No i odbył się Kongres Nowej Prawicy co samo w sobie jest już sporym sukcesem.
Zjawiło się ok 1500 końgresmenów zwiezionych z "całej Polski" co sukcesem jest już nieco mniejszym, szczególnie że podróże fundował tajemniczy jakowyś sponsor imprezy.
Prelegenci mający przemawiać na Kongresie nie zawiedli z wyjątkiem pana Roberta Gwiazdowskiego, wobec którego podstęp mający go do Sali Kongresowej zwabić nie zadziałał.
Co prawda pan JKM tłumacząc nieobecność pana Gwiazdowskiego mija się nieco z prawdą jak zwykle i to dość nieudolnie ale widać takie już u pana prezesa jest pojmowanie prawicy i zasad, o których z takim ogniem od lat opowiada.
Mówi się trudno.
Pozostali preleganeci jednak się stawili i pan Adam Woch mógł ogłosić jego rozpoczęcie z lekka tylko zacinając się przy czytaniu z kartki.
Jak się okazało - nowość Nowej Prawicy na tym polega, że jest nowa, a szczegóły to już jak tam kto chce.
Prelegenci jako się rzekło stanęli na wysokosci zadania bo na Kongres przybyli ale że nikt im nie przygotował tego co mieli powiedzieć, to mówili co tam który uważał za słuszne.
Pan Szeremietiew poleciał kombatanctwem czytając o tym nie wiem czemu z kartki co się zresztą srogo zemściło kiedy po jego dramatycznym - a w zamyśle retorycznym - pytaniu o "moralność Rzeczpospolitej" (?) i o ideę jaka leżeć winna u podstaw konstrukcji państwa ("Gdzie ona jest???") z sali padło w odpowiedzi gromkie "TUTAJ" pogubił się bo widocznie gdzieś tam indziej upatruje jej siedliska i musiał na szybko opuścić kilka akapitów z karteczki i zakończyć wypowiedź dekalogiem pani Kossak-Szulskiej który to dekalog zapewne wywołałby wielokrotny orgazm na zlocie PiSu ale na Kogresie Nowej Prawicy już raczej nie, co zresztą dość dobrze o końgresmenach świadczy.
Pan Ziemkiewicz wygłosił kilka okrągłych zdań, zapewne ważnych ale niestety nie pamiętam czego dotyczyły.
Niestety nie wyjaśnił związku jaki widzi między prawicą (niechby i Nową) a tym, że według niego JKM jest, cyt: błaznem, celebrytą raczej niż politykiem i wyrządza więcej szkód kolibrowi niż ktokolwiek inny..
Choć może być, że dla Ziemkiewicza jest to tożsame w czym skłonny jestem przyznać mu rację.
Pan Michalkiewicz jak zwykle (choć też rutynowo) celnie zdiagnozował komunizm i to, że przepoczwarza się on nieustannie i trwa wbrew zapewnieniom płynącym z telewizora.
Profesor Rybiński ze swadą i dowcipem powtórzył kilka banałów, ale nie zdradził jak tam biegnie sprawa złożenia pozwu zbiorowego.
Inny, tym razem już jawny członek PJN (wychodzi więc na to, że zgodnie ze słowami JKMa PJN jest prawicą prawicową jak najbardziej), pan Sośnierz pożalił się na ciężką dolę posłów:
"W tym ADHD administracyjnym nie da się połapać. Tego ludzki rozum, rozum posła nie pojmie, ile my tam rzeczy uchwalamy. Nawet nie wiemy, co uchwalamy. Nie dalej jak wczoraj dowiedziałem się, że uchwaliliśmy coś, co gdybyśmy wiedzieli, co uchwalamy, bylibyśmy przeciwni. Ale jest taki natłok, że nawet praca 24 godz. na dobę nie wystarczyłaby, żeby to wszystko przeczytać"
Co gdyby nie było przerażające - byłoby śmieszne acz nowością żadną nie jest.
(W każdym razie cieszmy się, że są jeszcze posłowie w naszym Sejmie, którzy potrafią otwarcie opowiedzieć, że na co dzień w poselskiej "pracy" zachowują się jak idioci)
Na szczęście nie wiem co tam (i czy w ogóle) powiedział pan Wielomski... :)
W każdym razie prelegenci dość zgodnie uznali, że źle się dzieje w państwie polskim.
Z czym wypada się zgodzić.
No i last but not the least - w roli Mesjasza... Janusz Korwin-Mikke.
Nie zapomniał poczciwy pan prezes o wspomnieniu Hitlera, "którego nie cierpię ale który jednak nieco mniej Polaków okradał", znalazło się też miejsce dla "Dobry czerwony to martwy czerwony" i nie omieszkał wspomnieć z pewną nostalgią JKM o tym, słusznie komunardów rozstrzeliwano i że "jesteśmy potomkami tych, którzy tę hołotę (czyli czerwonych) rozstrzeliwali", wspomniał też o kobietach i ich dziwacznych pretensjach do równouprawnienia co jako fundament Nowej Prawicy jest przecież jak najbardziej ok.
Podobnie zresztą jak i to, że nikt tam słowem się nie zająknął o tym, czemu ten Kongres ma właściwie służyć.
Później mówił JKM nawet i rozsądnie o wolności i sprawiedliwości, ale początek wysotąpienia dowodzi że już tam JKM wie najlepiej jak się strzela we własne stopy i że zadanie jakie przed nim stoi pozostaje niezmienne. Skupić co bardziej radykalnie nastawionych a niezadowolonych z rzeczywistości ludzi wokół siebie, nie dopuścić do wyłonienia się jakiegoś wyrazistego lidera (prócz niego oczywiście) i dbać, by ruch koliberalny a szerzej - wolnościowy w Polsce kojarzony był z nim - z panem bredzącym o strzelaniu i zamykaniu do więzień, miotającym obelgi i pogróżki.
To gwarantuje, że nie da się zdobyć większego niż 3% poparcia a zawsze w razie takiego niebezpieczeństwa w odwodzie pozostaje sporo panajanuszowych kwiatków.
Dość to smutne, ale są dwa optymistyczne akcenty tego wydarzenia.
Samo to, że znalazł się sponsor takiej imprezy świadczy o tym, że rzeczywiście rządząca Polską sitwa zaczyna dostrzegać, że ludzie mają dość tego bajzlu i robi się coraz więcej, by nastroje jakoś bezpiecznie skanalizować.
I druga rzecz napawająca optymizmem: Pan Janusz Korwin-Mikke ma już lat siedemdziesiąt i coraz częściej zapada w czasie spotkań w słodką drzemkę.
I w tym cała nadzieja.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)