6 obserwujących
227 notek
89k odsłon
  30   0

Master. 56

RozpalŻądze-DostarczProdukt-Panuj sprzedawał kobietom torebki, buty i inne drobiazgi, bez których czuły się nie całkiem piękne. Gdyby sprzedawał tanio, nie czułyby pełni satysfakcji, sprzedawał więc drogo, w zasadzie bardzo drogo. Miał też sieć zakładów kosmetycznych i fryzjerów we wszystkich ważniejszych stolicach świata. Tą siecią zarządzał jego pomocnik Lśnij-Błyszcz-Czaruj. Miał niezwykłą zdolność przenikania duszy kobiety, dlatego nawet w Abu-Dhabi kobiety płaciły fortuny za fryzury, które nakrywały chustami, więc nawet własny mąż widział trochę popsuty efekt. Szczytem finezji było namówienie sióstr klauzurowych do udziału w akcji charytatywnej. Makijażystki, fryzjerki, stylistki i fotografki wyniosły z miejsca, do którego mężczyźni nie mieli wstępu zdjęcia do kalendarza. Widać było tylko twarze, ale były tak piękne, że klasztor musiał szybko zmienić numer telefonu i go zastrzec. Kilka tygodni później dwie siostry wystąpiły. Jedna wyszła za mąż i miała trójkę dzieci, druga została tancerką i miała syna.

Oba diabły, pochylone nad zdjęciami nowych akcesoriów do noszenia, wybierały najlepsze ujęcia i pracowały nad skomponowaniem arcydzieła o tytule „Będziesz królową mojego świata". O dziewiątej rano otworzą się sklepy „Deroxes”, tysiące klientek ruszy do wyścigu o gadgety piękna. Telewizje ruszą z reklamami. Wstępne badania pokazały, że hitem będzie naklejana na policzek blizna od noża.

Many był coraz bardziej urzeczony Sonią. Ta z kolei nie zatrzymywała jego marzeń. Spotkali się w Instytucie biologii molekularnej i genetyki, gdzie jego grupa została przewieziona na noc. Grupa rewolucjonistów, która kilka godzin temu miała do dyspozycji kamienie i gardła, ewentualnie zapałki i benzynę, nagle stanęła przed wjazdem na autostradę technologiczną. Sonia mówiła z zapałem, spędziła tu trzy lata, ucząc się wszystkiego od podstaw, teraz miała poprowadzić grupę amatorów, pełnych dobrych intencji, surowych idei i szalonego entuzjazmu.

Mam nadzieję, że wygramy, ale to poważna praca. Wiem, że jest piątkowa, a w zasadzie sobotnia noc. Wasi przyjaciele dobrze się bawią, ale wy wygracie taką nagrodę, dzięki której będziecie dobrze się bawić przez lata. Teraz rozejdziecie się do swoich pokoi, tam macie wszystko przygotowane do spania. Odzież do prania wystawcie do pralni, rano będzie sucha i wyprasowana. Pobudka o szóstej, śniadanie o szóstej trzydzieści. O siódmej zabieramy się do pracy. Kto chce zrezygnować, niech przyjdzie do mnie, będzie odwieziony na plac. Za pół godziny wystąpią „Wściekłe Psy”, będą grać kawałki Pink Floyd z Ummagumma i z ciemnej strony księżyca. Many poczuł się tak, jakby dostał obuchem. Był zagorzałym fanem „Wściekłych Psów". W pierwszym odruchu podszedł do Soni, kiedy jednak spojrzał jej w oczy, błyskawicznie zmienił zdanie. "Wściekłe Psy” dadzą jeszcze wiele koncertów, ale jeśli teraz odejdzie, nigdy już nie zobaczy tej dziewczyny.

Kiedy Adam usłyszał głos Beriezowa, poczuł paniczny strach. Spocił się, zabolał go brzuch i wstrząsnęły nim torsje. Kierowca był profesjonalistą, dlatego natychmiast podał mu papierową torebkę na wymioty. Pięć minut Adam wymiotował do torebki, zapełnił trzy, zanim doszedł do siebie.

Podobno czeka na pana Pierre. Jedziemy go odwiedzić. Cokolwiek by się nie stało, ma pan ze mną wrócić. Obiecuje pan?

Tak, obiecuję – wyszeptał pobielałymi wargami.

Dojechali do miejsca, gdzie gęsty tłum uniemożliwił dalszą jazdę. Adam, Beriezow i dwaj ochroniarze wysiedli, samochód odjechał szukać miejsca do parkowania. Nie było to łatwe. Kiedy wiadomość o koncercie „Wściekłych Psów” rozeszła się, okolica stała się niedostępna dla samochodów. Policjanci z drogówki pilnowali przepustowości.więc nie było dzikiego parkowania, utrudniającego ruch. Łatwo doszli do Pierre'a, bo ochroniarze bywali częstymi gośćmi tego terenu.

Witam. Nazywam się Wiktor Beriezow, jestem szefem bezpieczeństwa GAS.

Witam. Słyszałem o panu. Trudno powiedzieć, że miło pana poznać – powiedział Pierre bez uśmiechu.

Na giełdach w Nowym Yorku, Tokio i Hong-Kongu akcje BTK można było kupić, ale nikt się nimi nie interesował. Spadały na wartości po tym, gdy Michael sprzedał swoją część, a potem Gi postanowił pozbyć się swoich. Z wartości 83 centów spadły do 6 centów, ale nie było żadnego zainteresowana. Należały do kategorii spisanych na straty. Tuż przed zamknięciem giełdy nowojorskiej, kilka minut przed dzwonkiem dokonano 1268 transakcji na zakup tych akcji, wszystko odbyło się w ciągu kilku sekund. Nie było w tym jednak nic nadzwyczajnego, takie grupowe przedsięwzięcia robiono co jakiś czas. Pewna liczba ludzi ustawiała akcję, potem kupowali po najniższej wartości i dzięki nagłemu zainteresowaniu dosyć szybko odsprzedawali. Mieli szybki, kilkudziesięcioprocentowy zarobek w ciągu kilku godzin. Próbowano zakazać tego procederu, ale fizycznie było niemożliwe udowodnienie czegokolwiek. Teraz też większość nabywców szybko odsprzedała swoje akcje, Gi dowiedział się o tym dopiero po kilku godzinach, jednak oprócz zdenerwowania z powodu straty, nie odczuł żadnego niepokoju. Na wszelki wypadek podzielił się tą wiedzą z Najwyższymi, oni też niczym się nie przejęli.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale