Polakom nikt nie dogodzi. Jak pada deszcz – jęczą, że mokro i ponuro, jak świeci słońce – sapią, że gorąco i duszno, jak jest zimno – że uszy odmarzają i ślisko na ulicach. A mi się tam obecna zima bardzo podoba. Przypomina mi “niegdysiejsze śniegi” z dzieciństwa, tamte słoneczne zimowe dni, błękit nieba i biel śniegu, mrozy ścinające śluzówkę w nosie, fantazyjne kwiaty na zaszronionej szybie i huk pękających w nocy drzew.
Gdy mieszka się w okolicach aglomeracji warszawskiej, jedną z dużych zalet mrozu jest nagłe poprawienie przepustowości komunikacyjnej dróg – niektórym jednak samochody nie odpaliły. Cieszmy się więc z zimy, póki trwa (aczkolwiek niepokoję się trochę o los mojego żywopłotu z ogników).



Komentarze
Pokaż komentarze (1)