97 obserwujących
611 notek
1216k odsłon
  5818   0

Wycie paskudnego (re)sortu

       Książki jeszcze nie przeczytałam, choć miałam ją już w ręku i zdążyłam pobieżnie przejrzeć. Zresztą notka nie będzie o książce a zgodnie z tytułem właśnie o chóralnych lamentach z resortu i spoza resortu. W normalnych warunkach można by się było w ogóle zdziwić, co takiego się stało i co straszliwego czeka nas w tej książce? Właściwie niby nic - powiązania rodzinne pewnych postaci czy też ich powiązania ze służbami PRLu są publiczną tajemnicą od dawna. Trudno zresztą, żeby w warunkach pookrągłostołowych było inaczej. Tak samo jak trudno się spodziewać, żeby osoby robiące kariery w czasach PRLu takich kontaktów nie miały. Książka zawiera ponadto wiadomości o przodkach niektórych gwiazd. Ktoś był w partii, ktoś pracował w aparacie bezpieczeństwa a ktoś inny był w KPP. Oczywiście można zrozumieć złość poszczególnych osób - wiadomo, że zawsze eleganciej jest być potomkiem legionisty niż potomkiem pracownika MSW. Tak samo jak większym powodem do dumy jest mieć w poczcie przodków patriotycznego rabina czy bankiera-filantropa niż aktywistę KPP oddelegowanego do witania armii sowieckiej. Tutaj chyba wszyscy będziemy zgodni. Ale trudno, przodków nikt sobie nie wybiera a społeczeństwo ma jak najbardziej prawo interesować się rodzinami osób publicznych. Dziennikarze zaś mają prawo o tym pisać a celebryci muszą z tym żyć.

       Co więc się dzieje, że książka wywołuje dosłownie wycie mediów zaprzyjaźnionych i burzliwe reakcje, także tutaj na salonie? Przyczyn jest kilka, dwie z nich są najważniejsze. Po pierwsze to nakład książki. Okazuje się nagle, że społeczeństwo chce znać kulisy czwartej władzy, że chce wiedzieć, kto i dlaczego manipuluje i kto i dlaczego wciska kit. Cierpienia salonu potęguje problem, że autorami są ludzie okrzyknięci przez ów salon jako nieudacznicy, sekciarze, przestępcy wręcz (z powodu procesów sądowych o pomówienie, naruszenie, itp.) i w ogóle beztalencia skazane na niebyt. Oczywiście red.Lis czy Zakowski mogą utyskiwać w swoich programach, zacna Pani Janina (J.) może diagnozować książce brak danych porównawczych, sugerujący tytuł czy niesprawiedliwe ataki na "ludzi przyzwoitych". Pan Kazimierz (W.) może znów zarzucać autorom, że są amatorami i mają obsesje. Nic nie pomoże - po prostu nikt inny do tej pory nie napisał lepszej i lepiej sprzedającej się książki o powiązaniach rodzinnych celebrytów oraz o powiązaniach między mediami i komunistycznymi służbami. Takie są realia i prawa rynku - pozycja sprzedaje się bombowo mimo furii salonu i braku publicznych czy w ogóle jakichkolwiek dotacji. Sukces ekonomiczny jest pewny, żadne wycie tego nie zmieni, może co najwyżej przysporzyć reklamy.

       Po drugie tym, co chyba najbardziej rozsierdziło mainstream jest wniosek wypływający z zestawienia różnych opisywanych historii. A więc chodzi o to, że nie mamy tutaj do czynienia z jednostkowymi, pojedynczymi przypadkami lecz z prawidłowością. Gdyby chodziło o indywidualne przypadki, nie byłoby nawet tematu - bo i  jakie znaczenie może mieć dla ogółu np. fakt, że dziadek dobrego dentysty był członkiem KPP, ojciec właściciela kilku techniczynch patentów z dziedziny biochemii pracował za komuny w MSW a np. ktoś, kto robi dobre i kupowane na całym świecie filmy przyrodnicze za komuny coś podpisał. Tu nie chodzi jednak o ludzi, którzy wykonują rzetelnie swój zawód, podlegają ciągłej weryfikacji jakościowej  i mają w swoim zawodzie znaczące osiągnięcia niezależnie od politycznej koniunktury. Tu chodzi o grupę ludzi, która uzurpuje sobie prawo do bycia elitą, kreuje się na autorytety moralne i usiłuje decydować o słuszności czy niesłuszności poglądów innych. Krótko mówiąc chodzi o medialne postaci, które najwyraźniej mają aspiracje do przejęcia rządu dusz.. I dziwnym trafem okazuje się, że nadzwyczaj często wywodzą się one z podobnych środowisk (przypadkiem), mają całkiem podobne poglądy polityczne (też chyba przypadkiem) i plują jadem w tych samych polityków i ich wyborców (zapewne też całkiem przypadkiem).

       I trzecia sprawa, którą należy tu poruszyć to złość z powodu podania faktów. Oczywiście nie można wykluczyć, że w książce może się znajdować błąd czy pomyłka - ani ja ani zapewne nikt z czytelników czy nawet recenzentów i tak nie będzie w stanie tego natychmiast stwierdzić, materia składająca się z peerelowskich akt jest zagmatwana i trudna. Błędy pojawiają się u najlepszych autorów - wówczas należy je sprostować. Jednak sprowadzanie faktów podawanych w książce do bzdur, fantazji, obsesji i jakiegoś amatorskiego bredzenia jest po prostu nie na miejscu. Należy natomiast zadać przy okazji inne pytanie - dlaczego próbuje się społeczeństwu wmówić, że o pewnych postaciach życia publicznego, nierzadko tzw.autorytetach, po prostu w ogóle nie powinno się niczego wiedzieć ani mówić. Dlaczego należy uznać z góry, że są one nieskazitelne, ich socjalizacja odbywała się w próżni a środowiska, z których się wywodzą nie mają żadnego wpływu na ich poglądy? I to szczególnie wobec faktu, że wszyscy oni stoją wzdłuż jednego frontu politycznego konfliktu. W podobnych okolicznościach ludzie mają prawo pytać i mają prawo podejrzewać, że coś jest nie w porządku. Tego też żadne wycie nie zmieni - tych pytań a także i pytających będzie coraz więcej.

       Ktoś odważył się o tym wszystkim napisać? Niesłychane i bezczelne po prostu, przecież w Polsce o tym się nie mówi! W Polsce nie podważa się rzeczy oczywistych, w szczególności nie podważa się racji stanu i dogmatu założycielskiego IIIRP, czyli ustaleń okrągłostołowych. Tak ma być, po wsze czasy i koniec.

 

Lubię to! Skomentuj278 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale