W Internecie aż huczy od komentarzy dotyczących niemieckiego filmu „Nasze matki Nasi ojcowie”.
Reklama, jaką temu filmowi zrobiła polska ambasada w Berlinie wydaje się niezasłużona, gdyż film ustępuje takim obrazom Joseph ‘a Vilsmaier'a jak „Stalingrad” , „Gustloff” czy „Ostatni pociąg”.
Zresztą w ostatnim z wymienionych sceny polskiego antysemityzmu są bardziej poruszające. Są to sceny ukazujące polskie dzieci wykonujące w kierunku wiezionych do Oświęcimia Żydów gest podrzynania gardła. W wypadku tego filmu jednak protestów nie było.
W filmie „Nasze matki Nasi ojcowie” pokazane są losy konkretnych osób, z których jedna nawet jeszcze żyje. Losy żydowskiego bohatera Wiktora są bardzo niezwykłe i skomplikowane i przypominają mi swoim skomplikowaniem losy Samuela Peerela z filmu „Europa, Europa” Agnieszki Holland, nie wolnego także od ukazywania scen polskiego antysemityzmu. Ukazane są tam różne postawy Polaków. Zarówno skrajnie antysemickie, jak i przyjazne Żydom (postawa dowódcy oddziału AK, choć surowa to w sumie jednak pozwolił mu odejść i zaopatrzył w broń).
Zadziwia mnie polska nadwrażliwość. Jeśli jesteśmy niewinni to prawda zawsze broni się sama, a jeśli podnosimy krzyk to tylko zwracamy uwagę świata, ze cos jest na rzeczy.
Reżyser filmu Philipp Kadelbach i scenarzysta Stefan Kolditz winni wystosować do polskich dyplomatów specjalne podziękowania i ufundować nagrodę, gdyż przeciętny w sumie film będzie miał w Polsce lepszą widownie niż w Niemczech.
Nagrodę powinien wystosować także reżyser filmu „Pokłosie” choćby za to, że film, któremu nie poświęciłbym nawet 10 minut obejrzałem z uwagą w całości.
Swoją drogą, kiedy rzucamy kamieniami to powinniśmy umieć uderzyć się we własną pierś. Gdyby Niemcy wykazywali podobną wrażliwość i czuli się uprawnieni do protestów to powinni oprotestować połowę naszej kinematografii ukazującej Niemców jak przybyszy z kosmosu, pozbawionych ludzkich uczuć bezwzględnych sadystów, lub w innych filmach, jako niedorozwiniętych nieudaczników, idiotów i totalne ofermy.
Reasumując :
Nie dopatruję się w filmie „Nasze matki Nasi ojcowie” więcej scen nieprzychylnych Polakom, ukazujących ich antysemityzm w czasie wojny od takich w filmach Agnieszki Holland, Stevena Spielberga, że o „Pokłosiu” już nie wspomnę. Urzędnik ambasady w Berlinie nie do końca przemyślał ten protest i nie przewidział konsekwencji swych działań. A konsekwencja to doskonała reklama filmu. Czy zasłużona? Warto obejrzeć…Jest to jeden z najmocniejszych manifestów przeciwko wojnie jaki w niemieckiej kinematografi widziałem.



Komentarze
Pokaż komentarze (35)