Lagriffe Lagriffe
35
BLOG

Twarze niczyje

Lagriffe Lagriffe Kultura Obserwuj notkę 0

Poszedłem dziś do delikatesów po ryż dla psa. Żona mi kazała - wiadomo: pecking order. Najpierw pies, potem ja, przed tem po drodze gdzieś dzieci.  I w tych delikatesach zobaczyłem ścianę pism kobiecych.  Tak na oko około 40 pism a na każdym wielka, uśmiechnięta, wystylizowana twarz. 

 

Twarz gwiazdy. 

No przecież gdyby taka osoba gwiazdą nie była, to nikt by jej na okładkę nie pchał.  A czy potrafię te twarze rozpoznać?  A powinienem, bo mój zawód łączy się czasami z ich profesją.  Niektóre tak, poznałem, widziałem w teatrze. Kilka innych widziałem w telewizji w jakimś filmie. 

Ale reszta? Nie mam pojęcia. Ale ludzie wiedzą. No muszą wiedzieć, w końcu to kupują. A może wiedzą to z tych pism a nie z dokonań artystycznych lub zawodowych owych gwiazd?  

 

A może  te pisma same nakręcają tę koniunkturę razem ze stacjami telewizyjnymi, którym popularność najróżniejszych, tfu, CELEBRYTEK i ÓW tylko zwiększa oglądalność. Czyli samonapędzająca się maszyna prymitywu. 

 

No i kto kupuje te pisma? Zdaje się, że chyba wszyscy. Dziś treścią części internetu (Onet - Buty Arletty C. hit czy kit?) i świata pism stały się właśnie żywoty osób. Czasem swawolnych, czasem żałosnych. I co ciekawe, niektóre media zamieszczają najchętniej obrzydliwe zdjęcia nieumalowanych akurat starletek po przepiciu.  

 

Czasem wpadają mi te pisma w ręce u fryzjera. Interesujące, jak krótki jest żywot owych gwiazd. Efemerydy normalnie. Zależące kompletnie od czyjegoś widzimisię.  A może jednak nie. Trafia na okładkę osoba, która za chwilę będzie, lub właśnie się pojawia, w jakimś programie lub serialu. A może to ktoś znajomy, komu kariera lekko przysiadła i trzeba osobę wspomóc? 

 

Czy ktoś stroniący od paparazzi może zrobić karierę? Czy ktoś, kto nie chce udzielać kretyńskich wywiadów o swoich depresjach, kochankach, pieseczku czy ulubionym budyniu ma szanse na zaistnienie w mediach?  Trudna sprawa.  Dla marketingu liczy się przecież głównie to, czy  gwiazda pojawia się w pudelku, koteczku, widelcu, kiełbasce...

 

I czy możemy się dziwić, że potem piszemy  o wychowywaniu widza kretyna, o stopniowym zaniku czytelnictwa  książek. No bo co po lekturze takich pism może zainteresować dzisiejszego czytelnika? Książka bez zdjęć? I bez krzyżowki, którą każdy ćwierćinteligent pracujący z zamkniętymi oczami rozwiąże?  

 

No dobrze, ale jednak biorą teksty pisane do rąk. Może to przynajmniej się liczy? Przypomniam określenie Wacława Sadkowskiego - Książka Trująca. To są zdecydowanie trujące wydawnictwa.  Prowokują do myślenia o najpłytszych, prymitywnych pragnieniach, pieniądzach, skupianiu się na własnej przyjemności i konsumpcji w czystej postaci. A czy jest przed tym ratunek? No niby jest - nie kupować. Tak, ale żeby nie kupować, to trzeba mysleć. A widz i czytelnik już mysleć przestali. 

 

 

 

 

 

Lagriffe
O mnie Lagriffe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura