I przyszła mi do głowy taka myśl - a może ta walka JK nie jest (tylko) o elektorat Radia M.? Może tu nie chodzi o wyborców, aby było ich więcej czy coś w tym stylu. Ba - może nie chodzi nawet o drugą prezydenturę Lecha K.?
Może tu po prostu chodzi o umocnienie władzy JK jako Prezesa partii? Umocnienie w sensie czysto partyjno-aparatyczykowskim czyli wzmocnienie szeregów (bo nas atakują, bronimy się, byle razem itd.) Ale też w sensie aksjologicznym? Wykopanie takich rowów że albo Jurek albo Tusk - albo ja - wasz wódz. Wojna totalna (coś jak dziś pisała dr Matyja dziś w Dzienniku). A jak tak to przecież wiadomo w czasach takiej wojny bijemy się do samego końca o wodza, do ostatniego żołnierza, mimo że przeciwnik jest już 50 m od bunkra pod Reichskanzlei.
Sądząc po wpisach na moim blogu, czy np. u FYM, widać że taka strategia ma rację bytu. Dziennik mówi że przeciwników traktatu jest jedynie 7%, albo może "aż" 7%? Po takiej szarży JK na traktat miękkość Jurka nie jest atrakcyjna. A to że całą ta akcja "antyTraktatowa" nie trzyma się kupy (co powiedział nawet Prezydent pare dni temu i co chciał dziś przykryć w tym quasi orędziu Eriką Steibach, btw brakowało tylko zdjęcia Adenauera w krzyżackim płaszczu jak, za starych dobrych czasów) to tak naprawdę nie ma znaczenia. Bo Ci dla których to jest ważne są już PO. Ci co zostali w PiS to nawet są gotowi pochwalić PiS za to że dziś jest przeciw temu co sama wynegocjował w Brukseli.
Ciekawa jest pozycja Prezydenta. Bo JK najzwyczajniej w świecie ukradł mu, zniszczył jedyny sukces jego dotychczasowej Prezydentury którym mógłby się pochwalić i który był atrakcyjny również dla nie-pisowskiego elektoratu. Dziś Prezydent został sam - między wielkim przywiązaniem do brata (co mu każe również zaatakować Traktat) a wymaganiami nowej kampanii prezydenckiej. I tu robi się interesująco - a może on nie chce już być prezydentem? W orędziu powiedział o zabezpieczeniach, w ustawie którą on wyśle do sejmu. Tyle że prawo polskie nie daje takiej możliwości. Taka ustawa będzie miała tylko wagę werbalną a nie polityczną. Czyli w sumie tak jak chce JK - werbalna obrona tych 7% co ostały się przy PiS.
Moim zdaniem jedyną opcją - jeśli tak dalej pójdzie - będzie referendum. Widać polityka leczenia się z PiSu zajmie nam więcej czasu niż myśleliśmy. Paradoks polega na tym że jest to też dobre i dla prawicy i dla lewicy czy centrum. Dla prawicy bo jest szansa aby w końcu ich reprezentantem został ktoś kto nie będzie im mydlił oczu i w końcu będzie reprezentował prawdziwy konserwatyzm i prawice. A te 7% niech zostanie przy JK - bo każdy ma prawo do reprezentacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)