Jestesmy razem, mamy flagi i szaliki, spiewamy hymn, w tych samych momentach lapiewmy sie za glowe i krzyczymy z zachwytu.
Wzgledna wzajemna zyczliwosc, nie ma agresji.
Kiedy jednak nastepuje jakis incydent, ta chwilowa wspolnota peka jak banka mydlana. Kto nie przyszedl z kumplami, moze dostac w morde nie wiadomo za co. Sa rodziny z malymi dziecmi, to tonuje. Ale w naroznikach meskich wszystko sie moze zdarzyc.
Pisazr Stefan Chwin napisal kiedys, ze chcialby takiego patriotuzmu, zeby go w Polsce Polak nie napadl w ciemnej ulicy probujac zabrac portfel. Tu, w strefie, jestesmy gdzies razem zwrocenie w strone czegos wspolnego, jestesmy emocjonalna wspolnota, ale to zaposredniczenie powoduje, ze jestesmy wspolnota ani symboliczna, ani psychologiczna czy etyczna. Sami przed soba cos odgrywamy, co nie pomoze, jak sie cos stanie.
I jeszcze jako post scriptum do tekstu o polskich debilach: byli tam tez rosyjscy idioci, zwlaszcza z CSKA. A polscy robili selekcje i na Rosjan zmawiali sie z calej Polski - a mieli byc na rybach. To druga niespelniona obietnica po obietnicy obalenia Tuska. I nawet nie, ze oni debile, czy nawet czesc, to debile. Chodzi o to, jak sie zachowuja.


Komentarze
Pokaż komentarze