Pan Chojecki - niegdyś Rzecznik Prasowy UPR wywalony szczęśliwie z funkcji za zbyt ostentacyjne i bodaj czy nie przedwczesne manifestowanie przynależności UPR do PiSu napisał był notkę sugerującą, że zaangażowanie w politykę przez pastora jest zajęciem co najmniej przez Biblię dozwolonym.
Jako że pastor Chojecki uchodzi tu i ówdzie za człowieka postępującego zgodnie z nakazami Pisma (a i sam się tak z pełnym przekonaniem określa) czuję się zmuszony sprostować to oczywiste nieporozumienie (choć akurat w przypadku p. Chojeckiego o nieporozumieniu mowy być nie może).
Tak się bowiem składa, że aby stwierdzić jaka jest prawda musimy dowiedzieć się kim jest pastor.
Otóż jak podajje nieoceniona Encyklopedia PWN pastor to:
"w Kościołach ewangelickich duchowny pełniący obowiązki duszpasterskie w parafii..."
Jak widać - pastor, to duchowny a więc człowiek który w życiu (przede wszystkim swoim) kieruje się Duchem.
Mało - duchowny to człowiek, który całe swoje życie winien podporządkować Duchowi, skoro już ma przewodzić innym. Jest bowiem pastor tym, który sprawuje urząd nauczycielski a nawet pełni w Kościele (zborze) funkcje sędziego.
Winien zatem - zgodnie z tym, czego domaga się od chrześcijanina w Biblii Bóg - być człowiekiem wiodącym życie zgodnie z zasadami jakie tenże Duch jasno dosyć i przystępnie wyłożył w Piśmie a nawet prowadzeniem takiego życia się wśród innych chrześcijan wyróżniać.
Jasne i proste jest stwierdzenie Pawła w 2 Liście do Koryntian:
"...bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, I będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan,I nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was.I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący."
Rzecz jasna - dla ludzi, którzy dla realizacji własnych (czy tam zleconych) interesów nie wahają się poprzeć oczywiście nieetycznych zachowań, dla ludzi, którzy nie mają odwagi by wziąć odpowiedzialność za własne słowa choćby tylko poprzez próbę ich obrony o poważniejszych już konsekwencjach szafowania nimi nie wspominając - słowa Pisma są wtedy ważne, kiedy akurat pasują do tego co robią czy mówią albo o tyle tylko ważne o ile da się je do tego co mówią i robią dopasować wyrywając je umiejętnie z kontekstu.
no i oczywiście - kiedy trzeba maliczkich pouczyć - wtedy tak, wtedy są bardzo ważne.
Można na przykład podpierając się Słowem pleść androny o "poległych bohaterach" tumaniąc ludzi w ognistej agitce na rzecz jedynego właściwego kandydata - czemu nie?
Można grać na narodowej nucie i nie przyjmować jednocześnie do wiadomości faktu oczywistego zaprzaństwa wobec Polski i sprzeniewierzenia się własnej przysiędze, kiedy tak każą.
"Wszystko można, ale nie wszystko jest pożyteczne" - kojarzy się to z czymś panu nauczycielowi?
Nie?
To dopiszę - "Z każdego nieużytecznego słowa..." już jaśniej?
"Czy więc źródłem polskich oporów teologicznych rzeczywiście jest Biblia, czy też oficerowie i tajni współpracownicy polskiego odpowiednika Stasi???" dramatycznie zapytał niemalże chrześcijański pastor Chojecki.
Otóż - i tu światła moja odpowiedź - Nie, to wprost z Pisma takie zalecenie proszę "duchownego" a źródełkiem skąd bije przeciwne mu przekonanie w tej mierze jest jedynozbawczy Kościół Katolicki i jego gorące od piętnastu z górą wieków zaangażowanie się w politykę.
Tak, ten sam Kościół Katolicki, który w czasach, kiedy jeszcze się Pan maskował nazwał Pan Wileką Prostytutką.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)