Zaburzenia lękowe to jedna z bardziej rozpowszechnionych dolegliwości w zakresie zdrowia psychicznego. Na nerwice lękowe, fobie i ataki paniki skarży się coraz więcej pacjentów. Nic też dziwnego, że schorzenie dopadło także i środowiska rządzące. Postępuje ono od prawie roku a przed rocznicą katastrofy smoleńskiej przeszło w fazę ostrych ataków paniki, prowadzących do destrukcji i zagrażających powoli całemu otoczeniu.
Sprawy wyjaśniania katastrofy smoleńskiej nie można oczywiście określić od samego początku jako działania nieracjonalnego, pod wpływem ataku paniki. Ci którym zależy, aby sprawa nie została rzetelnie wyjaśniona i aby pozostawało wokół niej jak najwięcej wątpliwości, działają oczywiście planowo i z cynicznym wyrachowaniem. Jednakże nawet najprecyzyjniej zaplanowane akcje potrafią się czasami wymknąć spod kontroli i potoczyć w kierunku nieprzewidzianym i niezamierzonym.
Tak stało się z reakcją społeczeństwa na smoleńską katastrofę. Jeżeli spodziewano się, że odbędzie się jakiś ogólnie przyjęty i konwencjonalny okres żałoby, uświetniony z uwagi na rangę ofiar kilkoma drętwymi przemówieniami, że naród dla zasady trochę porozpacza - ale tylko dla zasady, bo przecież prezydent i jeszcze paru innych towarzyszących mu mieli być niezbyt nielubiani, to przewidywania te zupełnie nie sprawdziły się. Wszyscy pamiętają, jak wyglądała Polska po smoleńskiej tragedii. Natychmiast też pojawiły się pierwsze lęki przed potęgą tak zmobilizowanego społeczeństwa.
Trzeba było coś z tym zrobić, toteż podjęto odpowiednie działania aby tę jedność rozbić. Po kilku dniach znów powrócono do wyszydzania i wykpiwania - tym razem już zmarłych i opłakujących ich bliskich. Apogeum miało miejsce pod krzyżem. Wtedy były to jeszcze działania racjonalne. Takie sobie zwyczajne zabiegi i manipulacje tych, którzy mają coś do ukrycia i nie chcą, aby coś niewygodnego - jakieś fakty, wypowiedzi czy przedmioty materialne - przedostały się do publicznej wiadomości. Przy zastosowaniu wszystkich możliwych środków, czasem wyjątkowo nieetycznych i niezgodnych z prawem, zabieg spolaryzowania społeczeństwa zjednoczonego po katastrofie częściowo powiódł się. Ale tylko częściowo.
Część społeczeństwa uwierzyła, że samolot sprowadził do wypadku J.Kaczyński a pijany generał rozkazywał niedouczonym pilotom. Jest to jednak tylko część, być może nawet wcale nie taka wielka - dokładnie nie wiadomo. Sporej części nie udało się jednak wmówić, że nic takiego poza zwykłym wypadkiem komunikacyjnym się nie stało. Nie udało się wmówić, że śledztwo prowadzone jest wzorowo a ocieplenie w stosunkach polsko-rosyjskich skokowo wzrosło. Spora część wreszcie milczy pochłonięta innymi sprawami. Wiele przesłanek przemawia jednak za tym, że jednak i ona nie bardzo wierzy w wytyczne sprawujących władzę co do traktowania katastrofy i jej ofiar. Im więcej dziurawych raportów a mniej faktów i konkretnych dowodów, im więcej szympansów i im więcej zwalania winy na zmarłych bez najmniejszego uzasadnienia, tym więcej w to nie wierzy. Nie wszystko pozostało pod kontrolą, nie wszystko przebiegło zgodnie z oczekiwaniami.
Toteż nic dziwnego, że lęk narastał aż przerodził się w ataki paniki. Przed rocznicą katastrofy ataki te zaczęły już niemal zastępować racjonalne działanie. O ile przedstawienie w Radzie Warszawy z ku... , z obawą o umniejszenie roli Powstania Warszawskiego i o sen zmęczonych balangami Warszawiaków można było jeszcze uznać za chamstwo pospolite połączone pewnie z chęcią przypodobania się przełożonym, to zakazanie rocznicowego koncertu organizowanego przez T.Sakiewicza było już na pewno jakimś objawem nerwicowym. Ppodobnie jak jest nim niesłychana wręcz jak na warszawskie warunki pedanteria i szybkość w usuwaniu zanieczyszczeń z ulic miasta. Zanieczyszczenia te to znicze i portrety ofiar katastrofy. Przypomina to pewne rodzaje nerwic czy natręctw, przy których chorzy ogarnięci są obsesją ciągłego mycia rąk lub lękiem przed bakteriami. Nie jest to jeszcze żadne śmiertelne zagrożenie ale może być nieprzyjemne dla otoczenia no i utrudnia życie samemu dotkniętemu schorzeniem, który zamiast koncentrować się na tym co ważne, jest sparaliżowany obsesyjną dbałością o usuwanie tych bakterii czy zanieczyszczeń.
Najgorsze jest jednak to, że im bliżej rocznicy to ataki paniki tym bardziej zaczynają się nasilać i powodować destrukcję groźną dla wszystkich. Pacjent nerwicowy zaczął w ostatnich tygodniach mobilizować wszystkie siły społeczne do niszczenia wroga, czyli PiSu i Jarosława Kaczyńskiego. Telewizja i część mediów bez wytchnienia nadają obrazki mające na celu skompromitowanie lidera PiS. Znani publicyści atakują, atakują partie polityczne a ich liderki domagają się odejścia J.Kaczyńskiego. Atakują nawet księża. Atakuje się liderów PiS, atakuje się rodziny ofiar. Atakuje się bzdurnymi przeciekami ze śledztwa. Atakuje się wszystkim, czym się da. Do ataków wykorzystuje się urzędy - bo konferencja prasowa prokuratorów kilka dni przed rocznicą chyba nie jest przypadkiem. Zwłaszcza, że na konferencji tej nie powiedziano właściwie niczego nowego, zostało to jedynie powiedziane nieco inaczej. Wreszcie wykorzystuje się do ataków - i to jest najbardziej groźne - wyodrębnioną pod rządami PO narodowość śląską. Jak widać fobia na tle rocznicy smoleńskiej katastrofy jest tak silna, że na żadne hamulce nie można liczyć.
Czy tego rodzaju nerwice i fobie można leczyć? Tak, zwykle stosowana jest w takich przypadkach psychoterapia lub - jeżeli chodzi o doraźne napady paniki - leczenie farmakologiczne. W omawianym przypadku chorobowym - ponieważ jego geneza jest nieco inna niż większości nerwic - najlepszą terapią byłoby rzetelne wyjaśnienie sprawy i odsunięcie od władzy osób, które dopuściły się oszustw i zaniedbań - tych w organizacji i w przygotowaniu lotu, tych w przeprowadzaniu śledztwa i wreszcie tych w informowaniu społeczeństwa. Bez tego nastąpi jedynie pogłębienie się nerwicy i destrukcji a żadne inne półśrodki nie będą skuteczne.
Obserwuję z dużym niepokojem i opisuję Polskę posmoleńską. Poza tym zdarza mi się czasami opisywać inne sprawy.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka