Nie mogę wyjść z podziwu nad naiwnością komentatorów zachwycających się "rewolucjami" w Afryce Północnej.
Że to panie dzieju "skrzyknęli się" na facebooku", wyszli na ulicę i pokojwo (w Libii cosik nie wyszło) przjęli władzę odsuwając znienawidzonych dyktatorów.
Co prawda wszyscy na wyprzódki zapewniają, że gardzą "faktami" podawanymi im do wierzenia przez mainstreamowe media, ale czemuś łykają wszystko jak leci.
Kto się "skrzyknął"? Jak? Co? Gdzie?
Spróbujcie no "skrzyknąć" na fejsbuku choć z pięć tysięcy ludzi - zobaczycie jak wam się to uda. A do "wyjścia na ulice" to co najwyżej da się namówić kilkunastu znajomych.
Po to, żeby pójść na piwo.
A wystarczy sekundę pomyśleć - w Egipcie kto taki przejął władzę po imć panu Mubaraku?
Wicepremier jego rządu i MINISTER OBRONY NARODOWEJ.
W Tunezji władzę objął dotychczasowy premier, w Libii - na początku na czele "rewolty" stanął również minister któregoś z siłowych resortów a teraz nie spsób się dowiedzieć kto jest liderem tego bajzlu.
"Dziwnie" to tajemnicze ale dla każdego, kto wierzy, że można prowadzić nieskuteczną nawet walkę przeciw jakiejkolwiek armii bez jakiegokolwiek dowódzctwa - jak ma to miejsce w Libii - mam ciekawą proppozycję na zakończenie notki.
Się wszystko robi jak widać samo - co powinno cieszyć i dać zarazem do myślenia wszystkim negującym wpływy sił wyższych na zdarzenia na świecie.
Dziwnie współgrają te rewolucje z ambicjami pewnego dość dużego europejskiego państwa, które jakoś nieco ostatnimi laty straciło na znaczeniu w Unii, dobrodziejce naszej.
No nic - przejdźmy do wspomnianej propozycji.
Mam otóż do odstąpienia niedrogo coś, co jest znakomitą lokatą kapitału.
Mimo szczerej niechęci do pozbycie się tego - okoliczności nie pozostawiają mi niestety wyboru.
Poniżej zdjęcie:

TANIO!!!


Komentarze
Pokaż komentarze (5)