Uważa się, ze w demokracji każdy powinien mieć prawo glosu. Ale to nie jest demokracja - to jest jej wypaczenie. Juz kiedy demokracja powstawala - to jej zalozeniem bylo iz owymi "obywatelami" byli tylko okreslenie mieszkancy np[ jakiegos greckiego pansrwa-miasta. Jak to sie wiec stalo - ze ta sluszna zasada ulegla degeneracji? Jak najbardziej jestem zwolennikiem demokracji - ale z jednym zastrzezeniem - nie chce aby o moim losie (bo tak mozna okreslic wspoldecydowanie o panstwie w ktorym zyjemy) wspoldecydowaly jednostki ktore ewidentnie nic nie kumaja. Dlaczego osobnik taki jak Francis.de - ktory ewidentnie nic nie kuma, ktoremu balbym sie dac zapalek w miszkaniu z obawy ze pusci je z dymem (nie celowo - przez autentyczna i szczera glupote) - oraz inne osobniki, ktorych zdolnosc logicznego myslenia jest jak sadze mniejsza o zdolnosci myslenia traszki lub zabki lakowej dysponuja np prawem do glosowania? Przeciez to tragedia. Rozumiem szacunek do kazdego czlowieka. Ale traktowanie szacunku do czlowieka jako uznawanie praw jednostek ktore ewidentnie do korzystania z tych praw sie nie nadaja to samobojstwo...
Dlaczego nie mozna wprowadzic np prostych egzaminow z logiki przed przyznaniem pelni praw wyborczych? Jestem pewien - ze wspolczynnik obecnosci kretynow uleglby fantastycznemu zmniejszeniu



Komentarze
Pokaż komentarze (9)