16
BLOG
Dużo gorsze światy
Dziś nie będzie o politycznych aktualnościach, tylko o literaturze, co nie oznacza, że nie będzie o polityce. Ostatnio ukazała się książka Cezarego Michalskiego „Gorsze światy” – i na razie kilka uwag o pierwszym opowiadaniu „Gabinet krzywych luster”. Jego bohater, Michael Frühling, żyje w totalitarnym „liberalno-arystokratycznym” Cesarstwie, które łączy cechy Hitlerowskich Niemiec, Stalinowskiej Rosji i USA, czyli stanowi archetyp diabolicznego imperium. Na uniwersytetach są wydziały teologiczno-historyczne, zamiast Nobla wręcza się nagrodę Hegla, zaś na straży klasowości, niedemokratyczności ustroju, stoi snobizm jego obywateli. Michael pracuje w niszowej gazecie i autocenzurując się pisze historię lotnictwa, mającą aluzyjnie przedstawić bieg historii jako takiej. Jest to dość ciekawy zabieg literacki: Michalski tworzy alternatywną rzeczywistość, w której sterowce wyparły samoloty (czyli jest ona trochę reakcyjna) i w której umieszcza Michaela, który pisze o rzeczywistości alternatywnej do własnej, w której to samoloty zwyciężyły – czyli o naszej. Wniosek, jaki się w związku z tym nasuwa, to istnienie systemu zero - jedynkowego: albo świat Frühlinga albo nasz świat (tylko trochę ulepszony, zgodnie z demokratycznymi założeniami), które mogą się wymieniać na zasadzie przeciwieństw. Ostatecznie książka Frühlinga staje się zarzewiem demokratycznej rewolucji, o jakiej marzył, choć on po osiągnięciu sukcesu każe pochować się w stroju Cesarskich Robotników Stoczniowych (co trochę przywodzi na myśl pogrzeb Iwaszkiewicza). Jako idealista, rewolucjonista – przed sukcesem demokracji – przeżywa frustracje typowe dla dzisiejszej lewicy: w Cesarstwie buntownikom zostaje jedynie śmieszność, „pluszowe krzyże” i niszowość, a nie bohaterskie męczeństwo i walka. Przy tym nosi długie włosy i „próbuje kofeiny”, czyli odznacza się dość niepoważnymi hipisowskimi atrybutami. Umiera przed zwycięstwem rewolucji, co narrator komentuje: „Może to i lepiej. Świat, który narodził się w jej wyniku, mógłbym zupełnie nie przypaść mu do gustu”. Nie ma bowiem rewolucji na dobre, nie ma rzeczywistości, która nie ośmieszyłaby idei, jakie za nią stały. Rezultatem zmian w świecie Michalskiego mogą być tylko „Gorsze światy”. A w takim razie może nie warto nic robić, tylko być „heroicznym cynikiem”, jak to określił Sierakowski. I może Michael to w takim razie anty-rewolucjonista, anty-kontestator.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)