Rzym miał w swojej historii dość zdrowy stosunek do religii - najogólniej rzecz biorąc nie zabraniali Rzymianie nikomu wyznawania tego co tam kto chciał o ile po pierwsze - kult nie wtrącał się do polityki i po drugie - nie podważał kultu panteonu bogów rzymskich.
Zdarzały się oczywiście prześladowanie tych czy owych kultow czy narzucanie jakiejś religii ale na ogół państwo nie tylko nie wtrącało się do religii ale nawet okazywało wobec co silniejszych religii i ich wymagań respekt - jak na przykład było z judaizmem a niektóre religie nawet Rzym całkiem oficjalnie adaptował.
Wynikało to z prostego racjonalizmu: Rzymianie nie chciali dusz swoich poddanych a jedynie podatków, towarów przez ich produkowanych i surowców a także ludzi a rola cezara jako Pontifexa Maximusa (czyli najwyższy tytularnych kapłan wszystkich kultów) zwyle ograniczała się do tego że taki tytuł nosił.
(Co ciekawe - Grzegorz I w VI wieku uznał za stosowne tytuł Pontifex Maximus dodać do oficjalnej tytulatury papieży.)
Ludzie wówczas - tak samo zresztą jak i teraz - zainteresowani byli głownie tym, żeby zarobić na utrzymanie rodzin i żyć po swojemu - a to czy za ich podatki bawić się będzie krół, Cezar czy miejscowy szaman było im w gruncie rzeczy obojętne.
Zrozumienie tego to zresztą powód sukcesu Rzymu - pozostawienie ludzi w spokoju i pozwolenie im na życie w sposób jaki uznają za dobry dla siebie a duchowość - obojętnie jak rozumiana - zawsze stanowiła znaczącą część sposobu życia.
Sukces sukcesem - ale jako że powolutku Rzymowi rosła tu i ówdzie konkurencja a i wewnątrz imperium coraz to ktoś nowy chciał się dorwać do koryta a przy tym ochota do wojaczki w Rzymie spadała trzeba było pomyśleć o czym innym.
Konsantyn był człowiekiem wykształconym i wnikliwym obserwatorem.
Nie mogło ujść jego uwadze to, że chrześcijaństwo rozprzestrzeniało się bez "wsparcia" rządzących i mimo prześladowań z prędkością dotychczas niespotykaną.
Dostrzegł w jego uniwersalizm, to, że w istocie jego oferta skierowana była do wszystkich - bez względu na rasę, status społeczny czy materialny i inne, dzielące i antagonizujące ludzi rzeczy.
I jego prostotę - żadnych rytuałów, obrzędów, nakazów i zakazów - sens chrześcijaństwa zasadzał się w sumie na poznaniu Boga i zaakceptowania Jego boskości.
I - co ludzi urzekało - życie w zgodzie z ludzką naturą, z czymś co zdefiniowano jako "prawa naturalne" a co w istocie oznacza zajmowanie się własnymi sprawami.
To ostatnie stanowiło (jak zawsze) pewien kłopot ale - przy rozumnej współpracy chrześcijańskich liderów - kłopot do przezwyzciężenia.
Przykładem niech będzie to, że chrześcijanie nie służyli w wojsku: w Tradycji Apostolskiej z pierwszej połowy III wieku czytamy, że: "Zarówno katechumena jak i wiernego, który by chciał wstąpić do wojska należy wyrzucić, gdyż byłoby to lekceważeniem Boga" a już w roku 313 (rok ogłoszenia "wolności religijnej" - taki przypadeczek) zaczęto ekskomunikować żołnierzy-dezerterów.
Najpierw jednak "należało" chrześcijaństwo ujednolicić i sprawić, by wierni przyjęli do wiadomości, że oto jest ktoś, kto czuwa nad "jednością" i w ogóle że jest jakaś nad tym wszystkim kontrola.
Co prawda obietnice Boga co do wpływu na życie każdego wierzącego są rzeczy jasna bardzo ważne, ale co opieka cesarza to opieka cesarza, a i kapłani wydawali się być niezbędni, choćby po to, by "stali na straży" i takie historie jak z tym bałwanem Ariuszem się już nie zdarzały.
Temu właśnie posłużył PPS (Pierwszy Powszechny Sobór) w NIcei.
Określono kanony - zestaw praw kościelnych, sposób organizacji i strukturę kościoła, określono kto może a kto nie może być kapłanem (pominieto przy tym jakoś uzasadnienie dla istnienia kapłaństwa...).
Chrześcijaństwo zostało "uporzadkowane", poddane ludzkim prawom i nic już nie stało na przeszkodzie by ufundować urząd papieża - kogoś, czyje słowo będzie ostatecznym we wszystkich sprawach.
Pierwszy i najważniejszy krok - ustanowienie hierarchii - został zrobiony.
Wiadomo, że skoro jest hierarcia to ktoś musi stać na jej czele...
Zresztą sobór podzielił "władzę" w kościele - zborami wschodnimi zarządzać miał biskup aleksandryjski a biskup rzymski ma zawiadywać zborami podmiejskimi, tj. tymi, które były w prowincjach rzymskich na Zachodzie.
Nikomu wówczas jeszcze do głowy nie przyszło wywodzić władzy biskupa rzymskiego z woli Boga ale droga ku temu stała już otworem.
To zresztą dość proste - teraz również jeśli jakakolwiek firma ma siedzibę poza Warszawą - nic nie znaczy... i w ogóle niewiele znaczy, jeśli nie ma blatów wśród pierwszych sekretaszy.
A Rzym to było centrum świata.
Kostek zresztą zrobił jeszcze kilka rzeczy dla "zjednoczenia" chrześcijaństwa - od ustanowienia niedzieli dniem wolnym od pracy w miejsce soboty (ciężko to szło, ale z czasem i przy użyciu choćby konfiskat majątków opornym - i przekazywania ich kościołowi - niedziela, dzień poświęcony bogu-słońcu, przyjęła się i "obowiązuje" do dzisiaj.
Zapoczątkował też kult maryjny od jakiegoś czasu i tak obecny w kościele, ale zawsze co państwowa religia to państwa.
Dostosowując się do koniunktury - do kościoła wstępowali wyznawcy Izydy czy Diany "zabierając z sobą" swoje wierzenia, które okazywały się "kompatybilne" z tym, co tam wymyślali sobie z nudów purpuraci.
(Z tą purpurą to też przypadek - był to wszak w Rzymie kolor "zastrzeżony" dla cezarów)
Za poręką Kostka święcimy równieć 25 grudnia jako dzień urodzin Jezusa a "przypadkiem" 25 grudzień to dzień przesilenia zimowego czczonego tu i ówdzie jako dzień różnych tam bóstw.
Nie bez znaczenia jest też ustanowienie prawa zwalniającego kościół od płacenia podatków.
Oczywiście - wyłącznie budowany kościół katolicki.
Konstantyn budując kościół w taki właśnie sposób - jako zhierarchizowaną, sterowaną stanowionymi od hoc prawami, podporządkowaną wąskiej klice rządzących strukturę zapewnił sobie (i swoim następcom) potężną dźwignię dzięki której ludzie stali się mu posłuszni także pod względem duchowym.
Nie sądzę, by Konstancjusz był w stanie przewidzieć wszystkie implikacje tego co wymyślił i przeprowadził; raczej nie, bo zainstalował by w systemie jakieś zabezpieczenia, ważne że umożliwił budowę nowego imperium - innego niż dotychczas istniejące.
Zasadnicza różnica polegała na tym, że dla nowego imperium ważne było tylko jedno - WŁADZA.
Władza dla samej władzy - nie dla uzyskania nowych terytoriów, poddanych czy zasobów.
Żadna tam realizacja nawet i najgłupszych choćby celów - powstającemu imperium chodzić będzie wyłącznie o władzę w czystej postaci.
Dla uchwycenia i utrzymania tej władzy - dzięki "porządkowaniu" przez Konstantyna w krótkim czasie powstanie nieprawdopodobnie scentralizowane, bezwzględne imperium, rzadzące się wyłącznie własnymi prawami i stosujące najbardziej niegodziwe metody.
Bardzo szybko - w ciągu ledwie stu lat papiestwo doprowadziło do tego, że katolicyzm stał się religią panującą - jedyną dozwoloną (odstępstwo było już karane śmiercią), papież stał się największym posiadaczem ziemskim w Cesarstwie i takie tam "drobiazgi" gwarantujące papiestwu nie tylko gigantyczne dochody i wpływ na rzeczywistość ale też stawiając je ponad prawem z czego nie omieszkało skwapliwie korzystać.
Jedno z największych i najbezczelniejszych oszustw w historii - tzw. Dar Konstantyna pokazuje zarówno te metody jak i zupełny brak moralności papiestwa.
No - ale to przecież nieważne. Zamknięte oczęta i rozumy ludzi nie pozwalają na to, by wyciągnąć oczywiste wnioski i wykluczają możliwość odszukania bijących wręcz w oczy analogii; stąd też na salonie (a przecież nie tylko tutaj) tylu ludzi opowiadających o patriotyxmie PiSu i jego liderów, o liberalixmie PO i paru tam innych rzeczach - głęboko tkwiące w ich kieszeniach łapki rządzących szajek pomijają a oczywiste kłamstwa traktują jako prawdy objawione..
Chwila - choćby krótka - poświęcona na refleksję mogłaby zburzyć tak ładnie i pracowicie poukładany w głowach porządek świata a co najgorsze, owe wnioski zmusiły by do przyznania się (przed sobą!!!) do naiwności.
To już lepiej niech się ten świat zawali, nie?
ps.
Powyższe nie pretenduje do miana szczegółowego opracowania i stanowi jedynie szkielet problemu i pokazuje jedynie jego zarys; poblemu jakim jest zarówno szalbierstwo i bezwzględność przypisane politykom (bez względu na ich służbową odzież) jak i ślepota i bezrozumne unikanie myślenia ludzi en mass
.


Komentarze
Pokaż komentarze