78 obserwujących
864 notki
1435k odsłon
  2722   2

Wojna, ucho dzbana się urwało

Wojna w Ukrainie zbliża się do polskich granic. Faza wyśnionego przez Putina 2, 3-dniowego Blizkrie’gu bezpowrotnie minęła i pozostanie jego niespełnionym marzeniem. Trzeci tydzień barbarzyństwa w Europie tylko się wzmaga, ilości uchodźców ciągle rosną, a takie czy inne sankcje uderzają w zbrodniczy reżim i oczywiście zwykłego ruskiego człowieka. Ale też w cały demokratyczny świat wyzbywający się coraz szybciej złudzeń, że można było cywilizowanymi metodami zatrzymać wschodniego watażkę. Cena jest wysoka i będzie coraz wyższa – płacona przez nas wszystkich, gdyż tak uczy historia dyktatur i zbrodniczych reżimów, które cywilizowany świat zawsze starał się ugłaskać bojąc się różnorakich kosztów związanych z grożącą wojną.

Powtarza się również polski 1939 rok, kiedy zostaliśmy militarnie osamotnieni z nieprzygotowaną militarnie Europą i wątpliwymi sojuszami. To dopiero polski wrzesień, tak jak i obecna agresja Ukrainy, pokazał granice kompromisów, i ukazał jak niewiele zachodnia cywilizacja może przeciwstawić zbrodniarzowi i ludobójcy. Trzeba było wprowadzić sankcje wcześniej? Przestać rozmawiać i robić interesy? A może militarnie zaatakować i wystąpić w roli „demokratycznego” agresora wyprzedzającego Putinowskie plany?

Sankcje oczywiście można było wprowadzić wcześniej, ale czy można było doprowadzić do światowego konsensusu w tej sprawie? I wprowadzić na taką skalę? Wytłumaczyć innym poza- i europejskim krajom, że są one niezbędne w powstrzymaniu agresora? Uświadomić im, że sankcje mogłyby odnieść skutek? Obronić Ukrainę przed wschodnią zarazą?

Dzban wodę nosi, póki ucho się nie urwie. Nosił długo, lecz urwać się musiał. My Polacy to wiedzieliśmy, ale inni niestety nie. Marna to pociecha, gdyż ograniczająca się do popularnego: „a nie mówiłem” wzmacniające  poczucie „moralnej wyższości” . Można tak powiedzieć, ale można też twierdzić, że innych nie potrafiliśmy przekonać do słuszności swoich racji. Ale można też dowodzić, że każdy uczy się na własnych a nie cudzych błędach. Takie dyskusje nigdy niczego nie udowadniają, gdyż porównują nieporównywalne: własne i cudze. Doświadczenia narodów, ich rozwój historyczny, uwarunkowania społeczne i ekonomiczne, koniunktury gospodarcze, różne religie, wojny w przeszłości czy położenie geograficzne.

Przeszłość to miniona baza doświadczeń z których można i trzeba wyciągać wnioski. A jednym z najważniejszych obecnie jest wniosek, że dopiero jedność i państwa i społeczeństw po agresji w Ukrainie pozwala na wprowadzanie sankcji przeciwko reżimowi Putina. Dopiero skoordynowane akcje USA i UE pozwalają na podcinanie finansów państwa agresora. Jest ich coraz więcej i chociaż nie wszystkie są przyjmowane z takim samym entuzjazmem (Niemcy i Węgry), to jednak dopiero one mogą i będą przynosić skutek. Może ich być więcej, ale to rozważania typu: kogo więcej zaboli? Jego czy nas? Możemy dzisiaj zamknąć kurek od gazu i ropy? Wysłać MIGi na Ukrainę? Przestać prowadzić dyplomatyczne rokowania? A może wysłać naszych żołnierzy do obrony ukraińskich miast? Gdzie są granice takich rozważań i jak daleko można się posunąć w ich urzeczywistnianiu?

Niespotykaną do tej pory jedność przeciwko niszczycielskiemu agresorowi wykazuje tak kontrowersyjna dla wielu Unia Europejska. Premier Morawiecki prawie już nie wychodzi z brukselskich salonów, prezydent Duda zaczyna doceniać europejskich i amerykańskiego partnera i wyzbywa się krytyki oponentów na krajowym podwórku, lecz wielu dyskutantów mediów społecznościowych nie tyle nie unika, lecz wzmaga krytykę UE. Poza sojuszem militarnym NATO jedyny właściwie sojusz wprowadzający międzynarodowe sankcje. W którym nasza rola niejako automatycznie się zwiększyła na skutek nieszczęśliwych wydarzeń prawie na naszej granicy.

Wojna nie wymiecie istniejących problemów i różnicy zdań pomiędzy polskim rządem i instytucjami w Brukseli i Strasburgu. Ale ich potęgowanie właśnie w tej chwili, jak np. wyrokiem TK w sprawie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, wygląda na świadome zaognianie istniejących sporów w warunkach wojny u naszych granic. Ukraińcy dokumentują Putinowskie zbrodnie wojenne, które być może, wylądują w ETPC, a my podważamy jego wiarygodność nie uznając jego orzeczeń i wyroków.

Na nasze szczęście polskie władze porzuciły, lub wyciszyły chwilowo swojego rządowego koalicjanta, grożącego czy zachęcającego do wyjścia z UE. Nie ta koniunktura można powiedzieć. Ale na razie nie słychać o próbie znalezienia jakiegoś kompromisu w drażliwych sprawach pomiędzy Warszawą a Brukselą. A przecież jest to niezwykle istotne myśląc chociażby o uchodźczym problemie. Którego brzemię będzie w następnych tygodniach i miesiącach, jeśli nie latach, eksplozywnie rosło.


Lubię to! Skomentuj91 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka