Jako ze w tzw. życiu publicznym w Polsce nic ciekawego się nie dzieje - nie licząc rzecz jasna coraz bardziej żałosnych podrygów przedstawicieli wszystkich czterech frakcji niemiłosiernie nam panującej monopartii - pomyślałem sobie, że warto będzie wnieść na salon24 kaganek oświaty :)
Kagan płonąć będzie światłem jasnym i mocnym pozwalając wszystkim tym, którzy zdolni są posługiwać się rozumem a nie tylko mózgiem pojąć otaczającą rzeczywistość i zrozumienie w jak prymitywny (choć zawoalowany) sposób są manipulowani i oszukiwani vulgo - dymani.
A ponieważ a) historia magistra vitae est i b) immanentną częścią monopartii jest Kościół Katolicki Obrządku Łacińskiego przenikający wszystkie czetry frakcje wzdłuż, wszerz, w poprzek i na ukos - niech więc jego historia posłuży jako paliwo do aszego kagańca (skojarzenia jak najbardziej właściwe).
Oczywiście - nie cała historia, na początek wystarczy chyba przedstawienie jak też KRK właściwie powstał, bo wiedza to straszliwa, starannie skrywana i przemilczana - przez wszystkich.
Mało to dziwne, bo - jak się przekonacie - nie ma się czym chwalić acz walory poznawcze są nie do przecenienia.
Otóż utożsamia się z tajemniczych powodów katolicyzm z chrześcijaństwem.
Pomija się przy tym z czysto merkantylnych (po nowoczesnemu - ze względu na PR) prawdziwy charakter tej instytucji który to charakter moim zdaniem oddaje dość wyczerpująco nazwa "papiestwo".
Jest bowiem w swojej istocie KRK pozornie tylko instytucją religijną - to fasada kryjąca prawdziwe cele: zdobycie i utrzymanie nieograniczonej (w teraźniejszości - możliwe wielkiej) władzy politycznej, wpływu na ludzi i ich postępowanie i lubej kasy pozwalającej te cele realizować a i przy okazji zapewnić sobie godziwe życie.
Po śmierci Jezusa chrześcijaństwo głoszone przez uczniów i ich następców szerzyło się w świecie w sposób wręcz nieprawdopodobny:według współczesnych obliczeń przyrost wynosił 40% wyyznawców co rok - każdy, kto ma pojęcie o procencie składanym zda sobie sprawę, że w ciągu trzystu lat chrześcijanie stanowili bardzo liczną społeczność.
Czemu piszę o trzystu latach?
A bo wtedy właśnie Cesarzem w Rzymie został niejaki Konstantyn - prawdziwy ojciec katolicyzmu i jego potęgi.
Nie do końca został władcą legalnie - do tej godności wyniosło go wojsko ale fas et nefas - Konstantyn zdołał swoją władzę jakoś "uprawomocnić" a i nie bardzo potem miał kto się temu sprze4ciwiać.
Oczywiście - Konstantynowi wcale nie o żaden tam kościół chodziło a już na pewno nie o chrześcijaństwo - po prostu dostrzegł niezagospodarowany "elektorat" - bardzo liczną rzeszę ludzi ściśle ze sobą związanych przekonaniami którym byli niemal fanatycznie oddani, ludzi którzy z racji spotykających ich ciągłych niemal prześladowań byli zdyscyplinowani a przy tym pozbawionych przywództwa.
Jako że w Rzymie wówczas (zresztą nie tylko tam i nie tylko wtedy) czasy były dla władców mało "pewne" Konstantym całkiem przytomnie uznał, że zaskarbiając sobie względy i poparcie chrześcijan mających tę jeszcze przewagę nad innymi grupami, że przemoc z zasady była im obca (co się zmieniło ale później nieco) znacznie zdoła umocnić swoją pozycję.
Na dobry początek wydał więc edykt zabraniający prześladowań religijnych co dla chrześcijan było poniekąd dobrodziejstwem - ich to bowiem w istocie dotyczył a co więcej - na jego mocy zwrócono im odebrane wcześniej budynkii i grunty.
Na marginesie - owo oddawanie odbywało się trochę tak jak teraz oddaje się mienie żydowskie - własność odebraną ludziom (których potem zamordowano) "zwraca" się nie tyle im czy ich spadkobiercom ile gminom wyznaniowym.
Jakieś tam przy tym gdzieś w podrzymskiej Magdalence musiały widać zapaść tajne ustalenia bo od czasu ogłoszenia tego edyktu chrześcijanie dotąt pokornie znoszący wszelkie spotykające ich utrapienia i z definicji wyrzekający się przemocy sami zaczęli prześladować pogan, przy czym w wyborze celu prześladowań główną rolę odgrywał status materialny potencjalnych celów.
Pomogli też Kostkowi chrześcijanie w jego sporze z współrządzącym z nim Licyniuszem (wcześniej razem wykończyli Maksyminusa który był trzecim członkiem tetriarchii.
Konstanty otwarcie wspierał wzniecających bunty (co również nie bardzo zgadza się z tym, co tam opowiadał niegdyś Jezus i Jego uczniowie) chrześcijan i tym sposobem został faktycznym władcą Imperium Romanum bo choć pozornie współrządził z dwoma swoimi synami: kilkunastoletnim Kryspusem i kilkumiesięcznym Konstantynem II oraz z synem Licyniusza kilkuletnim Licynianem, to przecież oni służyli tylko jako listki figowe.
Jak na przykład nasi "poltycy" którzy udają że rządzą wykonując prawo stanowione gdzieś tam za górami i lasami.
Kiedy już Konstantyn rozstrzygnął kwestię władzy - zajął się budowaniem zrębów pod (jakżeby inaczej) wieczne panowanie porządku, który sobie umyślił.
Jak każdy zresztą "wielki" człowiek - wszyscy prognozują co najmniej tysiącletnie panowanie z tym, że Kostek postawił sobie cel nieco ambitniejszy - panowanie wieczne w czym nic zresztą dziwnego nie ma, skoro został obwołany bogiem
Nieco więcej miejsca zajęło mi przedstawienie tzw. tła - o tym więc jak Kostek stworzył papiestwo (a więc kościół katolicki jaki znamy) w następnej notce.
321
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze