Lech-Blo-G.
Jestem, więc myślę. Myślę, by poznać. Poznaję, aby zrozumieć. Jestem.
12 obserwujących
521 notek
183k odsłony
  97   0

Potwarze bez znieczulenia

Po-twarz
Po-twarz

Lech Galicki

  To jest jeden z napisanych przeze mnie reportaży, teraz spokojnie leży  w archiwum, a gdy na bieżąco, na miejscu zbierałem materiały do jego pilnego, na wczoraj  - napisania do tygodnika,  w trakcie dramatycznych wydarzeń w Słupsku, zdawało się, że uczestniczę w koszmarnym spektaklu, w stałym poczuciu anormalnego stanu rzeczy. Adrenalina, krew, pot i łzy, zagrożenie. Śmierć chłopca. Tragedia ludzi. Zamieszki. Ogólnopolska sensacja. Warto przeczytać. To się pisze na  haju reportażysty. Tak było. Oby już nigdy się nie zdarzyło. Bo przecież wczoraj to dzisiaj, tyle, że wczoraj.  

                                                                                                 

image

   Drewniany krzyż z napisem:  Tu został bestialsko zamordowany 13-letni kibic Czarnych przez oficera policji wbito 11 stycznia 1998 roku w Słupsku, w miejscu tragicznego zdarzenia. Potem ponad 400 szalikowców zapaliło znicze i skandując: – Mundur niebieski, orzeł żelazny, zabiłeś dziecko, jesteś odważny – ruszyło w ramach protestu i chęci odwetu w kierunku Komendy Rejonowej Policji      i gmachu Prokuratury Wojewódzkiej.-  Śmierć za śmierć - krzyczy tłum W tym momencie rozpoczęły się dni słupskiego chaosu i zamieszek ulicznych. 13 stycznia 1998 r..
 Zbliża się godzina 12.00. Podchodzę do niezbyt licznej grupy, przede wszystkim nastolatków, zgromadzonej na ulicy Szczecińskiej, między dwupiętrowym budynkiem nr 7 a sklepem z wykładzinami. Na murze napis: „Czarni Pany”. Na krzyżu rozwieszono klubowy szalik. Obok zdjęcia uśmiechniętego chłopca, kartka z napisem: „Tu zginął Przemek bo... był kibicem”. I jeszcze sklejka, na której ktoś wykaligrafował: „Wyrazy najgłębszego współczucia dla rodziny Przemka i klubu Czarni – składają kibice”. – To miejsce pamięci, bo on tu skonał – mówi 13-letni Rafał. – Nie znałem go, ale był w moim wieku – dodaje. Dookoła wykrzykującej swoją gorycz i nienawiść do policji,  nie tylko szalikowej, młodzieży, krążą dziennikarze z prasy, radia i telewizji. Błyskają flesze. Pracują kamery. Protestujący wyciągają szyje, aby znaleźć się w kadrze. Mundurowych funkcjonariuszy ani śladu. Gdy zebrani widzą mikrofon lub dyktafon, natychmiast otaczają wianuszkiem żurnalistę i opowiadają co było i co teraz będzie. Nikt nie chce podawać swojego nazwiska. Imię, czemu nie.
  14-letni Marek mówi z pasją: – Po meczu (Czarni – AZS 91:64) szliśmy ulicą, o tam, na czerwonym świetle. I dlatego gliny miały pretekst, żeby zaatakować. Przemek nie był winny. Spokojny taki. Pierwszy raz był na meczu koszykówki. Nic złego nie zrobił, nie wyzywał, nic. Policjant spałował go okrutnie. Na śmierć, gnida jedna! Chodził do klasy szóstej C, Szkoły Podstawowej nr 4.
  Ktoś natarczywie szarpie mnie za rękaw. Ubrana na czarno kobieta. Nazwiska nie poda, bo się boi represji, ale mówi, że słyszała, iż pałką bito chłopca po szyi, a sąsiad matki zamordowanego powiedział jej, że przechodząca wówczas położna chciała pobitego reanimować, lecz policjanci nie pozwolili. Odgonili ją, karetki nie wezwali, jedli kanapki, a dzieciak umierał. – Wczoraj szłam w demonstracji, też wybijałam szyby w prokuraturze, pałką dostałam po nodze. Bolało. A mówią, że nie biją – żali się podchmielona nastolatka. – A dlaczego policjant dostanie 5 lat za morderstwo i po roku wyjdzie? Złodzieje idą na 10-15 lat odsiadki. Ja, gdybym zabiła policjanta dostałabym 25 lat. Niesprawiedliwość! – wykrzykuje 18-letnia Sylwia. Jej koleżanka od szalikowców nie chce się przedstawić, ale ogłasza radosną nowinę: – Będzie ostra zadyma. Już w drodze są chłopcy z Legii Warszawa, Lechii Gdańsk, Arki Gdynia, Gwardii Koszalin, Pogoni Szczecin. Razem damy policji wycisk. Od godziny 17.00. 13 dni i 13 nocy będzie to trwało, bo tyle lat miał Przemek. Śmierć za śmierć. Nie boimy się. Nie podarujemy. Na pogrzebie spokojnie, a potem spalimy komendę policji. Śmierć za śmierć. Większość potakuje. – Tak – mówią – masakra ich czeka, morderców. A imię i nazwisko policjanta – zabójcy znają.
  Dariusz W. Na ulicy Wojska Polskiego mieszkał. Mieszkanie mu zdemolowali. On aresztowany, a rodzinę ukryto. A gdyby była w domu? Nie, rodzinie by nic nie zrobili. Skąd wiedzieli, że to on uderzył pałką chłopca? Ktoś podsłuchał policję. – Gdzie to co mówimy, będzie opublikowane? – pytają. Po drugiej stronie ulicy zagaduję stojącego wśród gapiów mężczyznę. Ma na imię Leon. Więcej nie powie. – To jest chuligaństwo – mruczy zdenerwowany. – Zobacz pan, już się zbierają do zadymy. Policja jest bezbronna. W końcu dojdzie do tego, że przestanie interweniować. A w Słupsku od dawna nie można spokojnie wyjść na ulicę, bo napadają. Na Kopernika marynarza do kąpielówek rozebrali. Kilkunastoletnie wyrostki biegają po mieście, a rodzice co robią w tym czasie? Matka Przemka, słyszałem w radiu, prosiła, żeby zachować spokój. Oni w ... to mają. To dzicz. Ja bym lał ile wlezie. W telewizji słupskiej pokazują chuliganów jako bohaterów. Radio Vigor podało adres podejrzanego policjanta. To skandal. Mówią, że nie? Zobaczymy. Będzie dochodzenie.                                                                                              

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale