Wymyśleni dla uniknięcia kontrowersji sędziowie bramkowi zawodzą. I wczorajsza sytuacja z meczu Ukraina-Anglia nie byla jedyna.
Sedzia ten po pierwsze, nawet w najlepszym ustawieniu, nie wszystko widzi "przez slupek". Po drugie i wazniejsze - ulega syndromowi wartownika. Glowny ma rece pelne roboty, biega jak zajac, boczny cwiczy co chwile koncetracje i wydaje jakies decyzje, ktore glowny najczesciej uwglednia.
Bramkowy decyduje, nawet jesli obserwuje gre, duzo mniej. Tak naprawde jego uwaga, lasnie wtedy, kiedy decyduje o czyms jest bliska uwadze wartownika na pusrkowiu, czy marynarza na bocianim gniezdzie przy spokojnej, bezwietrznej pogodzie.
Stad pomylki. Walka o czipa w pilce - start...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)