ladynoprofit ladynoprofit
294
BLOG

Koniak w Dolinie...

ladynoprofit ladynoprofit Polityka Obserwuj notkę 6

Wypijanie, trawienie procentów zostawiam innym.

Od zawsze interesują mnie postawy. I nie grup - ale podmiotowy skan.

Aksjologiczne kombajny typu: wy, my, oni - wszystko mielą i wiążą w snopki jedynie... uprzedzeń. Natomiast zdecydowanie pomijają człowieka jako człowieka.

Jest coś takiego jak  Ślepota pozauwagowa.  Polega ona na tym, że jeśli jakiś bodziec wzrokowy bardzo mocno pochłania naszą uwagę,to nie jesteśmy wrażliwi na nowe, czasem nawet bardzo wyraziste bodźce pojawiające się w polu widzenia.

Badanie Jamesa MacDonalda i Nilli Lavie, opublikowane w sierpniowym wydaniu „Attention, Perception &Psychophysics”, dowodzi, że ten efekt przenosi się również na inne modalności zmysłowe.

W eksperymencie badacze poprosili uczestników o porównywanie długości ramion krzyża prezentowanego naekranie, a jednocześnie co jakiś czas emitowali przez słuchawki dźwięki. Osiemdziesiąt procent uczestników nieusłyszało nic!

Jest taki jeden myk.

Zawsze gdy czekał mnie zakup - czy to nowej torebki, butów, prezentu dla kogoś - nagle wszędzie widziałam torebki, buty etc. Ukierunowane postrzeganie. Chwilowe - reaktywne - mijające w chwili zakupu.

W 1 fazie zakochania - nie tylko 90% myśli dotyczy osoby kochanej, ale wszędzie ją "widzimy".

Pozytywne emocje potrafią zmniejszyć skalę realnego bólu - choćby zęba.

Stres intensyfikuje niemiłe doznania.

Niedawno pisałam o osóbce - która, jak poczciwy Reksio w czołówce - na nielubianych blogach stawiała pięczeć z hasłem strach.

Nagminnie, wręcz neurastecznicznie - z profetycznym - w poniedziałek to ty doswiadczysz dzień świra.

Wczoraj ktoś upomina się o namiastkę kultury osobistej - answer, że ma gdzieś kulturę osobistą.

Nie wiem co wnoszą takie terminy jak: polactwo, zdrajcy, bydło...

Ale wiem, co mówią o autorach wpisów z takim słownictwem.

Jeśli do tego wie się, że dla tych osób Dekalog ma ogromne znaczenie - pytam się: w którym miejscu?

Inna odsłona: dotąd jawiąca się jako efemeryczna, subtelna blogerka - dziś jakiś amok i jedynie von  - wobec gości bloga.

Z wynikami wyborów mogło być różnie.

Ale to jest tylko polityka.

Doskonale rozumiem rozczarowanie - ale czy musi ono wydobywać najniższe instynkty, odczłowieczać?

Trafiłam też na jawne złorzeczenie - by komuś w życiu się wywaliło, czy to z pracą, czy tak w ogóle.

I ta sama osoba z "czystym sumieniem" przystąpi za chwilę do Stołu Pańskiego.

Obca mi też jest chora satysfakcja nad przegranymi.

Pozdrawiam - niestety - niewielką grupę tych blogerów na salonie, którzy niezależnie od tego czy zaliczyli wygraną czy przegraną - zredagowali wyważone teksty - bez kamieni i bez orgazmów.

Jednak największy szok postlekturowy dopadł mnie przy męskim nicku - który w swych wypowiedziach nigdy nie otarł się o skrajne emocje. Widziałam zawsze w literach, analizach zdrowy dystans, racjonalizacje, taktowne pytania, próby stawiania odpowiedzi. Nigdy z przerysowaniem czy odlotem.

Uderzyła mnie naiwność, którą zresztą wytknęli także sympatycy autora.

Mężczyzna świetnie osadzony w życiu, sprawny ekonomicznie - a tu przywiódł skojarzenie z panną na wydaniu - która ma kilku fatygantów i cała w chaosie emocji, na którego postawić.

Przy tej skali wahania - gdzie zdrowe wątpliwości zawsze są walorem - manifestuje się jedna prawda - żadnego z adoratorów nie kocha.

Polityka to nie kochanek - choć w wielu wypadkach intensyfikacja emocji jest analogiczna.

Kiedy patrzę na postawę - nie interesuje mnie sympatia polityczna, ale wyrazistość. Gdzie mylą się ci, którzy widzą wyrazistość w chamstwie.

Nawet zadając pytania można to czynić w sposób wyrazisty lub rozmazany.

Jakiś czas temu byłam na sesji naukowej ze swoim referatem.

Otoczenie piękne, góry pod kołdrą skrzącego się śniegu.

Prawie tydzień dyskursu naukowego, ale i towarzyskich biesiad.

Zalogowani byliśmy na szczycie jakiejś tam góry.

I pewnego wieczora jeden z naukowców zaprosił mnie na koniak w knajpie, w dolinie...małej miejscowości.

Znaliśmy się z uczelni, z poprzednich sesji wyjazdowych.

On bardzo znany w skali kraju - miał cykl programów w TV.

Sporo starszy ode mnie - ale szybko przeszliśmy na ty, też dlatego że cudownie nam się rozmawialo na każdy temat.

W dolinie czas słodko minął - spotkaliśmy też innych uczestników sesji i czas wracać do miejsca noclegu.

Już mówimy sobie dobranoc - gdy pada wiadoma propozycja z jego strony.

Najdelikatniej jak potrafiłam - odmówiłam.

Ktoś powie idiotka - tym bardziej, że padło ogrzewanie i ostatecznie spałam w futrze, bo w pokoju minusowa temperatura.

Seks zawsze rozgrzewa...

Ale też nigdy nie sprowadzam go do funkcji kaloryfera.

Dlaczego ta dygresja?

Otóż - pomimo odtrącenia - człowiek ten potrafił wznieść się ponad urażone ego - wygłosić publicznie przy gremium profesorskich głów - że mam jeden z lepszych referatów.

Przy innej okazji - w jego wstępie do edycji zbiorowej -  wyróżnił mój tekst.

Ktoś powie, że nie ma tu przełożenia sytuacji z gór z reakcjami postwyborczmi.

Ja powiem: jest tu wspólny mianownik.

Nie walmy w siebie nawzajem.

Nie zachowujmy się jak w cyklu... któryś tam pasażer Nostromo - gdzie z trzewii wykluwały się potworki.

Żal, rozczarowanie - niech sie dokonają - ale to nie wymaga walenia w drugiego człowieka. Stawiania pokręconcyh diagnoz wobec takich czy innych grup społeczeństwa.

Histeria, agresja zawsze uniewiarygodniają rdzeń preferencji.

A deprecjonowanie bliźnich, to zawsze efekt braku wiary we własne poglądy.



 

Zakochana w suwerenności. Smakoszka autentyzmu. Ze słabością do erekcji intelektu. ministat liczniki.org

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka