Bądź pozdrowione słońce zwierzęcia ludzkiego!
Znużony wśródgwiezdną wędrówką stąpiłem ponownie w czas Twego zejścia w dziedzinę szewców i butów.
Tyś, ojcze Sokratesa, najpośledniejsze z Gwiazd rodu, wskazało mi drogę ku pałacom mego przyjaciela, którego widmo drżało mój sen pozaczłowieczy, przyzywając na powrót moje oczy ku cieniom mięsem wypełnionych jaskiń.
Tak to – znalazłszy się pod postacią akolity w jednej z świątyń przyjaciela mego – obserwowałem czas jakiś dzieła jego dziedziców: smakowałem ich uczt i dysput, śpiewałem skapujące ich usta litery i tańczyłem pośród palowanych ich ciał ścianami.
Teraz zaś, ze skrzywionym językiem, wzdętymi ustami i nogami przesztukowanymi skryłem się w cięciu mojej myśli, którą to wytrawni wędzarze zwą Lebensraum. Na jej dnie – wykreśliwszy oczodół ludzkiej bestii linijką – wytrepanowałem wreszcie odpowiednie słowa.
Te zaś będę zwracał równo tak Tobie, słoneczny promieniu, jak wszystkim butom, sukniom i szewcom; niech i one przydadzą chwały tej wiekuistej masarni.
Znajdź to Słowo w Mordoksięgu...
https://www.facebook.com/pages/Kalikles/1420746954911689?fref=nf
...zanim znów pożre je Niedouczony Moderator.



Komentarze
Pokaż komentarze