Prosto myślący ze mnie człowiek, wychowany w przekonaniu, że zwykle podobne przyczyny rodzą podobne skutki, a rzecz nazwana kiedyś - nazwę swą zachowuje zwykle na stałe.
Dlatego wyjść ze zdumienia nie mogę czytając co wypisują ludzie z pozoru cieszący się pełnią władz umysłowych i znajomością języka polskiego.
Prosiłbym tu - jeśli można - o udzielenie mi wyjaśnień, nadzwyczaj mi bowiem głupio, kiedy nie potrafię dostrzec tego, co widzą jak się zdaje niemal wszyscy wokół.
Otóż:
Książę Janusz Radziwiłł herbu Trąby, hetman wielki Litewski, wojewoda wileński, starosta generalny żmudzki, hetman polny litewski, podkomorzy wielki litewski, starosta kamieniecki, kazimierski i sejwejski, podpisał był w Kiejdanach układ z przedstawicielem króla szwedzkiego Karola X Gustawa, Magnusem Gabrielem De la Gardie, który to układ uznawał protektorat Szwecji nad Litwą.
Sprzeniewierzył się tym samym przysiędze złożonej królowi polskiemu i wielkiemu księciu litewskiemu którzy po to między innymi obdarzyli go niektórymi z wyżej wymienionych godności by Litwę tworzącą wraz Koroną Polską Rzeczpospolitą Obojga Narodów w Unii utrzymać.
Ogłosił też tę nowinę na bankiecie w Kiejdanach zaraz po podpisaniu.
Pijany bo pijany ale jednak dostrzegający tę oczywistość pan Onufry Zagłoba herbu Wczele krzyknął w twarz magnatowi Zdrajco, zdrajco, po trzykroć zdrajco!!a zgromadzeni na bankiecie pułkownicy (przynajmniej niektórzy) rzucili mu buławy pod nogi krzycząc za Zagłobą "Zdrajco!" co opisał nam pan Sienkiewicz w Potopie.*
Mianem zdracjców też okrzyknięci zostali wojewoda poznański Krzysztof Opaliński i wojewoda kaliski Andrzej Karol Grudziński którzy oddali królowi Szwecji Wielkopolskę.
Całe pokolenia Polaków otwarcie nazywały tych trzech wielmożów zdrajcami a dość długo też trwały walki z Karolem Gustawem aż go wreszcie szczęśliwie z Polski wygnano.
Mamy więc trzech magnatów jednoznacznie ocenionych w Polsce jako zdrajców i krzywoprzysiężców, przy czym pan Grudziński jakoś się opamiętał i - jak to się ładnie określa - wrócił na służbę Rzeczpospolitej.
I teraz mam pewnien dysonans poznawczy - oto bowiem kiedy nieżyjący już pan Prezydent Lech Kaczyński podpisał był identyczny w treści i niosący konsekwencje w postaci poddania całego już państwa polskiego władztwu Unii Europejskiej Traktat Lizboński nikt nie krzyczał ZDRAJCO! (może dlatego, że poskąpił pan Prezydent wina) o rzucaniu buławami nie wspominając.
Później też jakoś głosów piętnujących pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego słychać nie było.
Dlaczego?
Wszak - jako się rzekło - konsekwencje dla państwa polskiego są takie same a nawet dalej idące, bowiem wówczas zdradzony został "zaledwie" Jan Kazimierz i dla jego podanych w sumie niewielkie zmiany owa zdrada powodowała a tu - zdradzony został naród któremu jako suwerenowi pan Kaczyński przysięgał biorąc Boga na świadka a i konsekwencje są o wiele dalej idące.
Czym więc różni się postępek księcia Janusza Radziwiła od postępku pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego skoro ten pierwszy do dziś nazywany jest zdrajcą a drugi - okrzykniety został nawet bohaterem ?
*Tak, wiem że powieść pana Sienkiewicza nie we wszystkich szczegółach podaje prawdę historyczną.


Komentarze
Pokaż komentarze (39)