Nie ma oczywiście co skakać z radości iż zasób możliwości działania UE jest taki skromny. Ci co krytykują Europę za brak stanowczości nie zdają sobie chyba sprawy iż kwestia Gruzji była konsekwencją procesów zapoczątkowanych lata całe temu. Dziś mamy pierwsze efekty tego iż zachód, a w szczególności USA, zmarnowały w praktyce - jeśli chodzi o budowę trwałych ram polityki międzynarodowej - ostatnie 20 lat. ONZ zostało pogruchotane w czasie wojny o Kosowo w 1999 a ostatecznie skompromitowane przez Zachód w czasie ostatniej wojny Irackiej. OBWE od dawna nie ma nic do powiedzenia. Też zresztą na nasze życzenie.
Kryzys zachodniej gospodarki (zwł. w USA,)wzrost cen ropy (co daje ponoć 150 mld $ rocznie dochodu Rosji) jak i wzrost Chin jasno pokazują, iż - co najmniej na chwilę - czas prostej ekspansji Zachodu uległ zahamowani. Dylemat dnia brzmi - albo się my, tj. UE, weźmiemy do roboty (np. ratyfikując Traktat Lizboński i pchając dalej integrację co dam nam realne narzędzia działania) albo też Gruzja będzie początkiem końca silnej pozycji zachodu w polityce zagranicznej. Pisałem ostatnio o wzroście Chin, które z lubością oglądają spory Rosji z UE czy USA bo nic tak bardzo nie ułatwia im przyszłej kolonizacji surowców Syberii jak taka pseudoZimna Wojna. Dziś jeszcze wszystko zależy od nas, jutro już niekoniecznie - pytanie czy nasi liderzy to rozumieją.
2. Dobra nowina po szczycie jest również dla Polski. Tusk okazał klasę ustępując Kaczyńskiemu, który trochę zmądrzał i od naciskiem połowy Europy (od Estonii po Francję) porzucił swoją radykalną postawę wobec Rosji. Polska delegacja zajęła sensowne stanowisko które od samego początku prezentował Rząd.
Ciekawi mnie na jak długo starczy Prezydentowi tego rozsądku. Już rok temu w Brukseli przy okazji Lizbony pokazał - w ostatnim momencie - iż potrafi postąpić w zgodzie z interesem narodowym naszego kraju jak i w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem. Tyle, że w parę miesięcy później uznał iż nasz interes narodowy jest mniej ważny i warto radykalnie zmienić zdanie w imię obrony stanu posiadania PiSu w skrajnie prawicowym elektoracie.
Nie mamy niestety mocnych podstaw aby sądzić ze tym razem będzie jakoś inaczej, bo jak podają media, na szczycie zarządał zwołania nowego spotkania za tydzień jeśli Rosja nie ustąpi z Osetii. Trudno to nazwać sensowną propozycją ponieważ jeśli USA nie zechcą militarnie wymusić na Rosji wycofania się z Osetii to Kaczyński jak i UE nie będą miały nic realnego do powiedzenia. USA oczywiście nie zechcą więc kolejny szczyt byłby tylko pustym gestem o 5 razy mniejszym znaczeniu niż obecny. Trudno zresztą oczekiwać iż człowiek który ostatnie 2 lata na urzędzie Prezydent RP spędził bardziej na sabotowaniu integracji niż jej popieraniu, nagle byłby w stanie zagrzać UE do wspólnego, zintegrowanego działania.
Oczywiście jeśli Kaczyńskiemu zależy na jakimś pozytywnaym działaniu to ma świetne narzędzie w postaci ratyfikacji Lizbony. I za to trzeba trzymać kciuki. Albo Pan Prezydent czegoś się nauczył w ostatnich tygodniach albo nie - szybko się o tym dowiemy.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)