Leonardo Leonardo
45
BLOG

Memories

Leonardo Leonardo Rozmaitości Obserwuj notkę 1

Wspomnienia, wspomnienia. Jak sen czarny, rozświetlany błyskami zdarzeń i twarzy wyłaniających się znienacka z zakamarków mózgu, podobny do tej październikowej nocy, przez którą idziemy w zimnym blasku ulicznych lamp i reklamowych tablic.

Na spotkaniu klasowym, jak można sobie wyobrazić w takich okolicznościach: są wygrani i przegrani, ci, co popisują się swoim życiem i sukcesem, oraz ci, co odpowiadają półgębkiem i słuchają z zazdrością. Jedni pokazują zdjęcia eleganckich żon i uśmiechniętych dzieci, inni napomykają coś o rozwodzie. Jedni się śmieją lekko, inni dolewają wódki do drinków i mówią coraz mniej składnie.

Postarzeliśmy się wszyscy. Jedni mniej, inni bardziej, ale ponieważ mamy w zakurzonej pamięci obraz naszych kolegów i koleżanek sprzed dwudziestu lat, nad salą knajpy, w której się spotkaliśmy, unosił się demon smutku. Patrzyłem na znajome, choć odmienione twarze i widziałem przemijanie. To przemijanie sprawiało, że ściskaliśmy się serdecznie szukając we wspólnie spędzonych czterech szkolnych latach źródeł bliskości.

Cóż za paradoks: ładne dziewczyny, w których kochaliśmy się wtedy, dzisiaj wydają się zmęczone życiem, mają postarzałe twarze albo smutek w oczach z nadmiaru złych zdarzeń; a te szare myszki z końskimi ogonami, na które nikt nie zwracał uwagi, teraz okazują się ciepłe i sympatyczne, poukładane. Spotkało się nas kilkanaście osób z tamtej trzydziestki, ale można było zobaczyć pełen przekrój losów: pomyślnych i pechowych, dobrych i złych. (A drobna I. nigdy już nie przyjdzie na żadne takie spotkanie, bo już wiele lat temu została pod kołami rozpędzonego samochodu na warszawskiej ulicy.) I pytanie: ile w tych ścieżkach życia, jakie każdy z nas przemierzył, było przypadku, a na ile były one zaprogramowane w naszych charakterach, predyspozycjach i tle społecznym? Co by było, gdybym przemógł swoją ówczesną nieśmiałość i dotarł w jakiś sposób do B. – „do najwyższej z dziewcząt i najbardziej blond”, jak śpiewał Poeta – w której kochałem się miłością czystą i beznadziejną? Czy bylibyśmy dzisiaj po rozwodzie jak ona teraz, a może cieszylibyśmy się teraz fajną rodziną, o której opowiadalibyśmy razem, jak E. i B., nasze jedyne klasowe małżeństwo? Ale przecież B. nie mogła się we mnie zakochać, bo ona była laską, za którą oglądali się wszyscy chłopcy, miała (nadal ma!) śliczne nogi i nosiła spódnice przed kolano, a ja byłem zahukanym chłopcem z prowincji w brzydkim brązowym golfie. Ale teraz to ona pije zdecydowanie za dużo wódki, a w zmarszczkach jej twarzy chyba widzę cień.

Wracam przez nocne miasto trasą, którą niegdyś pokonywałem codziennie. Stare drewniane chałupy zostały wyburzone, a w ich miejsce wstawiono nowoczesne w architekturze plomby, inne domy mają nowe tynki, chodnik też jest znacznie równiejszy niż kiedyś. Nocny autobus (nocny!) świeci elektronicznym wyświetlaczem, a ja przypominam sobie wiecznie zatłoczone autosany. Wtedy w pawilonie, w którym teraz jest knajpa, mieścił się sklep mięsny. Te nowe domy, szyldy i reklamy nie pozwalają zapomnieć, że minęło już tyle lat. Wszystko się zmieniło, a my próbujemy tylko łapać cienie czasu, kiedy wszystko było pierwsze. I wszystko wydawało się możliwe.

I nigdy, w najbardziej zwariowanych myślach, nie przyszło mi wtedy do głowy, że za dwadzieścia lat będzie tak jak jest teraz. Sam nie wiem, czy z tego co jest mam odczuwać satysfakcję, czy rozczarowanie.

Leonardo
O mnie Leonardo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości