43 obserwujących
126 notek
241k odsłon
1946 odsłon

Każdy z was jest Lechem Kaczyńskim...

Wykop Skomentuj19

 

Wierni „Solidarności”

Wiele osób z przeciwstawnych sobie niegdyś lub obecnie obozów może swobodnie twierdzić, że zawsze byli i są wierni idei „Solidarności”. Po prostu różnie tę ideę rozumieją. Na przykład, w latach 80. na przeciwległych biegunach byli Andrzej Gwiazda i Andrzej Kołodziej, przeciwko którym ostro występowała „Solidarność” skupiona wokół Lecha Wałęsy. Gdy Andrzej Gwiazda pisał i apelował do robotników, aby walczyli o swoje prawa pracownicze i podwyżki, odpowiadał mu w najważniejszym organie związku w Regionie Gdańskim Maciek Łopiński. Apelował on o powstrzymanie się od strajków. Twierdził, że gdy odwaga potaniała, to ci, którzy w zakładach pracy walczyli z „Solidarnością”, zakładając „neozwiązki,”, teraz „wskoczyli do pierwszego szeregu” (MŁ, Dajmy im szansę!, „Solidarność”, Pismo Regionu Gdańskiego, 1989 r., nr 8-9). Działacze „Solidarności” byli oskarżani o rozgrywki personalne i przymierzanie się do posad w administracji rządowej. Urban tak ostro nie krytykował prowałęsowskiej „S” jak robili to w swoich pismach działacze „Solidarności Walczącej” i małżeństwo Gwiazdów. Oskarżenia o zdradę ideałów Sierpnia ’80, działalność mafijną, strach, kunktatorstwo i pragmatyzm były na porządku dziennym.

„Solidarności” obrywało się głównie za Okrągły Stół, za niedemokratyczny sposób wyłonienia swojej reprezentacji do rozmów, a później na listy wyborcze. Lech Kaczyński był wówczas jednym z najbliższych współpracowników przewodniczącego „Solidarności”. Wałęsa mówił wówczas o Kaczyńskim, że to jego kadrowiec. To od Kaczyńskiego miało zależeć dofinansowanie różnych inicjatyw i posady. Zajmował się przy Wałęsie sprawami krajowymi i pełnił nieformalnie funkcję jego zastępcy. Jarosław Kurski pisał, że „symbioza pomiędzy Lechem a braćmi Kaczyńskimi nie polega na wzajemnym zaufaniu, szacunku czy lojalności, lecz na zbieżności interesów i politycznym pragmatyzmie. Wałęsa daje braciom siłę motoryczną, jest dla nich jednocześnie lokomotywą i transparentem, natomiast Kaczyńscy dostarczają Wałęsie niezbędnej ideologii, która usprawiedliwia jego działania i ambicje” (J. Kurski, Wódz, Warszawa 1991 r., s. 17). Sprawy personalne, interesy powstałych jeszcze w konspiracji grup i grupek przeważały nad działalnością na rzecz dobra wspólnego. Wewnętrzna rywalizacja, a nie współpraca, konflikt „młodych” ze „starymi”, walka o zajęcie jak najlepszego miejsca w strukturach „Solidarności” – zmieniały poczucie jedności „Solidarności” w sumę indywidualnych ambicji i gry interesów. Stanowiło to namiastkę późniejszych walk między partiami politycznymi o władzę i wpływy.

Cóż, jedni i drudzy byli i są dziś wierni swoim ideałom. Na przestrzeni lat mogli zmieniać opinie i stanowiska. Zwykła kolej rzeczy…

 

Konflikt z liberałami

Jarosław Kaczyński stwierdził, że w 1989 roku doszło do sporu między jego bratem a Kuroniem i Michnikiem, którzy mieli być propagatorami liberalizmu. O liberalizacji mówili wówczas chyba wszyscy, ale za prawdziwego liberała uchodził Janusz Korwin-Mikke, a także Stefan Kisielewski, czy też środowisku skupione wokół Donalda Tuska i pisma „Przegląd Polityczny”. Jedynie za pseudoliberałów można uznać całą resztę działaczy opozycyjnych i „Solidarności”, którzy dążyli do zmiany systemu gospodarczego w system wolnorynkowy. Podobnie uważał wówczas Lech Kaczyński, i doprawdy nie wiem, o jaki liberalizm miał się on kłócić z Michnikiem i Kuroniem. Kaczyński był przecież wówczas przeciwny inicjatywie organizowania akcjonariatu pracowniczego oraz idei przedsiębiorstwa samorządowego. Opowiadał się zdecydowanie za wolnym rynkiem i kreowaniem prywatnych właścicieli. Tłumaczył: „Powinniśmy dążyć do stworzenia grupy pracodawców, do kreowania szerokiej klasy średniej” (M. Zalewski, Rozmowa z Lechem Kaczyńskim, „Tygodnik Solidarność” 19.01.1990 r., nr 3/70). To miał być główny cel związku, a nie batalia o prawa pracownicze, odbudowa wielomilionowej „Solidarności” i realizowanie uchwał związku ze zjazdu w 1981 r. Jednak nigdy nie przekreślił, jak np. liberałowie, idei obrony praw pracowniczych i najbiedniejszych. Jedynie wówczas inaczej stawiał priorytety. Rozwój wolnego rynku, klasy średniej, prywatnych posiadaczy, miał przyczynić się do lepszego traktowania pracowników.

Takie poglądy mieli także inni czołowi działacze „Solidarności” i OKP. „Solidarność” miała pomagać w rozwoju prywatnego biznesu w Polsce i kreować swoich przedsiębiorców, którzy wywodziliby się z kręgów opozycyjnych i z samego Związku. Tak tworzyła się postsolidarnościowa nomenklatura. Wielu byłych działaczy może od tego czasu wpisywać w rubrykę zawód: dyrektor albo prezes. Dzięki „Solidarności” mogli mnożyć swoje majątki, a tym samym zmieniać Polskę w kraj kapitalistyczny, w którym o wszystkim decyduje zasobność portfela. Na tym mieli skorzystać pracownicy najemni, a także ci, zwalniani z pracy w bankrutujących przedsiębiorstwach państwowych. To prywatny biznes miał dać im godne zatrudnienie. Gdy tak się nie stało Lech Kaczyński później wielokrotnie w latach 90. zabierał głos krytykując stosunki między pracodawcą a pracobiorcą. Tak samo ewoluowały poglądy Jacka Kuronia. Także Lech Wałęsa od czasu do czasu mówi, że obecny system gospodarczy jest nie do przyjęcia, że trzeba go zmienić. Jedynie Adam Michnik pozostał chyba do dziś wiernym obrońcą twardych zasad wolnego rynku.

 

x x x

Jarosław Kaczyński idealizuje pamięć o swoim bracie. Ma do tego pełne prawo. Jak każdy, kto wspomina zmarłą ukochaną osobę, przyjaciela czy idola. Idealizują go także przyjaciele tragicznie zmarłego prezydenta. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie było to umoczone w politycznym sosie. Przeciwnicy PiS będą ponad wszelką miarę obsmarowywać Jarosława Kaczyńskiego, jego brata i jego partię, i zarazem idealizować i ubarwiać to, co im wygodne. Zwolennicy zaś bez umiaru będą umniejszać znaczenie wszystkich swoich politycznych przeciwników i nie będą walczyć o pamięć tych, którzy stoją z boku, bo na nic się w politycznych bojach nie przydadzą.

Czy Polsce jest potrzebny na użytek medialny wyidealizowany portret Lecha Kaczyńskiego? Nie odpowiem. Każdy może sam się nad tym zastanowić.

W 1980 roku potrzebny był mit Wałęsy czy też bohaterskiej tramwajarki, która miała unieruchomić komunikację miejską w Gdańsku. Nie ważne jak było naprawdę – tym mieli zająć się historycy. W Polsce są ludzie, którzy potrzebują legendarnych postaci, które dają nadzieję, są wzorem postępowania. Dziś, tak jak w 1980 r. dobrze by było lansować zatem hasło: Każdy z Was jest Lechem Kaczyńskim! Niech każdy broni praw obywatelskich i praw pracowniczych, oddolnej demokracji, tolerancji. Niech walczy z korupcją, nomenklaturą partyjną, kolesiostwem, nepotyzmem, konformizmem, pychą, obłudą, cynizmem i arogancją władzy i prywatnego biznesu. Ważne by szło na lepsze, ale niekoniecznie pod szyldem tej czy innej partii. Mity 1980 roku nie powstawały w szeregach partyjnych. Tworzyło je dążące do zmian na lepsze całe społeczeństwo, starano się łączyć a nie dzielić, współpracować a nie rywalizować i mówić prawdę wbrew partyjnej propagandzie.

Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale