Światli ludzie, nafaszerowani dobrymi chęciami po dziurki w nosie jakieś dwieście lat temu doszli do wniosku, że skoro polityczne decyzje dotykają ogółu to im większa część tego ogółu zacznie się zajmować "polityką" - tym bardziej zwiekszy się ich "świadomość" a przez to i wpływ na "politykę".
Jestem nadzwyczaj uprzejmy zakładając dobre chęci, jednak kiedy owi światli ludzie zyskali możliwość dotarcia z tą bzdurą do całkiem sporej dzięki powszechności czytania części społeczeństw - zasypali świat wezwaniami do "zajmowania się polityką".
No i niestey udało się... "polityką" zajmują się wszyscy, wszyscy się na polityce znają i w ogóle - siłą chyba rozpędu - wszystko jest polityką.
Nieco to dziwne, bo kiedy popatrzeć na działania polskich "polityków" - polityki w tym niewiele albo zgoła wcale.
Zajmują się budową dróg (hm..) tym co ludzie mogą jeść i jak sobie układać życie ale polityki w tym przecież za grosz.
I ja właśnie o tym - nie o polityce czyli sztuce z definicji będącej domeną państw a mającą na celu zdobycie czy utrzymania dominacji i wpływów, nawet nie o tym, że wewnątrz kraju panowie politycy nic o polityce nie wiedzą i partyjne działania nakierowane są wyłącznie na osiągnięcie statusu TKM.
Ja o tym, że polityką w Polsce - a i w Europie, nie oszukujmy się - jest tak istotna kwestia, jak to, kto z kim śpi.
Jestem na tyle stary, by pamiętać, że za pierwszej komuny w Polsce KWESTIĄ POLITYCZNĄ było wszystko - i ilość mięsa zżeranego przez ludziów i zaopatrzenie tych ludziów w papier toaletowy. Sprawą polityczną było czy towarzysz sekretarz ma udane życie seksualne a już na pewno polityczne było to, że pan Kazio co ma warzywniak nabył sobie "prawie nowe" dwunastoletnie, ZACHODNIE auto.
Kiedy wówczas rozmawiałem z ludźmi - oczywiście nie z takimi ludźmi, co to z nimi "warto rozmawiać" a z ludźmi chodzącymi po ulicach, pracującymi w jakichś manufakturach i nie mających ambicji stania się autorytetem moralnym a nawet nie bardzo wiedzących, że takie autorytety są w życiu niezbędne - dochodziliśmy niemal zawsze do kilku oczywistych dla każdego wniosków.
Że ale panie w tej komunie to syf.
Że "na Zachodzie" to można się za pensję utrzymać na przyzwoitym poziomie.
Że "u nas" to ta francowata partia wtyka nos we wszystko i zamiast robić coś sensownego (czego robić jej nie było wolno - dokładnie jak teraz) zawracają ludziom dupę głupotami.
Że nikogo tam nie obchodzi (a skąd mogliśmy wiedzieć co tam kogo obchodzi?) jakaś polityka - każdy patrzy czy ma coś w garnku, czy będzie go stać na wczasy i czy dzieciom zapewni to czy owo.
Kogo obchodzi polityka? - Niech zajmują się nią politycy a ludzie chcą se spokojnie żyć w taki sposób, żeby im się nikt w to życie nie wpie... wtrącał.
Zapewniam was - tak myśleli (niemal) wszyscy - chcę żyć, chcę normalnie pracować te swoje osiem godzin i żeby za to mógł żyć jak człowiek z rodziną a nie mieć dzięki temu bazę do szukania dodatkowej pracy.
Chcę po pracy mieć możliwość wypicia piwa, zajęcia się jakimś hobby a nawet - szok! - pewnie zająłbym się działaniem na rzecz społeczności lokalnej w której żyję - ulicy, wsi, miasta.
Żyć - a nie rozwiązywać ważkie problemy polityczne mające wyraz z kilkugodzinnym ganianiu po mieście w poszukiwaniu papieru toaletowego.
Żyć - a nie szukać, gdzie by to kilka dodatkowych groszy zarobić, bo dzieciak się domaga magnetofonu
Pozwoliliśmy wcisnąć sobie fałszywy paradygmat: oparty w dodatku na dość niskich instynktach:
Oto bowiem to, że możemy się dowiedzieć o tym, co też łaskawie wobec nas planują dzierżawiący nas "politycy" i wolność obrzucenia tego grubymi nawet słowy wzięliśmy za możliwość wywarcia wpływu na nich.
Staliśmy się "ważni".
Co więcej - pozwalamy jak dzieci wodzić się za nosy rzucając się na każdą większą i mniejszą bzdurę jaką raczą nam objawić sprzedajne media - począwszy od tego, że pan X z partii Y upił się sklął dziwkę w agencji poprzez to, że pan poseł Z z partii Q wziął kilkaset tysięcy złotych łapówki aż po "zdrady", "zamachy" i tym podobne bzdury.
Pyskujemy tocząc zażarte boje - kto ma rację a tymaczesem w istocie - ŻADNA z "wojujących stron" nie ma racji - bo bez względu na zasadność stawianych zarzutów - ci ludzie nie działają w naszym interesie a wyłącznie w swoim własnym. I nie jest ważne czym ten interes jest motywowany - jedyną racją istnienia "poityków" jedyym uzasadnieniem ich bytu jest praca na rzecz nas wszystkich - oni są najmniej ważni.
Nas mają niemal za nic - jesteśmy tylko ręcznie sterowanymi uczestnikami życia fiskalnego i w istocie tłuszczą legitymizującą ich "rządzenie".
Nie ma "akcji", nie ma protestów ni powszechnego oburzenia z powodu grabieży ludzi za pośrednictwem wysokich, obowiazkowych i trwonionych ubezpieczeń społecznych - daliśmy się wciagać w pyskówki, kto zrobowanymi nam pieniędzmi ma zarządzać ZUS czy OFE.
Nie było nawet cienia duskusji o tym, czy Polska może być państwem suwerennym - daliśmy się wpędzić w alternatywę - UE lub ZBiR czyli "pozwolono" nam wybrać, kto nas będzie tresował.
Co kilka lat media pełne są głupawych spotów wyborczych i ludzka uwaga skupia się na nich przy pełnej świadomości tego że to szopka i że ordynacja wyborcza skonstruowana jest tak, żeby petryfikować obecny rządzący układ niemal uniemożliwając do niego dostęp ludziom "z zewnątrz" - czyli nam wszyskim.
Mało kto na to narzeka - wolimy skupiać się na tym, który z wodzów ma brzydszą żonę.
Rozstrząsamy czy samolot był gówniany, czy kontroler był bardziej pijany niż jakiś genarał czy i w jakiej mierze zafałszowany jest ten czy ów raport - starannie się w Polakach podtrzymuje podział między tymi, którzy uważają, że coś tam było "nie tak" a tymi, którzy twierdzą, że jest "wszytko ok".
A tymczasem problem tkwi w tym, że wina za tę katastrofę ciąży na wszystkich po kolei "politykach" ostatniego dwudziestolecia - w tym i na samych ofiarach.
Bo to oni - WSZYSCY ! - z czysto PRowskich względów odkładali kupno nowych samolotów i to oni starannie kultywowali spychologiczny styl rządzenia.
A to, z czym mamy do czynienia teraz - to KONSEKWENCJE ich dwudziestoletnich rządów.
Nie zajmujemy się NASZYMI sprawami a jedynie kibicujemy szarpaninie ludzi, którzy urządzają nam igrzyska i dostarczają podniet tylko i wyłącznie w celu odwrócenia naszej uwagi od tego, że coraz głębiej grzebią w naszych kieszeniech i coraz bardziej skracają łańcuch na jakim nas trzymają.
Uwierzyliśmy, że "wszystko jest polityką" - nawet i to, jak powinien wyglądać kubeł na śmieci
ps.
Użycie przeze mnie liczby mnogiej jest zabiegiem celowym i w żadnym wypadku nie należy rozumieć przez to tego, że zaliczam się do grona "my".
Tak nie jest :)


Komentarze
Pokaż komentarze (5)