Pod poprzednią notką pan MAREK.W zechciał zauważyć, że nie należy traktować urzedników państwowych jako szajki złoczyńców działających w zmowie w celu utrudnienia nam życia.
Jednak - nawet wbrew ich chęci czy nawet wiedzy - tak jest.
Na przykładzie:
Nikt bez poważnej dysfunkcji mózgu nie może się upierać, że ZUS jest
a) instytucją działającą w interesie nas wszystkich i
b) że wszyscy bez wyjątku jego pracownicy to jeden w drugiego złodzieje.
Całą tę instytucję po opracowaniu dość zresztą banalnego planu wywiązania się przez państwo ze zobowiązań z tytułu istnienia tego tworu należałoby zbombardować, zgliszcza podpalić, potem to zaorać i teren (również prawny) jaki zajmowała posypać solą.
Jest to bowiem w istocie "urządzenie" które:
- wydziera ludziom ich ciężko zarobione pieniędze pod oszukańczym pretekstem zapewnienia im w zamian czegoś tam.
- generuje gigantyczne straty - pokrywane przez nas wszystkich
- służy utrzymaniu kilkudziesięciotysięcznej armii ludzi tam zatrudnionych, ludzi nie WYTWARZAJĄCYCH NICZEGO a więc będących w istocie klientelą państwa.
- służy uzależnieniu ludzi od państwa
I tyle - to wysoce złośliwa tkanka rakowa i każde, najbardziej nawet brutalne działanie skierowane przeciw niej jest w pełni uzasadnione.
Z calą pewnością pracują tam ludzie uczciwi, ciężko pracujący i starający się najlepiej jak potrafią robić to co robią, pełni zaangażowania i tak dalej - przygiatającej większości z nich do głowy nie przyjdzie nawet, że w istocie pracują w organizacji przestępczej. Ba! - są zapewne przekonani, że robią coś pozytecznego i potrzebnego...
Ale trzeba sobie zdać sprawę z tego, że gdyby nawet oni wszyscy pracowali najciężej jak tylko potrafią, postępując w każdym szczególe zgodnie z nakazami prawa - w niczym, ani na jotę nie zmieni to bandyckiego charakteru samej instytucji i nie zmieni przecież celu jej istnienia.
Bo przypomnę - każdy zatrudniony w Polsce czowiek MA OBOWIĄZEK wpłacać niemałe pieniądze na konta tej mafii w zamian za obietnicę, że w przyszłości BYĆ MOŻE w zamian za swoje pieniądze coś otrzyma.
Co więcej - na co nikt nie chce zwrócić uwagi - z budżetu państwa (czyli przecież z naszych pieniędzy) ZUS dofinansowywany jest niebagatelną kwotą coś 15 mld złotych, nasza ściepa więc na tę szajkę jest jeszcze większa.
I co dość istotne - paraliżuje ZUS i to dość skutecznie na najniższym poziomie ludzką przedsiębiorczość a więc i rozwój całego kraju.
A - czy to się komu podoba czy nie - ZUS i w ogóle szerzej - tzw. ubezpieczenia społeczne to kwestia POLITYCZNA jak najbardziej, leżąca całkowicie w gestii panów polityków i zupełnie od nich zależna.
Sama zresztą idea "ubezpieczeń społecznych" mimo ujmującego opakowania "troski o byt ludzi" powstała z czystej potrzeby pieniędzy jaką w pewnym momencie odczuwał pan Bismarck, który jako pierwszy to ustrojstwo przymusowo wprowadził
Poza wszystkim - ta oszukańcza idea bazuje na realiach XVIII- a w najlepszym razie XIX wiecznych.
Mamy - co wartro zauważyć - wiek XXI i warunki, otoczenie i możliwści są teraz "nieco" inne.
Tylko granie na irracjonalnym ludzkim strachu i karmienie społeczeństw nieustannymi oszustwami umożliwia funkcjonowanie pozbawionej rzeczywistych podstaw i od poczatku oszukańczej idei "ubezpieczeń społecznych".
Reasumując: państwo (czyli politycy, prawda?) "zajmuje się" rzeczami którymi zajmować się w ogóle nie powinno.
I choć nie da się pominąć tego, że taka omnipotencja czyli wciskanie się państwa/polityków w każdą dziedzinę życia to nic innego jak totalitaryzm to ze względów czysto utylitarnych jest to szkodliwe.
Z trzech powodów - po pierwsze mnogość obszarów działalności wymusza gwałtowny wzrost "zatrudnionych" ludzi (piszę w cudzysłowiu bo ich funkcjonowanie kosztuje i to niemało a niczego przecież nie wytwarzają, nawet nie świadczą żadnych usług), po drugie - efektywność "państwowego" w kazdej dziedzinie jest o co najmniej 40% niższa niż kiedy zajmują się tym sami zainteresowani i po trzecie wreszcie - nie ma, nie było i nigdy nie będzie człowieka na ziemi który byłby w stanie ogarnąć całość działań molocha zajmujacego się WSZYSTKIM, mowy więc z definicji nie ma bo i być nie może o sprawnym zarządzaniu państwem.
Bo wbrew temu co podaje się do wierzenia - zarządzanie to podejmowanie decyzji a decyzja to domena jednostki a nie kolektywu i z możliwości podejmowania decyzji płynie odpowiedzialność (szczegółem jest teraz wobec kogo).
I wreszcie - co już wynika z ludzkiej natury w której jest tendencja do "grabienia do siebie" - o ile niewielki rząd da się z wielkim tylko trudem utrzymać w ryzach, to już rząd rozdęty - NIE.
Przecież tak naprawdę w Polsce (i pewnie gdzie indziej również) już nie tylko nie wie prawica co robi lewica ale nikt nie panuje nad ruchami palców. Nawet u nóg.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)