Dawno, dawno temu były sobie dwa kanały w telewizji i ze dwa filmy dziennie, plus jakiś dokument.
Trochę bajek dla dzieci. Tłumaczy bylo niewielu. Wszyscy pilnowali jakości - starali się.
Aż tu nagle wybuchło - kilkadziesiąt kanałów w całości tłumaczonych. Nikt nie zwraca uwagi, poza nielicznymi wyjątkami na jakość, konsultacje naukowe w dokumentach, czystą polszczyznę. Zleceniodawcy wprost mówią: jakość nas nie interesuje! Ma być tanio!
Widz bezmyślnie brodzi po kanałach. Widz nie ogląda telewizji - widz się GAPI. Zappuje. Słucha tego, co czyta lektor ( Też dobrze! Zagłusza całą ścieżkę dźwiękową - a ludzie Oskary za to dostają) bezkrytycznie. Nikt nie dzwoni już do działu łączności z telewidzami, nikt nie pisze listów do telewizji z awanturą, że coś przetłumaczono nie tak jak trzeba.
Skończyło się. To nie są Spotkania z Przyrodą pani Dobrowolskiej. Za to są to zagraniczne programy przyprodnicze mordowane błędnymi tłumaczeniami. Dzieci nie powinny ich oglądać w telewizji kablowej, bo nikt tłumaczeń o systemie nerwowym gadów nie konsultuje. Jedynym konsultantem stała się wikipedia.
Błędy w filmach fabularnych powodujące niezrozumienie. Dowcipy nie śmieszą. Uproszczone wywody filozofów dziwią.... lista jest bardzo długa.
Czy Ojczyzna Postludowa powinna się tym zająć? Czy może sami powinniśmy rozpocząć akcję czyszczenia języka w mediach? A przynajmniej zwrócić na to uwagę. Niech się pilnują.
Oj naiwny naiwny. Zły pieniądz...
P.S. Czytacie jeszcze książki w tłumaczeniach? Często rozumie się tłumaczenie tylko dlatego, że wiadomo, co było w oryginale.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)