Berlusconi miał powiedzieć, że Włochy nie zdejmą krzyży i basta. Tym samym "boski Silvio" został wielkim obrońcą chrześcijaństwa i religii. Troche to zabawne - jak wiara i religia zostały sprowadzone do pułapu fasadowości i elementu kulturowego. Tak samo jak kiedys obrońcami chrześcijaństwa byli krwawi krzyżowcy, rozłupujący saraceńskie łby i gwałcący arabskie i żydowskie kobiety, tak dzisiaj obroncą tej chrześcijańskiej spuscizny przed sędziami Europejskiego Trybunału Praw Czlowieka zostaje facet zdradzajacy swoja zonę, na którego wilii hasają goli politycy ganiajacy równie gołe dziwencje. Nie mam żadnej wątpliwości, lista grzechów Silvio Berlusconiego jest równie długa, jak brody członków zespołu ZZ Top.
Ale może właśnie o to chodzi - o fasadowość i element kulturotwórczy religii.
ps - w żadnym razie nie krytykuję tych obrońców chrześcijaństwa rozłupujących saraceńskie łby. Gdyby nie oni, kto wie jak doszliby rycerze jihadu rozłupujący chrześćijańskie łby. A mi bieganie w piątki do meczetu na modły nigdy sie nie usmiechało.
Ot, jedynie taka konstatacja


Komentarze
Pokaż komentarze (3)