6 obserwujących
198 notek
87k odsłon
24 odsłony

Master. 28

Wykop Skomentuj

Chen rozmawiał z Pierre'm o tym, co powinni zrobić dalej. Dziewczęta siedziały skupione wokoło, Peter rozmawiał przez telefon. Nikomu nie było do śmiechu, choć cieszyli się, że wszystko skończyło się dobrze. Nie było dobrze, Chen wiedział, że musi zapłacić za to, co zrobił. Zabił człowieka.

Na razie jednak ten problem odsunął się na dalszy plan. Teraz musiał zapewnić bezpieczeństwo dziewczynom. Nie było wiadomo, do czego zdolni są bandyci. Kilkanaście osób zostało z nimi, reszta uwierzyła telewizyjnej propagandzie. Bianka wpatrywała się w niego jak w zbawiciela. Dziewczyny opowiedziały, co przeżyły i jak Chen sobie poradził. Teraz uważała go za jakiegoś supermena i była pewna, że uratuje jej córkę. Ciążył mu ten jej podziw i nadzieja.

Człowiek, którego zabił kilka godzin temu, był łajdakiem. Prawdopodobnie uczciwy sąd skazałby go na dożywocie, kara śmierci jeszcze w Europie nie powróciła. Odeszły też w zapomnienie sprawiedliwe i uczciwe sądy, o ile kiedykolwiek istniały. Sprawiedliwość była telewizyjnym gadżetem, którego używano w scenariuszach telenowel. Większości ludzi to nie przeszkadzało, o ile mieli pracę, w której spędzali większość tygodnia i pieniądze na weekendową zabawę. W wielkich miastach rodziny zakładali tylko muzułmanie. Europejki wiązały się w młodości z powodu szaleńczego zakochania, potem czasami trafiało się dziecko, więc związek trwał ze względu na nie przez kilkanaście lat. Jeśli dziecka nie było, związek czasami się rozpadał po kilku latach, czasami trwał, ale wygasały zobowiązania wyłączności seksualnej. Oferta zawsze była spora, po ustaniu zauroczenia okazywało się, że wokoło roi się od atrakcyjniejszych partnerów niż aktualny. Oczywiście, wciąż były pary mające więcej dzieci i trwające po kilkadziesiąt lat, ale było ich niewiele.

Chen wiedział, że będzie musiał zdać sprawę, z tego, co zrobił, sam w myślach przeprowadzał proces. Był jednocześnie oskarżycielem i obrońcą. Nie do niego jednak należał osąd. Wtedy pełen uwielbienia wzrok Bianki, a także uratowanych dziewcząt, napełniał go nadzieją na łaskawy wyrok. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że one wszystkie, widząc w nim obrońcę i wybawiciela, podświadomie zakładały, że pewnie znowu ktoś musi zginąć, bo to jest wojna.

Kiedyś nie miał takich wątpliwości, robił, co było trzeba. Teraz wiedział więcej i nie wolno mu było tak przeprowadzać rachunków.

Przypomniał sobie, jak poznał Marka, on nauczył go myśleć w sposób wolny od strachu i nienawiści. Nie mógł zrozumieć, dlaczego jego przyjaciel chciał wybrać drogę w dół.

Zamyślony Chen poczuł nagle poruszenie, rozejrzał się i zobaczył, że wszyscy patrzą w głąb uliczki. W zasadzie samochody tędy przejeżdżały, ale z powodu blokady, tylko te, które miały coś do przywiezienia. Osobowe trafiały się rzadko. Samochód, który nadjeżdżał, przyciągnąłby wzrok nawet na zatłoczonej wielopasmówce. Lamborghini Terzo Millenio toczyło się powoli, mrucząc jak kot. Kilkanaście metrów przed nimi kierujący trochę mocniej nacisnął pedał gazu, przez ulicę przetoczył się grzmot odległej burzy, który przeszedł w gardłowy ryk wielkiego lwa. Wszyscy patrzyli jak urzeczeni, samochód podjechał i zatrzymał się przed nimi.

Drzwi uniosły się, ze środka wysiadł pracownik w eleganckim kombinezonie z napisem Lamborghini. Podszedł do siedzących na schodach i zapytał.

Czy jest tu pan Chen?

Chińczyk ledwie otrząśnięty z rozmyślania o przykrych sprawach, dopiero po kilku sekundach zrozumiał pytanie.

To ja.

Przywiozłem pański samochód.

Nie. To nie jest mój samochód.

Pan Lee Chen? Powiedziano mi, że mam tu przyjechać i zostawić.

Proszę go zabrać.

Nie wolno mi do niego wsiąść, gdy już tu dojadę. To moja praca. Skończyłem. Na siedzeniu kierowcy leży kluczyk do bagażnika. Mogę tylko pokazać, jak się odpala i jak otworzyć bagażnik.

Proszę otworzyć bagażnik.

Kierowca podniósł pilota z siedzenia, przycisnął guzik.

Klapa bagażnika się uniosła.

W bagażniku leżały dwie walizki i małe pudełko.

Czy mogę pana prosić o otwarcie walizek?

Tego mi nie zlecono.

To moja prośba.

Kierowca podniósł wieko mniejszej walizki i zbladł. Jedna obok drugiej, równo poukładane leżały kilogramowe sztabki złota, było ich szesnaście. Warte były kilka milionów euro.

Kierowcy drżały ręce, gdy podnosił wieko drugiej walizki. Tam również panował doskonały porządek. W trzech rzędach po dziesięć paczek, widać było, że walizka specjalnie dla nich zaprojektowana, leżały pliki banknotów o nominale pięćset euro. Walizka miała ponad trzydzieści centymetrów grubości.

Na końcu kierowca podniósł pokrywkę pudełka, wyglądało jak wypełnione szklanymi kulkami, ale szklanych kulek nikt nie oszlifuje tak, by załamywały światło i błyszczały jak brylanty.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale