Pst
Stoję między dwoma brzegami
A między nimi mętna rzeka płynie
Klimat tu taki od podziałów, że bolą stawy
Nerwice, fobie i zawsze kawał drogi do Warszawy
Niedokończone autostrady w propagandzie na piątym biegu
Przyjaciół z dawnych lat już nie ma
Brakuje koleżanek i kolegów
Ze szkoły
Wyjechali
Zostali
Są lumpy w depresji i cwani z szarej strefy biznesmeni
Nie pojmuję ich łkań na kacu i wyniosłości w blasku kasy
Jedni i drudzy okiem mrugają: takie czasy, no, takie czasy
Stoję tak
Między dwoma brzegami
Pst!
Mówię do siebie
Pst!
Jesteśmy sami
A reszta milczeniem jest przecież.
NieMowa
Mowo polska, o ty co ponad poziomy wzbita,
Jako trzeba cię cenić tylko ten objawi,
Kto dzień po dniu wciąż słyszy jakeś w twarz jest bita,
I jak Polak z lubością swój język plugawi.
Mowo polska, tyś jak szelest skrzypu,
Jako liść szusujący w jesiennym opadaniu,
Perełek w tobie trzosy z uniesień wysypu,
I wieczna cisza krzyczy w wietrznym w polu łkaniu.
Chrząszcz brzmi w trzcinie w Lechitów krainie,
Z powyłamywanymi nogami stół,
Czas jak biczem szczuta rzeka płynie,
Zębów szkliwie szczerzy wół.
Cielę i wiekowy byk przeklina,
Chamstwu stop w mowie i trawie,
Takoż w czynie w elit sferze,
Wszędzie karczma nieobyta,
Zaś przed nami święte, polskie, czyste sprawy!
Wolność, równość i zbratanie,
Wiara i najwyższe cele,
W dni powszednie i niedziele.
Nasza bardzo wielka wina,
W Pacanowie i w Warszawie,
Matka Polska nie wybaczy,
Wierzcie jest się czego bać,
Gdy w krew weszła i tkwić będzie,
Jak trucizna w mowy pięknie,
Obca cnemu narodowi,
Jak zaraza: kurwa mać!
linea anonima
Jestem wierszem bez imienia,
Bez chrztu i bierzmowania,
Nie słyszałem nigdy łajania ni kołysanki,
Moi rodzice zawsze się śpieszyli,
Wyjechali za chlebem z tego kraju,
Nie mogli w nim żyć,
Ja zostałem i jestem,
Nie jem, nie piję,
Ja zapisany analfabeta, domokrążca,
Czytają mnie lub nie,
Wyjeżdżają lub nie, za chlebem,
Za morza i oceany,
Bo żyć tu nie chcą,
Patriotycznie zadumani,
A ja nie wiem co to znaczy,
Ja wiersz bez imienia,
Szukaj mnie czytelniku i proszę zatrzymaj,
Choćby z litości,
Nadaj mi imię, pokryj pyłem kurzu zapomnienia,
I włóż do przepastnej szuflady,
W drogocennym, dębowym biurku z czasów,
Gdy Polski nie było na mapie świata.
Ja zostałem i jestem.
Lech Galicki




Komentarze
Pokaż komentarze