/ góra / - fot. rys. Andrzej Krauze
Odkąd władza ludu została w starożytności ochrzczona mianem "demokracji" słowo to stało się zaklęciem współczesnych polityków. Klasyczna nazwa bywa dopełniana rozmaitymi przymiotnikami, jak: "szlachecka", "ludowa", "socjalistyczna", "chrześcijańska", "parlamentarna", "liberalna", "totalna" w zależności od tego, kto gdzie i jak sprawuje rządy. I chociaż niekoniecznie w każdym przypadku praktyka zgadza się z semantyką oraz rzeczywistością, to decydenci mają "demokrację" na ustach przy każdej swojej publicznej wypowiedz
Demokracja ludowa czy socjalistyczna, jak wiemy z autopsji, była demokracją z nazwy, rządziła bowiem monopartia oraz jej aparat administracyjny i mundurowy. Demokrację chrześcijańską realizują ze zmiennym powodzeniem chadecy, liberalną - zwolennicy wolnego rynku a totalnej chcieliby najbardziej próżni i agresywni politycy różnych opcji. Liderzy partii rywalizujących o władzę i europarlamentarzyści z lubością używają też hasła sprawiedliwości. Jej atrybutem jest praworządność rozumiana, jako prymat państwa prawa i prawa w państwie. Determinuje to w sposób naturalny wysoką pozycję społeczną prawników, reprezentantów tej profesji. Z tej oto przyczyny mają szczególnie uprzywilejowane w państwie warunki życia, pracy i płacy. Zdarza się, że: "Zamiast rządów prawa coraz częściej mamy do czynienia z rządami prawników" - pisze Melanie Philips o sytuacji w Wielkiej Brytanii. Patrick Buchanann w książce "Prawica na manowcach" odważył się nawet stwierdzić: "Naród już Ameryką nie włada. Państwo popadło w tyranię nieobieralnych sędziów".
autor: Rys. Andrzej Krauze
Ponieważ sprawczość i skuteczność jest marzeniem polityków a przywilejem sędziów, obok "partokracji" funkcjonuje równolegle termin "sędziokracja". Co ciekawe, do wprzęgania togi do walki o rząd dusz dochodzi wbrew zakazowi czynnego uprawiania polityki przez osoby spod znaku Temidy. Dzieje się tak w nowych i w starych demokracjach europejskich oraz poza nimi. Dzięki upychaniu w sądach swoich zwolenników politycy mogą narzucać społeczeństwu wygodne dla siebie poglądy i wartości, często wbrew zdrowemu rozsądkowi i woli suwerena. Władza sądownicza, nie tracąc elitarnego poczucia wyższości, staje się w ten sposób narzędziem wykorzystywanym w walce wyborczej, użytecznym lewicowym nowatorom do krzewienia różnych, dziwnych i bałamutnych ale zawsze antychrześcijańskich tez progresywnej rewolucji obyczajowej. Nasza i europejska "kasta sędziowska" swoich politycznych ambicji specjalnie nie ukrywa, co więcej, potwierdza je karygodnymi zachowaniami - casus sędzia Ryszard Milewski z Gdańska. Także tendencyjnymi wyrokami. Czworo polskich europarlamentarzystów pozbawiono immunitetu za powielanie w sieci autentycznych zamieszek ulicznych wywołanych polityką migracyjną w krajach starej Unii, czyli za ... prawdę! "Wprowadzenie ostracyzmu społecznego i prawnej karalności prawdy, to pierwszy etap marszu polityków w kierunku totalitaryzmu" - Roberto di Matteia, /"Dyktatura relatywizmu"/.
Nie ulega wątpliwości, że w czasach pokoju najbardziej skutecznym, bo posiadającym instytucjonalne środki przymusu jest właśnie dyktat sądowy. Znajomości i wzajemnych zależności z prominentnymi prawnikami nie ukrywają też sami politycy. Złotym standardem Platformy Obywatelskiej jest "doktryna Neumana". Ostatnio Donald Tusk zapewniał swoich zwolenników o tym, że będzie rozliczał i osądzał ludzi PiS-u "zgodnie z prawem, tak jak my je rozumiemy." Władysław Czarzasty oferując PiS-owi miejsce w Prezydium Sejmu stwierdził: "Ale niech zgłosi kogoś, kto według nas spełnia standardy demokratyczne". To tylko ostatnie z wielu przykładów demokracji "po swojemu", "dla swoich", czyli "demokracji subiektywnej". Pouczającym tonem zwrócił się do zwycięzców ostatnich wyborów parlamentarnych w Polsce także Grzegorz Schetyna mówiąc:"Chcemy, żeby się nauczyli demokracji". Czy ta nauka będzie wyglądała tak, jak prorokowała Marguerite A. Peeters, autorka książki "Gender-światowa norma polityczna i kulturowa" ostrzegając polskich katolików: "Najpierw będziecie ciągani po sądach, wykluczani z przestrzeni publicznej, będzie się was zmuszać do przyjmowania prawa godzącego w waszą wiarę..." dzisiaj jeszcze nie wiemy.

"Alegoria głupoty" Wikipedia
Panie Schetyna, były marszałku, ministrze, liderze PO, pośle i obecnie senatorze, pan śmie uczyć demokracji ludzi PiS, których suweren po raz trzeci z rzędu obdarzył największym zaufaniem w Polsce? Pan, który w tym samym czasie systematycznie stacza się dół po stopniach kariery politycznej, od pozycji drugiej osoby w państwie do jednego ze 100 senatorów? Wolne żarty!
Żyjemy w czasach odwróconych pojęć oraz stylu życia hołdującemu bezczelności, egoizmowi, chamstwu i kłamstwu. Dozwolone jest wszystko poza publicznym deklarowaniem wierności Dekalogowi i Ojczyżnie. Czy Szczecin i Polska poddadzą się i w jakim stopniu tej współczesnej modzie, to zależy od nas wszystkich tu żyjących. Wyrażam przekonanie, że z pewnością "grupą racjonalnego oporu" będzie Stowarzyszenie Senat Obywateli Szczecina /S.O.S/ i Akademicki Klub Obywatelski /AKO/.
Pozdrawiam w poczuciu piękna wolnej woli
Wojciech Żebrowski

Dr n. med. Wojciech Żebrowski
Uznany lekarz - ortopeda, chirurg.
Absolwent szczecińskiej Pomorskiej Akademii Medycznej. Uczeń prof.Tomasza Żuka - twórcy szczecińskiej szkoły ortopedycznej. Wiedzę i doświadczenie zawodowe uzupełniał w wiodących klinikach uniwersyteckich Bolonii, Padwy, Florencji i Bresci /stypendysta rządu włoskiego/.
Motto: ”Urbem, urbem, mi Rufe,cole et in ista luce vive! ".
Założyciel i aktywny członek Stowarzyszenia "Senat Obywateli Szczecina" - skrót:/S.O.S./ .
https://senatobywateli.szczecin.pl/stowarzyszenie/
Od lat Autor, to spiritus movens działań w sferze upowszechniania wysokiej kultury, historii Polski i wszystkiego co służy dobru oraz podwyższeniu intelektualnej jakości egzystencji, w polskich dniach powszednich i świętach narodowych, przede wszystkim społeczności Szczecina.
******
Moje konto w Salonie24 z wielką radością udostępniam Osobom nietuzinkowym, które mają do przekazania w przestrzeni medialnej informacje o sprawach istotnych.
(lg)

Demokracja ludowa czy socjalistyczna, jak wiemy z autopsji, była demokracją z nazwy, rządziła bowiem monopartia oraz jej aparat administracyjny i mundurowy. Demokrację chrześcijańską realizują ze zmiennym powodzeniem chadecy, liberalną - zwolennicy wolnego rynku a totalnej chcieliby najbardziej próżni i agresywni politycy różnych opcji. Liderzy partii rywalizujących o władzę i europarlamentarzyści z lubością używają też hasła sprawiedliwości. Jej atrybutem jest praworządność rozumiana, jako prymat państwa prawa i prawa w państwie. Determinuje to w sposób naturalny wysoką pozycję społeczną prawników, reprezentantów tej profesji. Z tej oto przyczyny mają szczególnie uprzywilejowane w państwie warunki życia, pracy i płacy. Zdarza się, że: "Zamiast rządów prawa coraz częściej mamy do czynienia z rządami prawników" - pisze Melanie Philips o sytuacji w Wielkiej Brytanii. Patrick Buchanann w książce "Prawica na manowcach" odważył się nawet stwierdzić: "Naród już Ameryką nie włada. Państwo popadło w tyranię nieobieralnych sędziów".


Komentarze
Pokaż komentarze (1)