeci:
Najwyższym rangą człowiekiem, który zginął w katastrofie był Prezydent RP. pan Lech Kaczyński.
Tak przy tym losy sprawiły, że znaczna część polityków mu towarzyszących to byli ludzie związani z partią pana Kaczyńskiego (niech będzie że z dawną partią) PiSem a pozostałych w znacznej części można niebezzasadnie uznać za zwolenników PiS, a więc de facto za zwolenników pana Kaczyńskiego i jego bliźniaczego brata.
Pragnę w tym miejscu przypomnieć dużej części oszalałych z bólu żałobników, że chodzi o tego samego człowieka, z którym wiążą się takie pojęcia jak "kaczyzm", "Kaczoland", "państwo policyjne". "kartofle", fotki reklamówki z drugim śniadaniem i - do uważających się za rozumnych ludzi przecież piszę - wiąże się kilka dobrych lat nagonki na Pana Prezydenta nawet kiedy prezydentem jeszcze nie był.
W mediach głównego nurtu (taki jestem dzisiaj łagodny że nie piszę "ścieku") nie do pomyślenia było by Prezydenta przedstawić choćby w neutralnym świetle - jeśli nie źle to przynajmniej kpiąco i z jawną pogardą - tak jakoś na briefingach brzmiały wytyczne, prawda, niezależni blogerzy pozatrudniani w "renomowanych" i otwarcie szmatławych redakcjach?
Kultowa dla światłej części społeczeństwa (eheu!... co też stało się z pojęciem "światłość"...) audycja Szkło Kontaktowe którą miałem nieprzyjemność kilka razy oglądać to ikona stosunku do "Kaczorów" i tego, jak byli traktowani przez różnych tam najmimordów.
Jakimści jednak sposobem (zarysowanym w wieszczym natchnieniu przez pana Orwela) "tego nigdy nie było" - był nasz ukochany Prezydent wraz ze wspaniałą Panią Prezydentową, którą - jak się kilka dni temu dowiedzieliśmy - kochaliśmy wszyscy wręcz nieprzytomnie.
No i rzecz jasna - była "elita" naszego państwa a nawet kraju czy - ach! i to słowo wygrzebano, otrzepano z wymiocin i panawojewódzkiego gówna - OJCZYZNY...
Fakt czwarty:
Zwolennicy Prezydenta Kaczyńskiego zszokowani niewątpliwą tragedią popuścili wodze talentom oratorskim i i posypały się (podchwycone zresztą przez skwapliwie przez "mainstream") czołobitne i bałwochwalcze wręcz panegiryki sławiące dokonania zarówno prezydenckiej pary jak i towarzyszących jej osób a także przymioty ich charakterów.
Dowiedzieliśmy się oto, że oto zginęła "najlepsza część narodu" (znaczy - zostały już tylko szumowiny), "elita intelektualna" (więc teraz przemawiać do was będą z telewizorów głąby).
"Zginęli w służbie Ojczyzny", "oddali życie" a nawet "polegli" w jej służbie i to "polegli" proszę ja was - śmiercią bohaterką.
Istnieją nawet podejrzenia wyrażone expresis verbis przez któregoś z purpuratów, że to była śmierć męczeńska i (w biednej, skołatanej głowinie tegoż purpurata) da się wyprowadzić paralelę katastrofy samolotu ze śmiercią Chrystusa...
Tak czy inaczej "De mortuis aut bene, aut nihil" rozdęto do "De mortuis aut optimum, aut nihil".
I pies trącał PRAWDĘ.
Posunięto się nawet (powinienem napisać, że się zatoczono) do zadecydowania o pochówku na Wawelu...
Pragnę w tym miejscu przypomnieć dużej części oszalałych z bólu żałobników, że pan prezydent Kaczyński (przy wsparciu a w każdym razie bez protestu ze strony towarzyszących mu w feralnym samolocie osób) raczył był postulować budowę IV Rzeczpospolitej jako że III Rzeczpospolita to twór zbudowany na oszukańczym, zdradzieckim, magdalenkowym UKŁADZIE po czym wiosną ubiegłego roku kategorycznie stwierdził że żadnego układu nie było co poświadczył własnym, prezydenckim słowem podkreślając, że "byłem tam, więc wiem z całą pewnością, że żadnego UKŁADU nie było".
Oczywiście - nie jest możliwe by kłamał - zapewne obie wersje są jakoś tam, w nowy zupełnie sposób pojmowania PRAWDY - prawdziwe.
W każdym razie po wygłoszeniu tego oświadczenia - w Szkle Kontaktowym poziom żartów nieco się podniósł i kierowano je pod innym już adresem.
Tenże pan prezydent Kaczyński (przy wsparciu a w każdym razie bez protestu ze strony części towarzyszących mu w feralnym samolocie osób) raczył był budować swoją pozycję na oporze przeciw politycznym zapędom hegemonii Unii Europejskiej.
W czasie zaprzysiężenia na Urząd Prezydenta przed Zgromadzeniem Narodowym (i paroma milionami tvkonsumentów) powiedział, że "...dochowam wierności postanowieniom Konstytucji...będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem." przywołując Boga na świadka swoich słów.
Opowiadał później o patriotyzmie, Narodzie, Ojczyźnie i w ogóle - jak wiadomo wzorem dla pana Prezydenta był marszałek Piłsudski który "wysiadł z pociągu SOCJALIZM na przystanku NIEPODLEGŁOŚĆ" co zdaje się prócz stanowczości było jedynym co o panu Piłsudskim można powiedzieć dobrego.
Różnymi sposobami - (między innymi samolotem Tu-154) opuścił jednak pan Prezydent NIEPODLEGŁOŚĆ i dogonił SOCJALIZM co rzecz jasna z "testamentem Marszałka" się w żaden sposób nie kłóci a zapewne go uzupełnia.
Na czym to uzupełnianie polega - dowiemy się niechybnie później, wraz z tym, co właściwie znaczy "nowy patriotyzm" o którym mówił pan Prezydent kiedy, mimo protestów części ludzi, własnego pióra i wbrew złożonej przysiędze podpisał Traktat Lizboński zrzekając się niepodległości Polski.
Tak gwoli wyjaśnienia - niepodległość państwa to stan, w którym o sprawach tego państwa decyduje SUWEREN czyli ktoś, kto może sobie zadecydować co zechce (nie o jakości decyzji piszę a o istocie rzeczy) kierując się własną wolą a nawet - własnym interesem.
Podpisanie Traktatu Lizbońskiego jest zrzeczeniem się niepodległości na rzecz Unii Europejskiej - od momentu bowiem jego obowiązywania o sprawach Polski decyduje już kto inny, nie suweren którym to mianem dla żartu zapewne Konstytucja RP określa NARÓD..
Fakt piąty:
Nie są szerzej znane dokonania pana Prezydenta uzasadniające tak wiele pochlebnych i czołobitnych o nim opinii (prosiłbym w tym miejscu bredzących w malignie jego apologetów o przypomnienie mi co takiego właściwie dobrego zrobił dla Polski pan Prezydent Kaczyński? Jaki konkretnie działanie przyczyniło się do podniesienia prestiżu Polski czy też do polepszeniu dobrostanu Polaków? Doprowadził do jakiegoś korzystnego dla nas sojuszu? Może zgłosił jakąś rewolucyjną inicjatywę legislacyjną?Można?)
Fakt szósty:
Teoretycy spisku, jako nieuleczalni idioci stanęli na wysokości zadania.
Wniosków wyciągać nie będę - parafrazowane przeze mnie na początku Pismo Święte jednoznacznie mówi o tym, by pereł swych przed wieprze nie rzucać, bo grozi to pożarciem przez te miłe zwierzątka.
Zapomniał Jezus dodać, że wraz z postępem ewolucji wieprze pożerają już nie tylko formułujących wnioski, ale też i takich, co relacjonują FAKTY.
Popatrzcie więc na te Fakty i pomyślcie - p.o. błazna Wielce Czcigodny poseł na Sejm Rzeczpospolitej, pan Janusz Palikot skorzystał z okazji i NIC nie powiedział ani nie zrobił, czym zademonstrował, że posiada choć odrobinę zwykłej przyzwoitości.
I nieważne czy jest mu ona przyrodzona czy też takie otrzymał polecenie.
Wolno Wam drodzy salonowicze pozostać zacietrzewionymi pyskaczami wznoszącymi okrzyki "Na Wawel !" albo "Precz z Wawelu!", wolno Wam snuć spiskowe, durne teorie - jestem ostatni, który chciałby Wam tego zabraniać.
Ale...
Wolno Wam również użyć do myślenia mózgów, okazać współczucie wobec osobistych tragedii wielu ludzi, zadumać się nad splotem okoliczności które postawiły Polskę w sytuacji co najmniej trudnej biorąc pod uwagę że zginęły w tej katastrofie ludzie pełniący kluczowe w państwie funkcje i nie dać się wciągnąć w żenujące, pełne hipokryzji lamenty z jednej strony a z drugiej - w czynienie z ofiar tego wypadku herosów.
Wolno Wam okazać - człowieczeństwo.


Komentarze
Pokaż komentarze