Pora podsumować próby sprawdzenia spostrzegawczości salonowiczów których postawiłem przed niebywale trudnym zadanie wskazania różnic usprawiedliwiających to, że jakieś zachowania bywają nazywanie różnymi mianami w zależności od tego kogo dotyczą.
I powiedzmy sobie szczerze - nie jest dobrze.
Pomoże mi to zilustrować pan Ludwik Dorn, który podjął nie tak dawno sczęśliwą decyzję że jednak nie będzie brał udziału w "wyścigu" do Urzędu w Pałacu Namiestnikowskim.
Otóż żali się pan wicemarszałek w notce na swoim blogu, że został pomówiony przez panią Dominikę Wielowieyską zatrudnioną w sławnej Gazecie Wyborczej o zachowanie mogące go narazić... i tak dalej.
Pozwolę sobie zacytować w części łkania pana wicemarszałka :
W „Gazecie Wyborczej” p. Wielowieyska (dotąd żyłem w błędnym przekonaniu, że jest to w tym piśmie jedna z paru osób, które przestrzegają standardów dziennikarskiej rzetelności, ale cóż, zawsze miło jest się wzbogacić o kolejne stracone złudzenie) zamieściła kuriozalny komentarz, w którym przypisuje mi jakąś część odpowiedzialności za smoleńską tragedię, a to dlatego, że rzekomo krytykowałem ministra Bogdana Klicha za przetarg na samoloty dla VIP-ów.
Istotnie - zdanie którym pani Wielowieyska wieńczy swoją notkę "Pytanie o polityczną odpowiedzialność Klicha za tragedię Smoleńską jest wciąż otwarte, a odpowiedź znajdzie się zapewne w wynikach śledztwa i pracy komisji badającej przyczyny katastrofy." budzić może tylko wesołość i w ogóle zadumę nad poziomem umysłowym ludzi czytających Gazetę Wyborczą bo co poziomu "rozumu" piszących to wątpliwości nie ma.
No - mniejsza z gadzinówką pana Michnika - szkoda miejsca na rozwodzenie się nad tabloidami - pochylmy się z należytą troską nad urażonym panem Dornem.
Pan Dorn nie jest byle tam kim - to dygnitarz co się zowie - ("mój mąż jest z zawodu... dyrektorem"), piastował w swoim życiu cały szereg bardzo poważnych stanowisk - był między innymi cztery razy pod rząd wybrany posłem (no jednak ta ordynacja to cymes jest), był wicemarszałkiem Sejmu, ministrem spraw wewnętrzych, u pana Marcinkiewicza i wicepremierem do jakichś tam na pewno ważnych spraw i u pana Wałęsy był kierownikiem zespołu analiz.
Zdawać by się mogło, że minister od policji i tajnych jej współpracowników analizujący coś tam na kierowniczym stanowisku panu prezydentowi i wicepremier fo nie jakieś tam synekury - trzeba tam jakiś zmysł obserwacji, zdolność analizy ii kojarzenia faktów - ogólnie rzecz biorąc - nie może być człowiek tam pracujący jakimś głąbem, prawda?
Może i prawda, ale w takim razie - skąd oburzenie pana Dorna na tekst pani Dominiki Wielowieyskiej?
Ba! - przeanalizowanie jakich to wewnętrznych spraw pozwoliło panu Dornowi żywić przekonanie że jest to w tym piśmie jedna z paru osób, które przestrzegają standardów dziennikarskiej rzetelność???
(już nie będę się domagał podania nazwisk pozostałych paru osób).
Przecież dla każdego człowieka "z ulicy" jako tako kojarzącego fakty, nie mówiąc już o działaczu partii nieustannie flekowanych przez Gazetę Wyborczą - nie twierdzę że zawsze niesłusznie, twierdzę, że zawsze w obrzydliwy i prymitywny sposób - jasnym jest i oczywistym, że od wielu lat, gdzieś tak od powstania tej gazety jest to siedlisko fałszu, obłudy, zwykłego kłamstwa i podłości.
Nie mnie dociekać z kim zadaje się pan Dorn - to na pewno środowisko wykwintne i szacowne - ale normalni ludzie wyposażeni w zdolność myślenia Gazety Wyborczej nie czytują od wielu lat o braniu pod uwagę wyrażanych w niej opinii nie wspominając.
Dyskutowanie zaś z tymi opiniami to nobilitowanie głupoty, prostackiego kłamstwa i ujma dla przyzwoitego człowieka.
Skąd więc taka reakcja analitycznego pana Dorna?
Nie znam co prawda powodów które skłonił pana Dorna o formułowania oskarżeń o "nieprzejrzystość" przetargu na samoloty - ale też nie muszę ich znać, by być tego pewnym, podobnie jak i mam takie jakieś wewnętrzne przekonanie, że samolotów tych nie kupiono dotychczas tylko dlatego, że nie dało się ustalić czy to wysokości należnej prowizji czy też "sprawiedliwego" jej podziału - ale to nie ma nic do rzeczy.
Nieistotne jest też - po co w ogóle zajmować się co tam piszą w jakiejś gazecinie?
Istotne jest co innego :
CZYM SIĘ RÓŻNI DZIENNIKARZ zatrudniony w mainteramowych gazetach w Polsce od człowieka uczciwego?
Skoro były szef policji jawnych, tajnych i dwupłciowych w Polsce, wicepremier, analizujący kierownik i wicemarszałek Sejmu nie potrafi skojarzyć rzeczy boleśnie bijących po oczach ludzi przeglądających Gazetę Wyborczą w przerwach śniadaniowych w czasie kopania rowów to dlaczego ja - szaleniec - mam niby prawo domagać się wyłapania (nieisniejących w dodatku) różnic w podanych przeze mnie przykładach?
Nie mam żadnego do tego prawa i nie mam też oczywiście prawa oczekiwać trafnych odpoawiedzi.
Takie mi też co prawda snuły się podejrzenia po głowie kiedy czytając komentarze nie natrafiłem na zbyt wielu ich autorów potrafiących chociaż rozpoznać temat notek ale - powinienem jednak domyślić się wcześniej że domagam się wysiłku na miarę rozwiązania ezopowych zagadek.
Widać też nie jestem zbyt bystry...
Ok - oto odpowiedzi moi patriotyczni rodacy:
Czym się różni? - NICZYM
Czym się różni?2 - NICZYM Pytanie dodatkowe - NIE
Czym się różni?3 - IMPORTERABILIAMI Pytanie dodatkowe - TAK - PO STOKROĆ TAK
p.s.
Z pełnym przekonaniem mogę napisać, że pan Ludwik Dorn podjął decyzję za którą należą mu się szczere gratulacje i to bez względu na to jakim pretekstem posłużył się do jej ogłoszenia.
Otóż człowiek z całą pewnością prywatnie przyzwoity (o czym świadczy choćby ostatnia manipulacja jekiej się wobec niego dopuściła z tvv24) ale też ta sama potyczka świadczy o tym, że politykiem to jest... no - miernym.


Komentarze
Pokaż komentarze