96 obserwujących
609 notek
1210k odsłon
  2620   0

Wielkanoc '33 - list z Wielkiego Głodu

       Pewni Blogerzy Salonu mają zwyczaj publikowania w określone rocznice tej samej notki okolicznościowej. Nigdy tego dotychczas nie robiłam ale sam zwyczaj w czasach, gdy wszystko wariuje i zmienia się w trudnym do ogarnięcia tempie, nie jest zły. Mało tego, nawet porządkuje w pewien sposób nasz mały wycinek świata i daje nam poczucie, że pośród wariactwa i gonitwy istnieje też coś stałego i powtarzalnego. W związku z tym postanowiłam, że dwa razy w roku – w rocznicę Wielkiego Głodu na Ukrainie oraz na Wielkanoc - będę publikować notkę sprzed kilku lat, która powstała na podstawie listu z 1933 roku. Krótki ale bardzo przejmujący fragment wspomnianego listu opisuje, jak wyglądała Wielkanoc ’33 u Polaków, którzy pozostali po 1920 roku w Związku Sowieckim. Warto przyjrzeć się tamtym wydarzeniom szczególnie w tym roku, kiedy obchodzimy bardzo dziwne Święta Wielkanocne i kiedy dosłownie na naszych oczach tak wiele się zmienia czy nawet wręcz wali. Wstęp do notki nieco przeredagowałam i zmieniłam, resztę pozostawiłam niemalże w pierwotnej formie.

       Nie wiadomo dokładnie, ile ofiar pochłonęła zbrodnia Wielkiego Głodu i ilu było wśród nich Polaków. W różnych miejscach podawane są różne dane – od 4 do 10 milionów i odpowiednio od 20 do 80 tys. Polaków. Jak zwykle w przypadku zdarzeń na Wschodzie należy podkreślać, że chodzi o dane udokumentowane czy „oficjalne” – choć jak widać nawet i dane „udokumentowane” są traktowane dość kreatywnie. Ile osób zginęło bez żadnej dokumentacji czy „nieoficjalnie”, dziś chyba już nikt nie jest w stanie policzyć - na pewno było ich dużo więcej.

       Z rodziny mojej Babci nie wszystkim udało się wrócić do Niepodległej Polski – sporo osób, niestety, tam zostało. Mimo poszukiwań prowadzonych głównie przez wujka Mamy – najpierw jeszcze przed IIwś a potem już po wojnie – nie udało się odnaleźć rodziny ani dowiedzieć czegokolwiek o jej losach po 1920 roku. Jedyna informacja, która dotarła do rodziny w Polsce, dotyczyła wujka Babci, zamożnego i szanowanego człowieka i świetnego fachowca w rzadkiej, technicznej dziedzinie. Udało mu się jeszcze wyekspediować żonę z dorosłymi/dorastającymi dziećmi do Polski a sam po zlikwidowaniu spraw na miejscu miał następnie dołączyć do rodziny. Nie udało się, został zamordowany przez jakąś bolszewicko-rewolucyjną dzicz na samym początku tego piekła. Tak więc, jeśli chodzi o innych pozostałych tam, można się spodziewać najgorszego. Tak czy tak trudno teraz cokolwiek odtworzyć z ówczesnej tragedii Polaków i dotkniętych rodzin – więzi społeczne zostały pozrywane, dobra materialne rozgrabione, cmentarze zaorane a pamięć pogubiła się przez te 100 lat. Dziś mało kto w ogóle tym się interesuje – w sferze publicznej jednym z chlubnych wyjątków jest profesor Nowak.

       Zdarzają się czasami rzeczy dziwne, mam wrażenie, że ich częstotliwość w sprawie badania rodzinnych historii jest większa niż w innych sprawach, jakby nasi przodkowie, krewni i powinowaci patrzyli na wszystko z góry i udzielali nam pomocy. Otóż dostałam od kogoś z rodziny odnaleziony po wielu latach stary list adresowany do mojego Pradziadka. Kartka zapisana przepięknym pismem jest pożółkła i prawie rozpada się. Autorka listu to matka Pradziadka, Tekla hrabianka M., urodzona w rodzinnym majątku pod Kamieńcem Podolskim. Nie znam dokładnej daty jej urodzenia ale z wyliczeń wynika, że musiało to być nieco po roku 1850. To pokolenie, które Powstanie Styczniowe przeżyło jako dzieci i które dorastało już po klęsce powstania - pośród szykan, prześladowań i grabieży. Nie wiem niczego więcej o tej rodzinie poza tym, że ich majątek, tak samo jak i dobra rodziny jej przyszłego męża, został skonfiskowany wzgl.porządnie okrojony. Ojciec Pradziadka otrzymał bardzo dobre wykształcenie w Akademii w Dublanach i dlatego mógł także i po konfiskacie zapewnić rodzinie jako taki byt. Z czasem znów zaczęło się im całkiem dobrze powodzić – synowie pokończyli dobre szkoły i uczelnie i prowadzili z powodzeniem interesy a córki powydawały się dobrze za mąż. I tak trwało to do kolejnego kataklizmu, po którym Pradziadek i część jego rodzeństwa szczęśliwie znaleźli się w wolnej Polsce. Do niedawna nawet nie wiedziałam, że jego matka została w sowieckim piekle – byłam przekonana, że wcześniej umarła i że została tam gdzieś pochowana. Z listu dowiadujemy się, że zostało tam jeszcze kilka innych osób z rodziny - najprawdopodobniej córka lub synowa i jej dzieci oraz wnuki. Autorka listu ostatnie lata swego życia spędziła w straszliwych warunkach, które stworzyła sowiecka Rosja na najżyźniejszych ziemiach. Po to, aby ich dotychczasowych właścicieli zamordować a ich wielowiekową tradycję i kulturę do reszty zniszczyć. Aby nie zostały po nich nawet ślady i aby już się nigdy nie podnieśli i nie zagrażali nowemu porządkowi.

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura