b-Lech-blo-G.
Jestem, więc myślę. Myślę, by poznać. Poznaję, aby zrozumieć. Jestem.
7 obserwujących
369 notek
103k odsłony
140 odsłon

Żyli jak żyli, kiedy i dokąd odeszli

Fabryka Wspomnień by Ursula Abresh
Fabryka Wspomnień by Ursula Abresh
Wykop Skomentuj2

   Wszystko zaczęło się dziać jakby wbrew ludzkiemu rozsądkowi i logice. Pełni życia nagle je utracili. Odszedł z tego świata tak nagle Piotr (Piter) Przybecki, mój kuzyn (Moniuszki 4) i Jarek Prussak (Moniuszki 7). Ta ulica jest krótka. Ulica Moniuszki. Na Jasnych Błoniach w Szczecinie. Ot, dziewięć domów, niegdyś przed II wojną światową wspaniałych niemieckich willi. Gdy nastał pokój zamieszkiwali w nich osadnicy z różnych rejonów Polski zapewne mało kogo frapowały pytania; kto tu przede mną żył? Jak żył? Gdzie jest teraz...? Albo: czyje imię nosiła ulica?

   Tu zwykle w domach przychodziło na świat i dorastało pokolenie wyżu demograficznego lat pięćdziesiątych. Razem bawiliśmy się w chowanego, graliśmy w piłkę nożną, staczaliśmy boje z rówieśnikami z ulicy Herbowej, za płotem. Stawaliśmy się, choć nawet nie będąc świadomi tego, wielką rodziną z krótkiej ulicy. Zapominanie zaczęło się, gdy jedni kończyli studia, drudzy zakładali własne rodziny, a kolejni emigrowali daleko – na inne kontynenty.

   W ciągu kilku lat rozpadły się najlepsze przyjaźnie, ba, wygasło nawet zainteresowanie tym, co dobrego lub bardzo złego dotknęło sąsiadów za miedzą. A na krótkiej ulicy widać wszystko dokładnie i przeraźliwie ostro. Zaczęli umierać ludzie starsi. Odchodzili także ci, którzy zgodnie z kalendarzem biologicznym mieli wybiec daleko – poza granicę drugiego tysiąclecia. Wszystko zaczęło się zdarzać jakby wbrew ludzkiemu rozsądkowi i logice. Pełni życia nagle je utracili. Odszedł z tego świata tak nagle Piotr (Piter) Przybecki, mój kuzyn (Moniuszki 4) i Jarek Prussak (Moniuszki 7). Potem inni, starsi i młodsi. To był początek... Najlepszym dotąd przyjaciołom zza mórz i oceanów nie starczyło czasu, a może pieniędzy, aby przyjechać i ich pożegnać. Bali się wspomnień?

   W filmie Stevena Spielberga Hook dorosły Piotruś Pan, który kiedyś, gdy był dzieckiem, potrafił latać i robić wiele niezwykłych rzeczy, jest zabieganym biznesmenem, z potężniejącym brzuchem i notorycznie rozkołatanymi myślami. Nie potrafi już wzbijać się (choćby myślami) ponad poziomy, w przestworza, wspominać, pamiętać...

   "Jaka szkoda, że nie ma w nas już natury dziecka" – mówi z żalem jeden z bohaterów filmu "Przed sklepem Jubilera", zrealizowanego według sztuki ks. Karola Wojtyły, obecnego Wielkiego Papieża. W biuletynie Amerykańskiego Towarzystwa Wydawców Gazet napisano: "Aby dobrze pisać, trzeba (...) stworzyć swój Strych Babuni: trzeba kolekcjonować słowa, wyrażenia, obrazy; zbierać kolory; zapachy, dźwięki, gesty, fakturę materiałów, trzeba kultywować w sobie odbiór tego, co powszednie: dętek ze spuszczonym powietrzem, spalonych żarówek, zerwanych sznurowadeł, opuszczonych nut (...). Gromadzimy takie drobiny i okruchy, wiedząc, że kiedyś mogą się przydać".

   Aby żyć, trzeba stworzyć swój Strych Babuni. Wszystko mija, ale jeżeli pamięci w nas nie będzie i jeśli zabraknie w nas duszy dziecka, to gdy na nasze krótkie ulice przyjdą nowi osadnicy, nikt im nie powie, kto tu przed nimi żył, jak żył i kiedy odszedł. A przynajmniej, jakie nosił imię, gdy krótka ulica była jego światem.

Lech Galicki

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura