Leszek. Leszek.
369
BLOG

Niech żyją spin doktorzy !

Leszek. Leszek. Polityka Obserwuj notkę 4

W Hameryce jest tak:
Pan zabiegający o wybór na obieralne stanowisko (jeśli nie jest kompletnym dyletantem) najmuje sobie kogoś, kto mówi mu CO, JAK i KIEDY ma do ludzi mówić.
Rzecz jasna - w ramach programu jaki tam se kandydat ułożył i w zgodzie z "poetyką" kampanijną ale najgłupszemu nawet kandydatowi do głowy nie przyjdzie kopać się z koniem i starać się własnym pomysłem trafić zarówno do biznesu, do "budżetówki" (w tym tych, którzy tylko z budżetu żyją), klasy średniej i "przeciętnych wyborców".
Się nie da - nikt nie jest omnibusem i nie po to poza wszystkim się spin doktorów zatrudnia.
Spin doktor wykona swoją pracę dobrze albo źle, kandydat dotrze do świadomości ludzi albo go oleją, program znajdzie zrozumienie albo zostanie odrzucony - to rzecz odrębna, istotne jest to, że nikt poważny nawet nie pomyśli o tym, by na spotkaniu z dowolną grupą potencjalnych wyborców wychylać się z rzeczami, które ich być może w ogóle nie interesują bo o tym, by kogokolwiek do siebie swoim wystąpieniem zniechęcić mowy nie ma.
Ale to w Hameryce - lud tam jak wiadomo w porównaniu z Jewropejczykami durny jest i prosty i trzeba to, co się ma do powiedzenia dostosowywać do jego poziomu. 
Przy tym - co też jest objawem amerykańskiego prostactwa - nikomu tam do głowy nie przyjdzie upatrywać w byle spin doktorku kogoś wpływowego tylko dlatego, że kandydat "gada jak ten mu każe".
W Polsce - a jak wiadomo Polacy Mesjaszem narodów - jest inaczej.
Spin doktor to persona potencjalnie bardzo ważna, wszak kandydat "gada jak ten mu każe".
A że i sami kandydaci - świadomie czy nie - czują strach przed wyhodowaniem konkurenta to i zdają się na własny pomyślunek przy wygłaszaniu swoich tyrad.
Choć oczywiście paranoja w jakiej żyją co poniektórzy i przekonanie o własnej wielkości swoje też robią.
I skutki są, jakie są, szczególnie, gdy poglądy kandydata oparte na dziwacznych założeniach.
Oto ostatnio Kaczyński Jarosław zapodał ludowi, że "śląskość to zakamuflowana opcja niemiecka".
Poleciał myślowym skrótem - mimo całej mojej niechęci do Wodza nie podejrzewam go o tak aż wielką ignorancję, by wierzył w to, co mówi.
Muszą teraz partyjni kamraci tłumaczyć co właściwie miał na myśli, prości zaś prowodzowscy blogerzy po raz kolejny ośmieszają się bredząc duby smalone mające jakoś Kaczyńskiego Jarosława wybielić.
Jak napisałem - poleciał Wódz skrótem (o którym za chwilę) co w żaden sposób go nie usprawiedliwia a jedynie tłumaczy, ale pogrąża go w oczach ludzi, którzy mieli jeszcze jakieś co niego złudzenia.
Skrót polegał na tym, że jest prawdą to, że istnieje i to wcale niemała grupa ludzi na Śląsku przekonanych o tym, że są Ślązakami a nie Polakami i wcale nie ukrywających tego, że cieszyłoby ich poddanie Śląska Niemcom.
Ale też - wcale "śląskości" tym Ślązakom nie ujmując - nie jest to opinia wszystkich Ślązaków, nawet i tych, którzy głośno mówią, że są Ślązakami a z Polską to ich wiąże jedynie obywatelstwo.
Gwoli ścisłości - tych "śląskich" Ślązaków jest mniej niż można by się spodziewać, ale to nie o to chodzi.
Chodzi bowiem o to, że zdecydowanej większości w żaden sposób nie można przypisać proniemieckich sympatii, równie wielka liczba jest wręcz obojętna wobec tego, dość dętego zresztą problemu i całkkiem niemało jest i takich, co to co prawda godoją, że "jo się czuja Ślązok a nie Polok" ale "Niemca" nie lubią jak nie przymierzając sam Kaczyński Jarosław.
Tyle że "zakamuflowana w śląskości opcja niemiecka” jest najbardziej hałaśliwa, bo z tego akurat żyją.
Wódz - który zapewne w życiu na Śląsku nie był jako człowiek, co najwyżej jako WÓDZ a
Ślązak to co najwyżej kojarzy mu się jako gość w czarnym mundurku i w dziwnej czapce
z kogucimi piórami -
dał się zarówno ponieść swojej antyniemieckiej fobii jak i podszeptom niewidzialnego jakiegoś przyjaciela, który opowiada mu jak rzeczywistość w Polsce, w tym i na Śląsku wygląda.
Czy to ten sam niewidzialny przyjaciel, który nakłonił go do zajechania pod sklepik kolumną limuzyn? - pewnie nie, tu już bardziej pasuje ten z tyłu wodzowskiej głowy, ten sam, który każe mu pleść o "gospodarczym patriotyzmie", NARODZIE (bez pojęcia co to właściwie znaczy) czy państwa, które wedle imaginacji Wodza jest bytem samoistnym i nadrzędnym wobec wszystkiego.
Mniejsza już z tym, jak wyobraża sobie państwo, życie i inne rzeczy Kaczyński Jarosław, ale jego ostatni blamaż pokazuje dość wyraźnie, że bez kogoś, kto każe powie CO, JAK i DO KOGO gadać (a już szczgólnie - godoć) tzw życie publiczne w Polsce musi obracać w oparach urojeń panów polityków.
 

Leszek.
O mnie Leszek.

Osobnicy o inteligencji niższej lub równej inteligencji owczarka niemieckiego, trolle a także gawędziarze nie potrafiący rozpoznać meritum notki na tym blogu banowani są niezwłocznie i z przyjemnością.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka